
Tak, ten artykuł nie będzie o polityce bo ile można o niej słuchać, pisać i czytać Postanowiłem się wyłamać i napiszę o kobietach.Ten zdradliwy wynalazek, który został stworzony z jednego żebra Adama, zawsze solidarnie staje w swojej obronie. Jednak jest coś co je różni i klasyfikuje: kolor włosów. Delikatne, zmysłowe kobietki, w towarzystwie których faceci głupieją czy duży biust i wydęte usta, a więc seks i tandeta w jednym?
Stereotyp blondynki jest od wieków mocno zakorzeniony w świadomości facetów. Skąd się wziął, dlaczego i kto jest temu winny? Czyżby ci co zwykle? Powszechnie uważa się je za atrakcyjniejsze. Ustalono, ze ekspedientki o jasnych włosach sprzedają więcej towarów, a blond modelka na okładce może zwiększyć sprzedaż pisma o 30 proc. Blondynki są postrzegane jako delikatne kobiety wzbudzające zaufanie. Uczymy się tego już od dziecka. Jasnowłosa jak Kopciuszek, Małgosia, Calineczka – znaczy dobra. To niemal instynkt każe nam ufać blondynce, bo czujemy dobroć i naiwność Kopciuszka. I rzeczywiście, większości facetów jasne włosy kojarzą się z czystością, niewinnością i młodością. A atrybut młodości w postaci jasnych włosów panowie postrzegają jako coś niezwykle atrakcyjnego u kobiet, ponieważ biologia każe im wybierać na partnerki kobiety młode.
Jest cool, czy raczej idiotką? Czy jej wizerunek faktycznie lepiej nadaje się do reklamowania bielizny pościelowej niż czekolady? Czego od niej chce ten podły facet? Czy jej skóra ma jakieś specjalne właściwości? Czy warto się z nią wiązać? A może to jest w ogóle gatunek na wymarciu? W dolinie Saary, w Ulm, w Kilonii czy w Edynburgu w Szkocji - naukowcy wszędzie dochodzą do podobnych wniosków na temat istoty, oddziaływania i właściwości blondynki. Antropolodzy, psycholodzy, genetycy i dermatolodzy ciężko popracowali nad tym, by rozwiać mgiełkę tajemnicy - mitowi o nazwie "blondynka" grozi odczarowanie. Jednak mit, spotęgowany jeszcze przez Marlenę Dietrich, niedostępną piękność z włosami w kolorze lodów waniliowych, przetrwał II wojnę światową. Brigitte Bardot przyciągała spojrzenia widzów w latach 60. jako słodki kociak z oczami jak u lalki. Alfred Hitchcock obsadzał swoje filmy blond zjawiskami a'la Grace Kelly, których zadaniem było - według jego własnych słów - przede wszystkim sygnalizowanie jednej cechy charakteru: "w salonie dama, w taksówce dziwka". Dzieje blondynek to w samej rzeczy historia bogiń, uwodzicielek, a także istot dobrych i niewinnych.