Facebook Google+ Twitter

Sierakowski to Kaczyński

Slavoj Zizek wypowiedział kiedyś zdanie, które jak wypisz wymaluj pasuje do naszej lewicy: - Europejscy socjaldemokraci wolą zajmować się obyczajowością, niż wyrównywać szanse ekonomiczne, bo nie mają już nic istotnego do powiedzenia.

Słoweńskiemu intelektualiście chodziło o to, że lewica kopiuje zarządzanie gospodarką od neoliberałów i nie ma odwagi przeciwstawić się potężnym naciskom korporacji.

Owa zapaść owładnęła całą polityką, która skurczyła się do negocjowania warunków spłaty zadłużenia, gdyż wartość państwa liczona jest jego rentownością na rynku handlującym papierami dłużnymi.

Do niedawna łudziłem się, że partie opozycyjne wobec PO mają pomysły i wolę przeprowadzenia mini rewolucji autoryzowanej przez Zizka. Nic z tego. Myślące zaplecze lewicy, czyli Sławomir Sierakowski zdaje się przemawiać tym samym tonem, co przewodzący prawicy Jarosław Kaczyński. Obaj maszerują w jakichś rzadko zdefiniowanych krucjatach, uprawiają retorykę - ideologię i coraz mniej interesują się losem ubożejących Polaków. Krzyżowa czy antykrzyżowa propaganda niewiele ma wspólnego z troską o ludzi, dla których pierwszoplanowym problemem jest pomidor za 4 zł, który rok temu kosztował zł 1,8.

Panowie poprzestawiali akcenty w swoich programach politycznych i masy ludzi wykluczonych przestawili na plan dalszy. Nie mówię, że o nich nie myślą. Nie myślą o nich przede wszystkim. Zasoby poznawcze i emocjonalne Sierakowskiego i Kaczyńskiego zajęte są przez co innego.

Wydaje się, że krucjata jednego i drugiego zmierza donikąd, bo po prawdzie nam Polakom jest dobrze z tym co jest: nie chcemy więcej Kościoła w życiu publicznym, ale nie chcemy go też mniej. Uwielbiający socjaldemokratyczną Szwecję Sierakowski zapomina, że wyznanie luterańskie ma tam charakter narodowy, a duchowni są państwowymi funkcjonariuszami, co wcale nie przeszkadza Skandynawom w przekraczaniu demokratycznej cezury. Żadna instytucja nie zastąpi religii w organizowaniu przestrzeni symbolicznej i nie nada jej takiej głębi.

Publicysta Krytyki Politycznej przyzna mi też rację, że historycznemu wycofaniu się Kościoła z publicznej przestrzeni towarzyszy stale postępująca infantylizacja elektoratu i ufikcyjnienie polityki. Sam o tym przekonywająco pisał:

"Zdominowanie polityki przez marketing na całym świecie sprzyja powstawaniu nierówności ekonomicznych, bo politykę formatuje biznes medialny, sam stargetowany na bogatszą część populacji (18-59 lat, duże miasto, odpowiedni dochód), co z kolei sprzyja dalszemu urynkowieniu kolejnych sfer życia."

Nie jest to korelacja przypadkowa. Centralna społecznie pozycja Kościoła była przeżywana świadomie i jawnie oraz sprzyjała zaangażowaniu w publiczne dobro, ponieważ je nazywano. Stopniowe uwalnianie tej przestrzeni od chrześcijańskiej narracji, która nie stroniła od klasycznych pojęć wolności, prawdy i dobra relatywizowało jednocześnie rozumienie wspólnoty, wzajemnych powiązań i tożsamości.

Jawną dominację zastąpiła ukryta dyktatura silnych, którzy mają środki i wpływy, by aranżować dyskurs.

Na zarzut o zawłaszczanie demokracji przez jeden typ wartości najchętniej odpowiem cytatem z Fukuyamy ("Koniec człowieka"):

"Ludzie zostali ukształtowani przez ewolucję jako istoty społeczne, które z natury starają się zakotwiczyć w wielu związkach w ramach wspólnoty. Wartości nie są konstruowane dowolnie, służą one ważnemu celowi umożliwienia wspólnego działania. Ludzie czerpią również wielką satysfakcję z tego, że wartości oraz normy są w s p ó l n e . Solipsystyczne wyznawanie wartości mija się z celem i prowadzi do całkowicie dysfunkcjonalnego społeczeństwa, w którym ludzie nie są w stanie współpracować w celu realizacji wspólnych dążeń."

