
Już dawno pojedynki dwóch lokalnych rywali: Manchesteru United i Manchesteru City nie przyniosły fanom tylu emocji. W spotkaniu tym nie zabrakło dosłownie niczego.
Kanonadę w "Teatrze Marzeń" rozpoczął już drugiej minucie Wayne Rooney, który po fatalnym błędzie obrony a w szczególności Richardsa, umieścił piłkę w bramce "The Citizens".
Podopieczni Alexa Fergusona nie cieszyli się długo z prowadzenia. W 16. minucie koszmarne potknięcie Bena Fostera wykorzystał wygwizdywany na Old Trafford Carlos Tevez.
Argentyńczyk wyłuskał piłkę bramkarzowi Czerwonych Diabłów i zagrał ją do Barry'ego, który nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w pustej bramce. Do przerwy utrzymywał się wynik 1:1. Wizualną przewagę mieli goście, którzy bliscy byli objęcia prowadzenia w 44. minucie meczu. Wtedy to w dogodnej sytuacji Tevez trafił tylko w słupek.
Druga połowa zaczęła się od huraganowych ataków gospodarzy. Skutki przyszły już w 49. minucie spotkania. Darren Fletcher wykorzystał dośrodkowanie i głową umieścił piłkę w "sieci", tuż obok interweniującego bramkarza City. Odpowiedź była piorunująca. Pierwsza groźna akcja "niebieskich" w drugiej połowie i od razu bramka. Craig Bellamy po rajdzie lewą stroną boiska zdecydował się oddać strzał.
Niezwykle mocno uderzona piłka wpadła w samo "okienko" bramki United. Po tej akcji goście cofnęli się na swoją połowę. Chaotyczne ataki mistrzów Anglii kończyły się jednak albo na rzucie rożnym albo w rękawicach Shay'a Given'a. Kibiców zgromadzonych w "Teatrze Marzeń" rozgrzał ponownie dopiero na 10 minut przed końcem spotkania Darren Fletcher, który ponownie wykorzystał dośrodkowanie i strzelił swojego drugiego gola w spotkaniu.
Wszyscy, którzy myśleli, że mecz rozstrzygnie się wynikiem 3:2 przeżyli wielki szok. Doskonale dysponowany Craig Bellamy w 89. minucie spotkania po samotnej szarży dał remis ekipie prowadzonej przez Marka Hughes'a. Zawodnik z ostrego kąta pokonał Fostera i uciszył publiczność na Old Trafford.
Sędzia spotkania doliczył do regulaminowego czasu gry aż pięć minut. Z niewyjaśnionych przyczyn spotkanie to trwało jednak dłużej. W 96 minucie gry Michael Owen doprowadził do rozpaczy fanów Manchesteru City, ustalając wynik na 4:3.
Mecz ten długo pamiętać będą piłkarscy kibice w Manchesterze. Nie zabrakło w nim emocji, pięknych bramek oraz kontrowersji. "The Citizens" udowodnili, że są niezwykle mocną drużyną z charakterem, a wymienianie ich w gronie kandydatów do mistrzostwa Anglii nie jest, jak sugerowali inni, zagrywka marketingową.