Samotny komandos, bardzo dużo przeciwników i tajemnicza rękawica pozwalająca na manipulowanie czasem. Tak w skrócie prezentuje się Singularity. Warto zagrać?
Twórcy w kilku miejscach umieścili także zagadki logiczne, które polegają na odpowiednim użyciu sił na otoczeniu - zabieg ciekawy, choć nie każdemu spodoba się perspektywa używania zbyt wielu szarych komórek podczas gry. Niestety, świetny potencjał związany z UMC nie został do końca wykorzystany w grze. Na nasze nadnaturalne moce reagują tylko nieliczne obiekty otoczenia. Z pchnięciem w nieprzyjaciela beczki czy dużego pudła nie ma problemu, ale krzesło czy stół są już przyspawane do podłogi. Bardzo szkoda, że twórcom, którzy mieli naprawdę świetny pomysł, zabrakło umiejętności lub chęci, żeby stworzyć coś naprawdę niesamowitego.
[yt]_qCRFcTxckA[/yt]
"Rewolucja bez plutonów egzekucyjnych jest pozbawiona sensu."
Jeśli zapomnimy o niezwykłej technologii, to gra przypomina solidną strzelaninę. Trochę dziwi ubogi arsenał - nie możemy używać np. broni żołnierzy z lat 50-tych. Małą ilość rodzajów broni rekompensuje wiele typów przeciwników - oprócz radzieckich żołnierzy z 1955 i 2010, walczymy też z różnymi rodzajami popromiennych mutantów.
Czasem przyjdzie nam się zmierzyć z bossem, którego pokonanie nie polega z reguły na wystrzelaniu na oślep kilku magazynków, lecz celowaniu w specjalne odsłonięte punkty na jego ciele. Niestety klimat dreszczyku i niepewności, który trzyma nas na początku zabawy, ulatuje wraz z coraz większymi tabunami przeciwników. Zdarzają się też momenty, w których nieatakowani badamy opuszczony radziecki kompleks, lecz pełnią one raczej funkcje oddechu przed kolejnym starciem.
"Jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka"
Ciekawie zapowiadał się także multiplayer. Gracze mogą wcielić się zarówno w żołnierzy, jak i w zmutowane monstra. Pomysł, zaczerpnięty z świetnego Left4Dead, nie został jednak odpowiednio wykorzystany. Mamy tylko 2 tryby rozgrywki - Eksterminacja oraz Stworzenia Kontra Żołnierze - oba zresztą podobne do siebie.
Sama zabawa to natomiast właściwie standard.
Singularity nie wprowadza żadnych elementów, których nie widzielibyśmy w wielu innych grach. Każda strona ma po 4 klasy dosyć typowych jednostek, a rozgrywkę toczymy na średnio ciekawych mapach. W efekcie już po kilku pojedynkach można wpaść w znużenie. Zdecydowanie przydałoby się parę dodatkowych, przemyślanych trybów.
"Lepiej mniej, ale lepiej"
Mocnym punktem jest za to grafika. Gra wygląda bardzo dobrze zarówno pod względem technicznym, jak i stylistycznym. Większość gry utrzymana jest w ciemnej, posępnej atmosferze opuszczonego radzieckiego kompleksu badawczego. Wszystko jest okraszone materiałami propagandowymi ZSRR. Choć zabawa toczy się przede wszystkim w zamkniętych pomieszczeniach, silnik gry radzi sobie także z większymi terenami. Na plus zaliczyć też trzeba widowiskowość wielu starć.
Gorzej wygląda animacja postaci oraz przesadna brutalność przy umieraniu - krwi jest dużo, a kończyny dosłownie fruwają w powietrzu. Tak więc oglądane w grze widoki nie są odpowiednie dla młodszych graczy . Warto też zaznaczyć, że gra została wydana w polskiej wersji językowej. Dubbing jest zrobiony solidnie, choć niektóre kwestie mówione wydają się być nagrane trochę za cicho.
"Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze."
Singularity miał predyspozycje, aby stać się grą na poziomie największych hitów studia Raven. Zamiast tego otrzymaliśmy tytuł zaledwie dobry. Najbardziej szkoda niedopracowania mocy, które daje E-99 oraz ubogiego multiplayera. Jednak, gdy zapomnimy o zmarnowanym potencjale, gra się całkiem nieźle. Tak więc osoby, którym przypadł do gustu ostatni Wolfenstein albo po prostu mają ochotę na klimatycznego FPS-a, powinny spędzić przy Singularity kilka przyjemnych godzin.
Z powodu dużego poziomu brutalności zdecydowanie nie jest to gra dla dzieci!
Adrian Dampc