Facebook Google+ Twitter

Skalpel – droga na szczyt

Skalpel, wrocławski duet didżejsko-producencki, w skład którego wchodzą Marcin Cichy i Igor Pudło.

Właściwie powiedziano o nich już wszystko. Precyzyjnie wyselekcjonowane, powycinane, a następnie posklejane na nowo sample , wzbogacone fragmentami dialogów z polskich filmów w oparciu o najnowsze urządzenia do generacji nowoczesnych brzmień. Fantastyczna reinterpretacja kawału historii polskiego jazzu. Elektyczna precyzja i specyficzny klimat zadymionego baru, który powalił na kolana Brytyjczyków z legendarnej wytwórni Nija Tune. Towar eksportowy. Jak to zwykle w polskich warunkach bywa – ciągle lepiej rozpoznawany i doceniany za granicą. Nie przesiąknięty jednak londyńskim spleenem, a ciągle wierny i atakujący słuchacza charakterystyczną, wschodnioeuropejską, słowiańską nutą. Jednocześnie archaiczny i do bólu nowoczesny. Małomiasteczkowy, a z posmakiem wielkomiejskiego snobizmu. Po prostu Skalpel. Zanim jednak duet osiągnął dzisiejszą pozycję, nieco wody upłynęło. I to bynajmniej nie w Tamizie.

Na początku był Virtual Cuts

 

SkalpelWłaściwie to nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić w ilu podziemnych projektach maczał palce ów didżejsko-producencki duet. Na upartego można stwierdzić, że oficjalnie Cichy i Pudło zadebiutowali remixem utworu „Płaczę rymami” na płycie „EP+” Grammatika. Jednak pierwsze pełnoprawne, choć jeszcze nieoficjalne wydawnictwo, które można nazwać ich wspólnym dzieckiem, to fantastyczny mixtape „Virtual Cuts” z 2000 roku. Dzisiaj bardzo niedostępny i na próżno poszukiwany przez wielu didżejów winyl z „VC” był tak naprawdę początkiem marszu Skalpela na szczyt. Co jest szczególnie ciekawe, gdyż w najmniejszym stopniu nie przypominał późniejszych dokonań. Dwa dwudziestominutowe utwory, a właściwie sety prezentujące umiejętności duetu, były dla wielu poszukujących do tej pory bezskutecznie nowoczesnego brzmienia wśród polskich wykonawców jak grom z jasnego nieba. Połamane, mechaniczne, momentami na przemian symfoniczne i psychodeliczne dźwięki okraszone dziwnymi piskami i zgrzytami rodem z filmów klasy B o kosmitach, utkwiły w umysłach wielu na długo. Tymczasem panowie ze Skalpela wymyślili, że zaczną grać imprezy, które oczarują jeszcze większą ilość słuchaczy i widzów. Tak powstał pomysł wirtuozerskich występów na...cztery gramofony.

Oczarowany Vadim

 

Na jednej z takich imprez, ponoć całkiem przypadkiem, znalazł się jeden z tuzów, żywa legenda wytwórni Ninja Tune – goszczący i koncertujący akurat w Polsce Rosjanin, ikona niezależnego hip-hopu, DJ Vadim. Występ Skalpela tak go oczarował, że postanowił bliżej zapoznać się z Pudło i Cichym. Efektem było...ustalenie i zagranie wspólnej trasy koncertowej po Polsce. Dla Skalpela wydarzenia zaczęły toczyć się zupełnie nieoczekiwanymi torami. Po zakończeniu wspólnej trasy, Vadim wypalił wprost – „a może byście spróbowali nagrać coś dla Ninja Tune? ” Tak powstało demo „Polish Jazz” oparte na wyselekcjonowanych głównie ze starych polskich płyt jazzowych samplach.


W planach była wysyłka owego materiału do wielu różnych wytwórni i tak też panowie postąpili. Odpowiedziały dwie – Om Records i...Ninja Tune. Z reszty wytwórni przychodziły zazwyczaj krótkie informacje – „macie takie Ninjowe brzmienie – może Ninja Tune was wyda? Spróbójcie ”. A więc wybór był jasny. Duet, szczególnie jego jedna część - Igor, który jak stwierdził w jednym z wywiadów, nawet komputera nie potrafi włączyć, zaskakująco spokojnie podszedł do takiego obrotu sprawy.