Ciekawa jest też inna historyczna obserwacja. Tam gdzie większość traciła swoje wpływy zanikała również odpowiedzialność za słabszych, w tym za mniejszości.

Uznaliśmy, że nierówno traktowane grupy poczują się szczęśliwsze poza jedną, homogeniczną wspólnotą. Praktyka liberalnych demokracji pokazuje, że heterogeniczne paralele chronione najczęściej opresyjnymi regulacjami i kompletnie absurdalną architekturą prawną, która mnoży bez żadnej kontroli przywileje kończy się dwiema poważnymi konsekwencjami: nasileniem przemocy i chaosem. Większość poczuła się zwolniona z odpowiedzialności za słabszych. Dlatego - być może - w Szwecji odnotowujemy statystycznie najczęstszą i najniżej wykrywalną w Europie przemoc.

Może więc nasz system, w którym grawitację ustala homogeniczna tożsamość ma sens. W końcu nawet Sierakowski ma się do czego odnieść w swojej krytyce polityki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.09.2010 12:06

Panie Marcinie, czy aby dokładnie przestudiował pan program gospodarczy (i nie tylko) Platformy Obywatelskiej? Zapraszam też do lektury rocznika statystycznego 2010.
Artykuł mądry, powiedziałbym, że miejscami za mądry.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Michał Piotr
- A ja myślę, że będziecie coraz bardziej redukowani do roli lewicy światopoglądowej. Łatwiej obiecać wolność aborcji niż napisać program ekonomiczny alternatywny wobec, jak Wy to mówicie, neoliberalnego.

Sierakowski: Owszem, projekt ustawy o związkach partnerskich mogę napisać w pięć minut. Żeby stworzyć skomplikowany program ekonomiczny, trzeba mieć pieniądze, ekspertów. Dlatego właśnie budujemy silną organizację.

Znakiem tego, że gdy chodzi gospodarkę wszystko przed nim. Dalej twierdzę, że Sierakowski przeakcentowuje konfrontację z Kościołem.
http://www.krytykapolityczna.pl/Seria-Idee/Prawda-przeciw-prawu/menu-id-82.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Praktyka liberalnych demokracji pokazuje, że heterogeniczne paralele chronione najczęściej opresyjnymi regulacjami i kompletnie absurdalną architekturą prawną, która mnoży bez żadnej kontroli przywileje kończy się dwiema poważnymi konsekwencjami: nasileniem przemocy i chaosem."

Od kiedy to system, który "mnoży bez żadnej kontroli przywileje", nazywamy liberalnym ?
Jak widać, można go takim nazywać. Bezkarnie i powszechnie.
Podobnie jak obwiniać za wszystko w Polsce "liberalny kapitalizm", którego od 1989 roku nie było nawet przez chwilę.


"heterogeniczne paralele..."

Sformułowanie godne partyjnego zjazdu czasów słusznie minionych.


Wspólnota wokół wartości.
Racja.
Tylko, że diabeł tkwi w szczegółach. Tychże wartości właśnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sierakowski akurat dużo czasu i uwagi poświęca sprawom gospodarczym, więc cała teza Ci się, Szanowny Autorze sypie. Sprawne to jest intelektualnie, ale nieprawdziwe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marcinie, co do generalnego przesłania to się zgadzamy. Rządzący powszechnie merkantylizm prędzej czy później musiał się odbić na pojmowaniu partii i jej bytu poprzez jednostkę w jej życiu uczestniczącą. Nie ukrywajmy, działacze realizują własne idee, przyszyte i dopasowane do partyjnego nurtu. Ich wypadkowa jest programem i funkcją tych poglądów. Politycy zawsze byli zakładnikami marketingu a wykorzystanie dzisiaj przekazu medialnego jest koniecznością i stałym elementem gry. Target z kolei jest tylko wyborem dojścia do celu. Czy politycznego czy wyznaniowego ale tylko środkiem dojścia. A tutaj zaczyna się już kalkulacja i szukanie najskuteczniejszego pozyskania elektoratu. Zaczyna się zapominanie o własnych sztandarach. Powstaje populizm. Wszystko obiecam, nawet będące w sprzeczności z ideami partii ale byleby było skuteczne i dało wzrost notowań.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.