Otwarcie dla Brazylii, choć Argentyna miała swoją szansę Derby Ameryki Południowej w półfinale Ligi Światowej rozpoczęły się po myśli Brazylijczyków. Podopieczni
Bernardo Rezende, bardziej doświadczeni od swoich młodszych rywali, serwowali mocno i bardzo dobrze taktycznie, odrzucając Argentyńczyków od siatki. Ci mieli jednak swoje szanse na uratowanie akcji i wyprowadzenie ataku, ale nie „dociągali” piłek do skrzydła i zaniechali działań ofensywnych. Brak ryzyka był niczym woda na młyn dla
Bruno Rezende, rozgrywającego coraz szybciej do swoich kolegów.
W końcówce, przy wyraźnym prowadzeniu canarinhos, podopieczni
Javiera Webbera zdołali niemal zniwelować straty. Taki obrót spraw stał się możliwy dzięki fantastycznej postawie w polu zagrywki
Facundo Conte. Cztery zdobyte z rzędu punkty zmusiły szkoleniowca Brazylii do wzięcia czasu przy stanie 22:21. Po powrocie na boisko jego zawodnicy zachowali spokój i zwyciężyli po ataku
Giby.
Popis De Cecco i nieprawdopodobna końcówka na korzyść canarinhosPoczątek kolejnej odsłony był bardziej wyrównany. Tuż przed drugą przerwą techniczną Argentyńczycy dwukrotnie zatrzymali przeciwników – najpierw zbicie Giby z szóstej strefy zablokował
Sebastian Sole, zaś na prawym skrzydle sposób na
Theo znalazł Conte.
Reprezentanci Argentyny dość szybko roztrwonili przewagę. W decydujących momentach nieprzeciętnymi możliwościami błysnął
Luciano De Cecco. Przy bardzo „ostrym” przyjęciu swoich kolegów, najpierw musiał ratować się wystawą jedną ręką do
Federico Pereyry i kompletnie zgubił blok Brazylii, a po chwili sam zakończył akcję niezwykle precyzyjną „kiwką”. W pierwszej z wymienionych sytuacji atakujący uderzył w linię, ale sędziowie orzekli aut.