Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

43485 miejsce

Sierpień '80. A gdyby strajk trwał tylko 3 dni...

Lech Wałęsa ogłosił zakończenie strajku w gdańskiej stoczni po trzech dniach jego trwania. Tylko dzięki determinacji części delegacji z innych zakładów – robotniczy protest kontynuowano.

 / Fot. http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Brosen_EnterShipyardGdansk.jpg&filetimestamp=20060514175234Tak prezentują się fakty. W czwartek, 14 sierpnia 1980 r. tuż przed poranną zmianą
w gdańskich tramwajach i autobusach dowożących pracowników do pracy, pojawiły się pierwsze ulotki nawołujące do przywrócenia do pracy suwnicową z wydziału W-2 Stoczni Gdańskiej, Annę Walentynowicz.

Walentynowicz pracowała w Stoczni od 1950 r., była odznaczana brązowym, srebrnym i w końcu złotym Krzyżem Zasługi. Była zawsze nienagannym pracownikiem, a ponadto człowiekiem reagującym na każdą krzywdę i niesprawiedliwość. To sprawiło, że zdecydowała się podjąć działalność, która ma na celu powołanie niezależnych od pracodawcy związków zawodowych. Od tego czasu spotykają ją w pracy różne szykany... - pisano w ulotkach.

Siedem plakatów informujących o zwolnieniu Walentynowicz wraz z domaganiem się podwyżki o 1000 zł i dodatku drożyźnianego zawisło w szatniach stoczniowych. Plakaty wykonane były przez Ruch Młodej Polski. To były punkty, przy których zaczęli się gromadzić robotnicy. Ale początkowo robotnicy obawiali się przystąpienia do strajku. Wysłuchiwali perswazji mistrzów, i pierwszego sekretarza POP, Jana Łabęckiego, członka KC. "A ja mówiłem, aby iść na K-3 i K-4, bo one stoją. Mówiłem tak na wyrost, bo nie wiedziałem, czy jest to prawda" - wspomina jeden z anonimowych, cichych bohaterów Sierpnia'80.

Nie tak prosto, nie tak spokojnie to przebiegało. Zgiełk, zamieszanie, wrzawa, trochę szarpaniny. Nie wszyscy od razu się decydowali na odejście od maszyn.

O godz. 10 coraz więcej stoczniowców gromadzi się przy sztaplarce, hydraulicznym podnośniku. Wcześniej tłum minutą ciszy przy bramie nr 2 oddał hołd ofiarom 1970 roku. Padają wezwania o powołanie komitetu strajkowego. Dyrektor stoczni, Klemens Gniech apeluje o podjęcie pracy. "Możemy rozmawiać, ale do tego nie trzeba przerywać pracy" - przekonuje. W międzyczasie na teren Stoczni przedostaje się Lech Wałęsa: "Poznaje mnie pan"? - zwraca się do dyrektora. - "Chociaż jestem od 4 lat bez pracy, ale mam tu mandat zaufania załogi. Zakładamy strajk okupacyjny"!

Spisywane są żądania: przywrócenie do pracy Walentynowicz i Lecha Wałęsy, wzniesienia pomnika Ofiar Grudnia, gwarancji nierepresjonowania za strajk, podwyżki płac o 2000 zł i zrównania zasiłków rodzinnych z MO i SB. Dyrekcja, po pertraktacjach, zgadza się na trzy pierwsze żądania. To za mało. Robotnicy pozostają na noc w Stoczni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.