Facebook Google+ Twitter

Skandynawskie kutry wyławiają nam śledzika

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-10-25 10:19

Trzeba przepędzić Skandynawów z Bałtyku albo grozi nam, że nocne Polaków rozmowy toczyć się będą bez tradycyjnej zakąski. Z naszego morza w szybkim tempie znikają bowiem śledzie. To wina olbrzymich kutrów z Danii i Szwecji, które łowią u naszych wybrzeży.

Polskie niewielkie jednostki nie mają szans z nimi konkurować. Nasi rybacy już nie mogą łowić dorszy, bo UE albo im tego zakazuje, albo zmniejsza limity. A teraz śledzi też nie, bo coraz trudniej znaleźć je w Bałtyku.

- Jeszcze niedawno każdy nasz kuter z dwudniowego rejsu przywoził po 16 ton śledzi - ciężko wzdycha Romualda Białkowska, dyrektor Przedsiębiorstwa Połowów i Usług Rybackich "Szkuner" we Władysławowie. - A teraz wracają do portu z połową tej ilości. To ledwie pokrywa koszty paliwa. Dlatego rybacy tak walczą o dorsze - na śledziach trudno zarobić.

- Skandynawskie paszowce łowią śledzie na potęgę, bo potrzebują m.in. mączki rybnej do karmienia krów - uważa Paweł Kohnke, rybak z Jastarni. - Nie wypędzają ich na pastwisko jak u nas, tylko tuczą właśnie czymś takim. Mają duże potrzeby, a Polacy wkrótce obejdą się smakiem. Duńczycy i Szwedzi łowią niestosowaną w Polsce techniką - w trzy jednostki. Dwa kutry ciągną sieć między sobą, a gdy mają już tyle ryb, aby zapełnić ładownię, jeden wraca do portu, a podczepia się kolejny. Nasi rybacy są indywidualistami.

- Skandynawski kuter może wziąć na pokład nawet 100 ton śledzia, jak więc te ryby mają być w Bałtyku? - denerwuje się Piotr Necel, prezes Zrzeszenia Rybaków Morskich - Organizacja Producencka. Czy grozi nam zniknięcie tradycyjnego śledzika z polskiego menu? - Rybka zawsze będzie, najwyżej z importu - Tadeusz Walczak, restaurator i szef kuchni z Władysławowa zachowuje spokój. - Może nawet będzie tańsza. Tylko zakąszanie takim, dajmy na to, morszczukiem to już nie to.

Walczak sam pływał i twierdzi, że sposób łowienia w trzy kutry Skandynawowie podpatrzyli od Rosjan.
Tymczasem nowe limity, uzgodnione właśnie przez ministrów gospodarki morskiej państw UE, są dla śledzi zabójcze. - Zwiększono o 15 proc. limit na śledzie przypadający Polsce, ale co z tego, jak tej ryby nie ma - żali się dyrektor Białkowska. - W takiej sytuacji powinno się wręcz wprowadzać ograniczenia! A najlepiej zakazać w ogóle dużym jednostkom wpływania na wschodni Bałtyk. Do tego polska delegacja przekonuje zagranicznych armatorów i przetwórców, którzy zjechali do Warszawy na posiedzenie swojej organizacji - Rady Doradczej Morza Bałtyckiego. - Trzeba bronić śledzi na Bałtyku, bo to pokarm dla dorszy - ostrzega Piotr Necel. - Nie będzie jednej ryby, to zniknie i druga.

KRZYSZTOF MIŚDZIOŁ, ROMAN KOŚCIELNIAK
-
Dziennik Bałtycki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.