Facebook Google+ Twitter

Silverstone uratuje Kubicę i Formułę 1?

Z weekendem wyścigowym na torze Silverstone, wielu kibiców Formuły 1 wiąże duże nadzieje. Niektórzy liczą na lepsze osiągi bolidu Roberta Kubicy, inni na to, że spór dotyczący przyszłorocznego sezonu zostanie zażegnany.

Robert Kubica / Fot. PAPNadzieje obu tych grup są płonne. Spór dotyczący tego, jak będzie wyglądał sezon 2010, nie zmierza do końca. Zapowiedzi Stowarzyszenia Zespołów Formuły 1, że utworzą one własną serię są równie nierealne, co nieskuteczne. Seria wyścigowa to nie tylko zespoły i kierowcy. To przede wszystkim prawa telewizyjne, sponsorzy, tory. Stacja BBC posiada prawa do pokazywania wyścigów F1 na kilka najbliższych lat. Umowę podpisywała nie z zespołami, ale z FIA. Prawa do nowej serii musiałaby wykupić inna stacja, oczywiście za znacznie mniejszą sumę, z której zespoły dostaną jeszcze mniej niż obecnie. Mniejsza oglądalność będzie również oznaczała mniejsze wpływy od sponsorów.

Kolejna sprawa to obiekty wyścigowe. Szacuje się, że obecnie torów, które są przygotowane na rozgrywanie takich wyścigów jak Formuły 1, jest ok. 35-40. Większość z nich ma podpisane już wieloletnie umowy z różnymi seriami (WTCC, Formuła 1, Moto GP, GT, GT3, Superbike). Organizatorzy tej serii musiałyby mocno się napocić, aby wcisnąć się w jakiekolwiek wolne terminy. Dodatkowo FOTA musiałaby zatrudnić sztaby ludzi, odpowiedzialnych za poszczególne sprawy. Czy jest to wykonalne w ciągu pół roku? Wątpię.

Dlaczego zatem zespoły tak pragną jeździć na swoich warunkach? To proste - zmiany proponowane przez FIA są niedorzeczne i sprzeczne z duchem tego sportu. Międzynarodowa Federacja Samochodowa dąży do ograniczenia kosztów, zwiększenia bezpieczeństwa i atrakcyjności wyścigów. Wydaje się jednak, że takie wynalazki jak KERS nie są najlepszą drogą do osiągnięcia tych celów. Radykalne ograniczenie budżetów też nie jest dobrym rozwiązaniem. Powstałoby coś na wzór serii GP2, tyle, że nieco szybsze. Taki twór na pewno ciekawy nie będzie. A i ze wspomnianą szybkością nie będzie najlepiej. Brak testów, skromne budżety nie wpłyną na polepszenie osiągów bolidów. Temu sprzeciwiają się zespoły. I mają rację. Nie można zgodzić się na warunki dyktowane przez FIA. Ale czy trzeba od razu mówić: Nie bawimy się z wami, zrobimy swoją serię? Raczej nie. Są przecież łagodniejsze formy protestów. Np. tacy kolarze - gdy coś im się nie podoba jadą etap w żółwim tempie i zatrzymują się tuż przed metą. Czemu kierowcy F1 tak nie zrobią? Bojkot jednego czy dwóch wyścigów byłby skuteczniejszy. Ale gdy na polu negocjacji znajdą się tak zawzięci i nieustępliwi ludzie jak Flavio Briatore i Max Mosley to rozwiązania pośrednie nie wchodzą w rachubę. Najlepsze w tym całym sporze jest to, że jego rozwiązanie może być nagłe i kuriozalne, tak jak nagła i kuriozalna jest cała sytuacja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.