
• Koalicja rozpadła się. Kto na tym najwięcej stracił?
– Andrzej Lepper. Jego już nie ma na tej największej scenie politycznej. Nie będzie w stanie wrócić do wizerunku watażki. Filmowano go w luksusowych limuzynach, drogich garniturach. Już rządził, był szefem resortu rolnictwa, rozprowadzał swoich ludzi po agencjach rządowych. Miał swoją szansę na realną zmianę warunków życia ludzi i okazał się taki sam, jak inni politycy. Oszukał już zawiedzionych.
• Nie ma dla niego żadnej szansy?
– Ratunkiem dla niego może być przekalkulowanie przez PO i SLD scenariusza rozwoju sytuacji zaplanowanego przez Leppera – totalna destrukcja. Jeśli liberałowie z PO zdecydują się przewrócić stół. Rok temu każdy pukałby się w głowę, gdyby usłyszał o takiej możliwości. A teraz Tusk–Lepper–Olejniczak... Po prostu – polska polityka.
• Z kryzysu wygrany wychodzi Jarosław Kaczyński?
– Znacząco poprawił swój wizerunek. Odejście Leppera, ostre słowa skierowane do Samoobrony to odpowiedź na oczekiwania tych Polaków, którzy marzą o silnym przywódcy, szukają nowego Piłsudskiego. Z kolei powrót Zyty Gilowskiej i słowa o gospodarce to szansa otwarcia w stronę bardziej pragmatycznego elektoratu. Teraz trzeba poczekać i zobaczyć, jak Jarosław Kaczyński to zdyskontuje. Jednak najbardziej mnie zaskoczył trzeci bohater spektaklu.
• Waldemar Pawlak?
– Tak. Wydawało się, że jego gwiazda już mocno przygasła, teraz rozbłysł. Nie jest już spięty, milczący. Zachowuje dystans do polityki, mówi o tym wszystkim jak inni ludzie. Choćby tak: „Leppera wyrzucono z roboty i teraz PSL nie wsiądzie do pociągu, dopóki nie wiadomo, dokąd ten pociąg jedzie”. Jego siłą jest zdrowy chłopski dystans. Stoją za nim małe miasteczka, 20-, 30-tysięczne. Tam się zdecyduje, kto wygra wybory samorządowe. 35 proc. samorządowców to przecież ludzie z koniczynkami w klapach – gigantyczna siła. A w Sejmie mały klub PSL – bez którego nic się nie da zmontować – będzie teraz języczkiem u wagi, dążącym do normalności. Sprawnie to robi.
• Pawlak prezentuje się jako rozsądny polityk.
– Zdystansowany do złych emocji. Zaproponował, by po usunięciu Leppera stworzyć koalicję PO-PSL-PiS. To byłoby cofnięcie się o rok. Postawienie znaku „stop” wariatom w polityce. Ale jeśli możliwa jest koalicja Tuska z Lepperem, to dlaczego nie to, czego ludzie oczekiwali rok temu? Taka koalicja miałaby większość konstytucyjną, mogłaby sprawnie rządzić.
• PiS już raz zapraszał PSL do koalicji. Ludowcy nie przyjęli propozycji. Teraz sytuacja jest inna?
– Nie siedzę w głowie Jarosława Kaczyńskiego, ale nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że za pierwszym razem chciał zabić Samoobronę. Wytrącić jej z ręki argument, że nigdy nie była u władzy. Każdy polityk jest swego rodzaju szachistą. Ale Kaczyński jest megaszachistą. Potrafi rozgrywać dziesięć partii na różnych szachownicach i przewidywać skutki swoich posunięć na kilka lat do przodu.
Hanna Wieczorek