Facebook Google+ Twitter

Siatkarze Lotosu zagrają bez obciążeń

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2015-04-09 12:31

W półfinale PlusLigi też niewielu stawiało na gdańszczan, a jednak to oni byli górą. Dlatego tegoroczna walka o złoto zapowiada się bardzo ciekawie – przekonuje Krzysztof Stelmach, trener i wieloletni reprezentant Polski w siatkówce.

Czy skład finału jest dla pana dużym zaskoczeniem?
Na pewno jesteśmy świadkami czegoś nowego. O tytuł mistrza kraju zagra bowiem nowa ekipa, która jeszcze w poprzednim sezonie plasowała się w dole tabeli. Dojście gdańskiej drużyny do finału na pewno jest niespodzianką, bo większość stawiała na faworyta w postaci PGE Skry Bełchatów. Okazało się jednak, że Lotos jest bardzo dobrym zespołem, grającym fajną i poukładaną siatkówkę.
Z notowań firmy bukmacherskiej Fortuna wynika, że dość wyraźnym faworytem finału są rzeszowianie. A jak pan ocenia szanse Resovii i Lotosu Trefl w boju o złoto?
Zawsze staram się uciekać od odpowiedzi na takie pytania. Na papierze wygląda na to, że finał powinna wygrać Resovia. Tyle że przed rozpoczęciem półfinałów też zdecydowanie więcej szans dawano ekipie z Bełchatowa niż z Gdańska. Resovia wydaje się mieć mocniejsze argumenty, ale śledząc uważnie potyczki Lotosu ze Skrą można było dostrzec, że podopieczni Andrei Anastasiego grają naprawdę dobrą siatkówkę. To może być faktycznie bardzo ciekawy finał. Za Resovią przemawia przede wszystkim większe doświadczenie w tego typu meczach. To jest już zahartowana drużyna, która nie gra po raz pierwszy o najwyższą stawkę. Ogranie poszczególnych zawodników i całego zespołu jest zdecydowanie większe po stronie rzeszowian. Co więcej, Andrzej Kowal dysponuje też niezwykle wyrównanym składem. I nie mówię tu jedynie o podstawowej szóstce, ale o całej dwunastce. Z drugiej strony – Lotos dochodząc do finału, nie ma już nic do przegrania. Niezależnie od końcowego rozstrzygnięcia to właśnie siatkarze Anastasiego będą uznani za największą rewelację sezonu. A gdy nie ma się już nic do stracenia, to grając bez zbędnej presji, zdecydowanie łatwiej jest prezentować pełnię umiejętności. To rzeszowianie będą musieli wytrzymać ciśnienie, bo to w nich upatruje się teraz złotych medalistów. Mimo wszystko stawiałbym na Resovię, choć wcale nie zdziwię się, jeżeli to Lotos ostatecznie okaże się górą.
W ilu meczach rozstrzygnie się kwestia tegorocznego mistrzostwa Polski?
Ciężko coś prognozować. Wszyscy fani siatkówki z pewnością trzymają jednak kciuki, aby tych finałowych meczów było pięć, czyli możliwie najwięcej. Taki scenariusz bez wątpienia byłby dobrym ukoronowaniem całego sezonu ligowego.
Z dużym rozczarowaniem przyjął pan wyniki turnieju finałowego Ligi Mistrzów, w którym mieliśmy dwie drużyny, a zdobyliśmy tylko jeden medal?
Po pierwsze, trzeba jeszcze raz podkreślić, że obie polskie drużyny awans do Final Four wywalczyły w sportowej walce na boisku, a nie dzięki organizacji tej imprezy. A co do końcowych wyników, trzeba sobie jasno powiedzieć, że drużyna z Kazania była w Berlinie wyraźnie najlepsza. I tyle.
Gdzie należy upatrywać przyczyn ostatnich niepowodzeń PGE Skry Bełchatów?
Kiedy na początku tego sezonu PlusLigi widziałem bełchatowian w akcji, otwarcie mówiłem, że jest to kandydat numer jeden do mistrzostwa kraju. Obrońcy tytułu stracili jednak coś po drodze i w ostatnich tygodniach to już nie była ta sama Skra, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Wnikliwą analizę takiego stanu rzeczy zostawiam jednak działaczom i trenerom tego klubu.
Czy podopieczni Miguela Falaski zdołają się jeszcze pozbierać na mecze o trzecie miejsce?
Sądzę, że tak. Nie wyszło im w walce o kolejne mistrzostwo kraju, ale wątpię, żeby z tego powodu oddali za darmo brązowe medale zawodnikom Jastrzębskiego Węgla. Taka postawa byłaby zresztą w dużej sprzeczności z charakterem zawodników Skry.
A co pan sądzi o pomyśle Europejskiej Konfederacji Siatkówki, która chce ograniczyć wyrażanie emocji przez zawodników po każdym zdobytym punkcie?
Dla mnie jest to całkowita głupota. Słysząc takie propozycje, mam wrażenie, że osoby z CEV nie mają pojęcia, o co tutaj w tym wszystkim chodzi. Jeżeli zawodnicy grają i zdobywają punkty, to mają się przy tym zachowywać jak roboty, które są pozbawione możliwości wyrażania uczuć? Wygląda na to, że europejska centrala chce sprowadzić mecz siatkówki do spotkania dwunastu beznamiętnych i obojętnych na wszystko robotów. Radość z tego, co się udaje, w każdym sporcie jest czymś najpiękniejszym i zabijanie tego uważam za zupełny nonsens. Jeżeli władzom CEV zależy na skróceniu meczów, niech poszukają oszczędności czasu gdzie indziej. W siatkówce było już wiele rewolucji, ale gdyby ten pomysł wszedł w życie, byłoby to jakieś wielkie kuriozum. Komuś w CEV musiało się naprawdę bardzo nudzić, że w ogóle wpadł na coś podobnego.
Jacek Nawrocki będzie nowym trenerem reprezentacji Polski kobiet – jak przyjął pan ten wybór?
Jako polski trener, w dodatku obecnie bezrobotny, nie powiem, że jestem niezadowolony z takiej decyzji. Od dłuższego czasu widzimy bowiem ogromny napór szkoleniowców zagranicznych, na których powstała swoista moda. Teraz po prostu w dobrym tonie jest mieć trenera z obcego kraju. Zawsze się u nas dużo mówiło o konieczności szkolenia rodzimych trenerów i teraz widzimy, co z tego wynikło – na czternaście drużyn chyba tylko w połowie pracują polscy szkoleniowcy. Zobaczymy, jak to długo potrwa. Pozostaje to wszystko przeczekać, bo osobiście nie uważam się za gorszego od paru innych trenerów zagranicznych, którzy pracują teraz w Polsce. A Jackowi pozostaje tylko kibicować i trzymać kciuki za efekty jego pracy z najlepszymi polskimi zawodniczkami.
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Stelmach


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.