Facebook Google+ Twitter

Skąd te drogie cygara?

Od czasu wynalezienia pisma zajmujemy się paplaniną i pisaniną. Dzięki temu mamy Biblię, kroniki Galla, rozprawy filozoficzne, książki kucharskie, harlekiny, listę Wildsteina oraz kwity. Czytający te ostatnie dostają wypieków, bo takie tam rzeczy opisano, że "dusza śpiewa". Bo usta nie milczą. Usta kłapią wszem i wobec.

Instytut Pamięci Narodowej / Fot. Mirosław Malinowski, Ekspres IlustrowanyOd kilkunastu lat rządzą w kraju opozycjoniści podzieleni na gatunki, podgatunki oraz grupy, starannie wymieszane jak lastryko, które się paskudnie po kilku latach kruszy. Budulec to lichy, niejednorodny, a spoiwo z piasku, cementu i wody. Tą ostatnią leje kto żyw, aby nie zastygło i dało się mieszać dalej.

Gatunki, podgatunki i grupy opozycjonistów wymieniają się co kilka lat i przekonane o swej mocy zawartością urn wyborczych tworzą tak zwane ekipy. Ekipy służą do rządzenia krajem i ogłaszania, że każda poprzednia była niewłaściwa, należy ją napiętnować oraz wypalić ślady działalności, jak zeszłoroczną trawę na rowie. Czasem ogień obejmuje coś więcej, ale to się nazywa "kosztami transformacji".

Z działań kolejnych ekip wynika dla nas, prostaczków wniosek, że rządzą nami od lat ludzie niewłaściwi. Ale każda po trochu, żeby było sprawiedliwie i po równo. Bo ekipy maja takie same żołądki i w końcu każdy musi dostać swoja porcję krewetek, popić Evianem oraz dostać służbową limuzynę. W zasadzie wszystko mogłoby się toczyć tak utartym trybem, gdyby nie to, że od czasu do czasu ktoś uzna, że jego gwiazda świeci zbyt słabo.

Do wzmocnienia światła zaczynają służyć kwity. Państwowe, których obfitość jest wielka i na każdego coś się znajdzie (wystarczy posłać burą sukę i zaaportuje) oraz te ważniejsze, znajdujące się w posiadaniu osób prywatnych, półprywatnych oraz publicznych, jako ukochane pamiątki rodzinne. Te właśnie wchodzą teraz na giełdę.

Cena wywoławcza: kto był większym i bardziej cenionym w obalaniu komuny. Pionkiem. Bo jak wynika powoli z wszystkich kwitów, a także kronik towarzyskich - komunę własnemi ręcami obalały same komuchy. Chciały mieć "socjalizm z ludzką twarzą".

Mając jednakowe żołądki pragnęli wreszcie zwyczajnego kapitalizmu, zamiast sklepów za żółtymi firankami i łaski ekspedientek, które nie zawsze odkładały pod ladę co trzeba.

W tej wieloletniej i skomplikowanej historii, toczącej się jak wałki w przedwojennym maglu jeden człowiek wydaje się mieć na tyle kindersztuby, że pozostaje dyskretny. Chociaż, jak go aktualna ekipa byłych opozycjonistów będzie po sądach ciągać, powie wreszcie co wie. Poki co, skaczą sobie do nogawek najgłośniejsi. Bo im rozgłosu mało. Bo o zaszczytach dowiadują się z prasy, a i filmów o sobie reżyserować im nie pozwolono.

Cyrkowe przedstawienie nabiera rozpędu, klowny przechodzą same siebie, a śmiech rozlega się daleko poza granicami namiotu. Szkoda, że idole nad i podziemni nie stosują zasady jak Gliński w ostatnim odcinku "Stawki...", kiedy postanowił dyskretnie nie wyjaśniać, skąd Karewicz ma na cygara po 5 marek za sztukę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.