Facebook Google+ Twitter

Sitcom, stand-up comedy i polskie seriale

Z rosnącym zażenowaniem ogląda się kolejne odcinki Wszyscy kochają Romana – adaptacji popularnego amerykańskiego serialu. Nierealny, sztuczny, mało zabawny. To nie kwestia słabego scenariusza czy aktorów – to wina całej forsowanej koncepcji

„Wszyscy kochają Romana” to serial, który w ciepły i pełen humoru sposób opowiada o codziennym życiu przeciętnej polskiej rodziny… – tak ogólnie charakteryzuje swoją nową produkcję jedna z wiodących stacji telewizyjnych, wprowadzając widzów (i czytelników portalu) w świat trzydziestolatka, dziennikarza sportowego, który żyje gdzieś na przedmieściach Warszawy ze swoją ukochaną żoną i trójką dzieci. A przede wszystkim, z rodzicami i starszym bratem, mieszkającymi – na nieszczęście – po drugiej stronie ulicy. Serial zapowiada się naprawdę obiecująco, bo przecież nic nie jest równie śmieszne, jak możliwość przyjrzenia się własnemu codziennemu życiu, odbitemu tylko w nieco krzywym zwierciadle. I tak właśnie jest (w oryginale).

Wszyscy kochają męża/żonę, starsze/młodsze rodzeństwo, dzieci, rodziców, teściów…


Serial tak naprawdę nie opowiada o polskiej, lecz o amerykańskiej rodzinie, mieszkającej w niewielkim mieście Lynbrook – wchodzącym w skład podmiejskiego okręgu Nowego Jorku (Nassau County). Bohater nie nazywa się Roman tylko Raymond, jego żona Dorota to tak naprawdę Debra, nadopiekuńcza i wścibska matka Maryla to Marie, a gruboskórny ojciec Zygmunt – Frank. Jedynie brat Robert pozostał Robertem – posiadającym swoje dziwactwa, czterdziestoletnim kawalerem, pracującym w policji. Jednak, nie o miejsce i imiona chodzi.

Przede wszystkim liczy się dobry pomysł. Z dokumentu The Last Laugh, przedstawiającym w kontekście ostatniego odcinka całą dziewięcioletnią historię serialu Everybody Loves Raymond, można się dowiedzieć, że twórca Philp Rosenthal miał w głowie tylko zalążek bohatera, którego rodzice mieszkają naprzeciwko. Natomiast motywy poszczególnych odcinków dołożyły osobiste doświadczenie życiowe, zarówno wieloosobowego zespołu scenarzystów, jak i aktorów. Na przykład, Ray Romano, odtwórca tytułowej roli i pomysłodawca, w chwili powstania serialu miał naprawdę trójkę dzieci – córkę i chłopców bliźniaków – a także starszego brata.

Oglądając odcinki Wszyscy kochają Romana można odnieść wrażenie, że polski serial nie miał scenarzysty, tylko tłumacza, który jedynie w przypadku żartów odwołujących się nazbyt wyraźnie do amerykańskiej kultury, pokusił się o polski odpowiednik. Chociaż, niestety, najczęściej o wiele mniej zabawny albo nie pasujący do kontekstu sceny (vide, żart z nauką wnuczki tekstów filmowych, w trzecim odcinku). Oryginalne pełne humoru sceny okazują się w rodzimej wersji ich wstydliwą namiastką. Nawet niezła obsada Wszyscy kochają Romana (Anna Seniuk i Joachim Lamża) nie jest go w stanie uratować przed ostateczną zagładą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie tylko seriale, ale mam wrażenie że w zasadzie cała polska telewizja produkowana jest z założeniem, że Polacy to kretyni. Niemal wszystko jest bardziej lub mniej udaną kopią albo dziełem na licencji zachodniej. W efekcie w ogóle przestałem oglądać telewizję, bo po prostu na ogół nie ma czego.
Jednym z nielicznych wyjątków jest show Malicki & Laskowik, który naprawdę bawi, uczy i jest na poziomie. No ale jest na żywo i artyści muszą zaprezentować konkretny poziom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.