Facebook Google+ Twitter

Skandalista Manson powraca

Na nowej płycie jest o dziwo spokojniej, bardziej bluesowo i całkowicie inaczej niż oczekiwaliśmy. Wieszczących mu muzyczną śmierć muszę zawieść - Marilyn trzyma się świetnie i spełnia wszystkie pokładane w nim nadzieje.

 / Fot. Okładka płytyBrian Hugh Warner, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko wokalisty, po prawie dwóch dekadach działalności na scenie muzycznej według przewidywań powinien gonić własny ogon i próbować wskrzesić brzmienie z początku swojej kariery. Na szczęście najbardziej opętany muzyk świata na swojej ostatniej płycie zatytułowanej „The High End Of Low” szuka ciągle nowej drogi, co owocuje soczystym, dobrze wysmażonym kawałkiem lirycznego jazgotu. I trzeba na początku zaznaczyć, że jest to płyta całkowicie różna od poprzednich jego pozycji - mniej tutaj wykrzyczanej brutalności, a więcej nastrojowych ballad pokroju HIM czy electro rodem z utworów NIN.

Album złożony z 15 utworów rozpoczyna się spokojnym "Devour", w którym to Manson decyduje się nawet podśpiewać niektóre frazy, co jest zabiegiem niesamowicie miłym dla każdego fana amerykańskiego antychrysta przyzwyczajonego do tych samych charków przez cały utwór. Manson pokazuje jednak, że podczas poszukiwania nowego stylu nie zapomniał o czasach swojej świetności i oddaje im hołd w kawałku „Pretty as a Swastika”, który mógłby znajdować się na takich płytach jak "Antichrist Superstar" lub też wcześniejszej "Smells Like Children".
Pomimo ogromnej dawki energii, którą raczy nas Manson przez całą długość albumu, najlepszym utworem z płyty okazuje się jednak paradoksalnie "Four Rusted Horses" - spokojny, lekko bluesowy utwór ze świetnym tekstem.

Jednym z głównych twórców sukcesu najnowszego wydawnictwa jest basista Twiggy Ramirez (A Perfect Circle, NIN,Queens Of The Stone Age), który wraca do orszaku Mansona po ponad siedmioletniej nieobecności i od razu pokazuje jak bardzo płytę może zmienić jeden z muzyków. Przyjemna dla ucha linia basu zaznacza się wyraźnie już na samym początku płyty i nie pozwala o sobie zapomnieć aż do finalnego "15".

Trudno mi znaleźć jakiekolwiek minusy „The High End Of Low”, gdyż jako jedna z niewielu pozycji w tym roku potrafi połączyć z ogromnym smakiem wulgarność i obsceniczność tekstów z delikatnością bluesowych ballad. Tą płytą antychryst muzyki udowadnia, że na stare lata nie stracił formy i młodsze pokolenia nadal mogą się z niego uczyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

bdnkhtdjqnv
  • bdnkhtdjqnv
  • 05.01.2012 10:32

DVoTj5 <a href="http://fuonnhtjmoyh.com/">fuonnhtjmoyh</a>, [url=http://ugjjikjswmyn.com/]ugjjikjswmyn[/url], [link=http://tifblzeofuan.com/]tifblzeofuan[/link], http://uwboiqnfxtxf.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.06.2009 16:48

Przesłuchałem płytę i z wieloma aspektami tej recenzji się kompletnie nie zgadzam. Większość jest napisana "od czapki", a poza tym jeżeli tam można usłyszeć bluesa, to ja jestem Jimmy Hendrix.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgadzam się z "charkami" i polecam trzeci nagrany przez nich album "Mechanical Animals" na potwierdzenie, że Brian potrafi i zaśpiewać... moim zdaniem już ten album był próbą wyłamania się z ram, w które oprawiono muzykę tworzoną przez MM.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.06.2009 10:10

Manson powiedział, że zaszokuję tą płytą i tak jest...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.