Polska wódka i Solid Steel

Niedługo potem panowie pojawili się na Wyspach. Zgodnie z prośbą ludzi z Ninja Tune, przywieźli ze sobą pamiątkę z Polski. Oczywiście za stosowne uznali, że powinna to być polska wódka. Niestety nie wiadomo, czy w siedzibie NT dokonano konsumpcji. Natomiast po kolejnym przesłuchaniu „Polish Jazz” zaproponowano duetowi udział w legendarnej audycji, właściwie show nadawanym w radio BBC – Ninja Solid Steel. Za jej pośrednictwem wiadomość o Polakach rozeszła się po Wielkiej Brytanii lotem błyskawicy. Prowadzący audycję porównał Skalpel do wielkiej The Cinematic Orchestra i stwierdził, że gdy ich słucha, kojarzą mu się z „dymem i kurzem, oraz muzykami ubranymi w smokingi ”. Skalpel wziął się do pracy.

W maju 2004 roku, do sprzedaży trafił debiutancki album „Skalpel”, poprzedzony singlem „Sculpture”. Na głównych ulicach Londynu pojawiły się billboardy reklamujące wydawnictwo. W audycji Agnieszki Szydłowskiej w radiowej Trójce zagrał po raz pierwszy fantastyczny utwór „1958”, dzięki któremu szersze masy ludzi w Polsce usłyszały o Skalpelu. Utwór, jak się potem okazało, stał się podstawą dla wydania tylko na rynek polski świetnej, tanecznej kompilacji „1958 Breaks”. Na płycie Skalpel...zremiksował sam siebie, chociaż pojawiły się i remixy wykonane przez innych twórców, m.in. Quantic’a, a także ekskluzywne, niedostępne do tej pory utwory, wydane tylko na winylu. Było już jasne, że coś „się rusza” na polskiej scenie. Nagle Skalpel zdobył na tyle dużą popularność, że pojawił się nawet przez moment na liście „30 Ton” w TVP2. Zaczęły też pojawiać się kolejne, alternatywne grupy oscylujące wokół nurtu reprezentowanego przez Skalpel (np. Kanał Audytywny).

„Czy oni tylko grają, czy coś jeszcze”?

 

„Mnie się wydaje, że problem polega na tym, co oni naprawdę robią, kiedy niby grają ten jazz. Czy tylko grają, czy coś jeszcze? Niby co? No właśnie, co? ” – to kultowy już dzisiaj wśród fanów Skalpela fragment dialogu z pewnego starego, polskiego filmu, jaki pojawił się w świetnym utworze „Theme from behind the curtain”. Okazało się, że nie tylko grają. Na występach (muzycy wolą określenie występ, niż koncert) pojawiły się prawdziwie wirtuozerskie pokazy vj’skie, w postaci illuminacji oraz przebitek ze starych polskich filmów właśnie. Skalpel stał się prawdziwym zjawiskiem. Niedługo potem, w październiku 2005 roku, ukazała się druga płyta duetu, „Konfusion”. I rzeczywiście, wielu poczuło się ponownie skonfundowanych. W pozytywnym tego słowa znaczeniu! Utworami „Deep Breath” i „Test Drive” Skalpel wzbił się na wyżyny umiejętności budowania klimatu.

Koniec 2005 i początek 2006 roku również okazał się dla Skalpela niezwykle udany. Najpierw, „za oryginalny mariaż jazzu i elektroniki, za swobodne i twórcze przekraczanie granic muzycznych stylów ” muzycy otrzymali „Paszport Polityki”, a następnie, w marcu bieżącego roku „Bisera”, nagrodę przyznawaną przez Radio BIS, w kategorii „najlepsi w kraju”. I wcale nie zanosi się na to, aby lokomotywa z napisem „Skalpel” miała się zatrzymać. Obecnie Igor Pudło gościnnie wystąpił na solowej płycie „Haelucenogenoklektyz” L.U.C’a z Kanału Audytywnego. Natomiast już na jesieni tego roku, ukazać się ma kolejny, trzeci już album duetu. Czy znowu czeka nas gęsty, precyzyjnie doprawiony sos zinterpretowanego na nowo polskiego jazzu? Chyba nie ma innej możliwości.

Foto: www.80bpm.net

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

L.U.C i w ogóle Kanał Audytywny - jak nie wiem jak oni się uchowali, już dawno Ninja powina ich wydać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.06.2006 01:28

Skalpel i nowa płyta L.U.C.'a - geniusz ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.