Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3125 miejsce

Siedmiu Wspaniałych. Dobra Siódemka (recenzja)

Kolejny remake klasyku. Czy znowu mamy do czynienia z marną podróbką dawnego hitu, a może tym razem pokuszono się o coś odrobinę innego i świeższego? Oto recenzja "Siedmiu Wspaniałych" Antoine Fuqua, twórcy "Do utraty sił" i "Bez Litości".

 / Fot. wall.alphacoders.comLegendarny film "Siedmiu Samurajów" Akiry Kurosawy i jego równie kultowy amerykański remake, czyli Siedmiu Wspaniałych Johna Strugesa to filmy, które zachwyciły krytyków, wychowały pokolenia i zrewolucjonizowały kino. Po wielu latach Hollywood postanowiło zmierzyć się z legendą i nakręcić zupełnie nowych Siedmiu Wspaniały.

Skorumpowany biznesmen wraz ze swoimi najemnymi zbirami terroryzuje skromne miasteczko i wymusza na jego ubogich mieszkańcach wyjątkowo wysoki haracz. Wdowa po jednej z ofiar złoczyńców wyrusza w poszukiwaniu pomocy. Zamierza wynająć grupę wolnych strzelców, którzy za nie wygórowaną cenę byli by w stanie zwalczyć terrorystów. Udaje jej się zorganizować drużyną złożoną z siedmiu najróżniejszych, wprawionych w bojach rewolwerowców.

Wbrew pozorom nie mamy tutaj (na szczęście) do czynienia z typowym remakiem, tylko z jego reinterpretacją. Z pierwowzoru zaczerpnięto jedynie koncept, oraz pojedyncze kluczowe wątki, reszta to kompletnie inny film. Zmieniła się estetyka, trochę miejsce akcji, a przede wszystkim bohaterowie z Siedmioma Wspaniałymi na czele (można dopatrywać się jedynie pojedynczych cech wspólnych z bohaterami z filmu Johna Strugesa).

Pierwsze co przyciągnęło uwagę zarówno entuzjastów, jak i sceptyków to obsada. W rolę tytułowych Siedmiu Wspaniałych wcielili sie - Denzel Washington (jako Chisolm), Chris Pratt (jako Josh Farraday), Ethan Hawke (jako Goodnight Robicheaux), Vincent D'Onofrio (jako Jack Horne), Byung-hun Lee (jako Billy Rocks), Manuel Garcia-Rulfo (jako Vasquez), Martin Sensmeier (jako Red Harvest). Aktorstwo prezentuje się znakomicie – bohaterowie są niezwykle barwni, charyzmatyczni, wzbudzają sympatię, chce się im kibicować. Widać, że są to postacie z krwi i kości, które posiadają swoją przeszłość, tworzą więź między sobą. Niestety czuć też pewien niedosyt. Tytuł brzmi Siedmiu Wspaniałych, ale wbrew pozorom nie wszyscy bohaterowie pełnią równie duże role. Jakaś połowa jest odsunięta na dalszy plan, nie wykorzystano w pełni ich potencjału (np.: Red Harvest), albo nie otrzymała swoich „5 minut” (np.: Vasquez). Pozostałe postacie też mogły być bardziej rozwinięte, zwłaszcza główny złoczyńca, którego widzimy zaledwie trzykrotnie. Film sporo by zyskał, gdyby trwał trochę dłużej, tak by mógł rozszerzyć niektóre wątki.

Wiele kontrowersji krąży do dziś wokół… koloru skóry części obsady - w tytułowej drużynie znalazł się Afroamerykanin, Latynos, Azjata i Indianin. Sceptycy zarzucają m.in. że produkcja przez to traci na realizmie, co jest trochę nonsensem, ponieważ westerny nigdy nie portretowały wiernie Dzikiego Zachodu. Sam film traktuje siebie z wyraźnym dystansem, jest nastawiony na rozrywkę i humor, a nie jakikolwiek realizm. Jedyne co miałbym na tym polu do zarzucenia, to praktycznie brak jakichkolwiek odniesień do koloru skóry bohaterów. Film nie robi nic aby uzasadnić nam taką, a nie inną wizję (chociażby jak było to w westernach Quentina Tarantino).

Jest to western wyraźnie skierowany do współczesnego widza – jest zdecydowanie bardziej dynamiczny, efektowny i stylowy. Technicznie wypada naprawdę dobrze: dopracowane zdjęcia, dynamiczny montaż, porządne efekty specjalne. Rozczarowuje trochę muzyka zmarłego już Jamesa Hornera (autora ścieżek dźwiękowych m.in. największych hitów Jamesa Camerona) – nie jest zła, ale też nie zapada w pamięć, jest dosyć nijaka (zwłaszcza jeżeli porówna się ją do muzyki Bernsteina).

Sceny akcji są liczne, każde kolejne starcie jest coraz bardziej widowiskowe i emocjonujące. Wciśnięto chyba wszystko co się dało, większość bohaterów posługuje się własnym stylem walki – mamy typowe strzelaniny, walki z użyciem broni białej, eksplozje itd. Najlepiej jest to widoczne oczywiście w finalnej scenie batalistycznej.

Film cały czas płynnie przechodzi od humoru do dramatu. Twórcy dobrze wiedzieli, w którym momencie akcja powinna zwolnić, dać widzom chwilę na złapanie oddechu, a w którym zbudować odpowiednie napięcie.

Prawie wszystko dobrze ze sobą współgra, ale jest też pewien istotny mankament. Jeżeli oczekiwaliście czegoś odważnego, oryginalnego, przełomowego jak Siedmiu Samurajów, albo pierwsze Siedmiu Wspaniałych, no to poczujecie niedosyt. Nie ma tutaj nic oryginalnego, żadnej głębi, czy przesłania. To nie jest film, który będzie równie długo pamiętany co jego poprzednicy. Twórcy nie mieli większych ambicji jak zrobienie po prostu dobrego kina rozrywkowego w scenerii Dzikiego Zachodu. Jeżeli tylko tyle i aż tyle wam wystarczy, to udany seans gwarantowany.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.