Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2708 miejsce

Skarb w Górach Złotych? Co ukryli hitlerowcy w Reichenstein?

Czy małe smoki z Gór Złotych bronią dostępu do ukrytego w ostatnich dniach wojny skarbu? Czy Paul Lowack, emerytowany górnik złotodajnej kopalni, zmyślał? Co było w pakach eskortowanego przez SS specjalnego pociągu, który zajechał na stację?

 / Fot. Lestat (Jan Mehlich), GNU1.2, CC 2.5, CC 3.0Koniec straszliwej, okupionej milionami ofiar II wojny światowej. Zmiana granic. Exodus ludności. Po utracie całego dorobku życia, transportem w bydlęcych wagonach, nasza rodzina ostatecznie osiadła w Złotym Stoku. Ojciec, który przed wojną i w jej trakcie obsługiwał różne maszyny, dostał pracę
w elektrowni jako elektromechanik i miał nadzór nad turbogeneratorami, dającymi prąd miastu i zakładom. Urząd przydzielił naszej rodzinie mieszkanie -pokój z kuchnią na I piętrze w kamieniczce przy ulicy 1 Maja 5. W domu tym mieszkały już prócz nas 2.rodziny polskie i jedna rodzina niemiecka - Paul Lowack z żoną.

Niemiec był już starym człowiekiem, chyba emerytem, stracił na wojnie
dwóch synów. Ojciec bez trudności mógł z nim rozmawiać po niemiecku. Rozmawiali często. Niemiec żalił się na swój los. Żal mu było opuszczać swój Reichenstein, gdzie się urodził, przepracował całe zawodowe życie i, jak przyjdzie kres, chciałby spocząć na swym, katolickim cmentarzu. A tu każą wyjeżdżać w nieznane. Kto jak kto mógł lepiej go zrozumieć niż mój ojciec.

Ojciec rozumiał go doskonale, toż to było powielenie jego losu i losu
naszej rodziny; współczuł mu, ale co miał zrobić. Czy to Polska rozpętała tę straszliwą wojnę? Ale z kolei, czy to stary Paul Lowack ją wywołał? Ot, kwadratura koła... Gdy Paul Lowack opuszczał mieszkanie i żegnał się, to ojciec zapłacił mu za maszynę do szycia, starego Singera, którą i tak ten musiałby razem z meblami zostawić. Pomagałem im zawieźć ich tobołki na miejsce zbiórki. Paul Lowack za moją pomoc dał mi do ręki jakiś kawałeczek złocisto-brunatnej
masy i powiedział coś po szwabsku: zrozumiałem tylko „Vater, Vater".

Nie wiedziałem, co to takiego i po co mi to dał. Nie był to lizak. Polizałem, ale było to bez smaku. Oglądałem ten dziwny dar, to jakby kawałeczek zaschniętego miodu, zrobiony z laki lub bursztynu, z wyglądu trochę jak odłamane skrzydełko ptaka lub aniołka. Jak szybko wyjmowałem z kieszeni, to się
elektryzowało i przyciągało kurz . Dłubałem w tym scyzorykiem i potem gdzieś zapodziałem. Strata niewielka i ostatecznie o tym zapomniałem.

Wróciłem mglistym wspomnieniem do tego drobiazgu dopiero w 1956 roku. Wrocław, szpital onkologiczny przy placu Prostokątnym, sala szpitalna na pierwszym piętrze, jakiś ciepły miesiąc, może maj, może czerwiec. Przyszedłem odwiedzić ojca, który był , niestety, śmiertelnie chory na raka tarczycy (struma maligna). Rak poczynił niszczące postępy, szyja mocno pogrubiona, nacisk na krtań , trudności w oddychaniu, jedzeniu i mówieniu. Ojciec zjadł parę łyżek rosołu, który mu przyniosłem i namówił mnie, bym zjadł mięso. Nie musiał długo namawiać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

p.Tomaszu, Sztolnie jako miejsce ukrycia czegoś wartościowego wydają mi się właściwym miejscem, szczególnie, gdy czasu było mało ,bo front zbyt szybko się zbliżał . Wystarczyło tylko wysadzić którąś z odnóg podziemnego labiryntu i próbować zatrzeć ślady (np zabić jeńców wykorzystywanych do rozładunku).
Alianci znaleźli w 1945 r w sztolniach na terenie Niemiec sporo ukrytych skarbów, w tym skarbiec Reichsbanku i działa sztuki. NA PEWNO Sowieci też takowe znaleźli, zagadką pozostaje czy wszystkie.
Rejony Gór Sowich sa podziurawione sztolniami nieomal jak szwajcarski ser. Większość z nich to stare wyrobiska kopalniane , nieczynne kopalnie, nawet sprzed wieków, często zawalone lub zalane.
Myślę jednak, że gdzieś jeszcze czekają ukryte skarby.Poczekajmy na rozwój techniki.Być może niedługo, będziemy mogli z satelity lub samolotu skanować całe wnętrza gór....


Co do tego skażonego terenu nad jeziorem. P.Tomaszu, Może to być również pozostałość po naszych sowieckich okupantach.Na terenach zajmowanych przez Armie Czerwoną aż do początku lat 90-tych (a zamkniętych dla Polaków) tez jest wiele tajemniczych miejsc, gdzie np ropa i benzyna wyciekała na powierzchnię. Na terenie zamknietych poligonów testowano najprzeróźniejsze bronie, w tym na pewno również chemiczne pociski.
Przed opuszczeniem Polski, Rosjanie zakopywali w ziemi kompromitujące materiały i substancje, bo to było prostsze niż wywóz. Być może strona Polska zlokalizowała takie miejsca, stąd te akcje dezaktywacji.
(do tego rozpuszczana legenda o epidemii, by nikt tam nie kopał).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo lubię czytać opowieści Pana Zbigniewa. Czekam na kolejne!

A propos skarbów, to niedawno czytałam link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawda o tajemniczych zakamarkach nietylko sudeckich jest w większości legendami. Z roku na rok będzie mniej milczących świadków. Oczywiście w każdej legendzie jest źdżblo prawdy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo się cieszę, że możemy już mówić o dyskusji :-) Może ktoś jeszcze doda coś do tematu? Podobnie, jak p. Wojtek, byłam w Walimiu i pod zamkiem Książ. Robi wrażenie. Dawna kopalnia w Złotym Stoku też warta obejrzenia. Polecam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy tekst.

Zgadzam się z panem Wojciechem w kwestii skarbów. Większość, jeśli nie wszystkie, Rosjanie wywieźli. Nie rozumiem czegoś innego: po co Niemcy chowali tajemnicze rzeczy w sztolniach? Łatwo było przewidzieć, że da się je odkopać i zabrać to co tam schowano. A może Niemcy schowali tam coś, co nigdy nie powinno zostać znalezione. Może broń chemiczną, biologiczną. Może którąś z cudownych broni, o których w 1945 roku mówił Hitler? Pod koniec wojny Niemcy dysponowali technologiami wyprzedzając aliantów o kilkadziesiąt lat. Międzykontynentalny bombowiec, który przeleciał bez lądowania z Europy nad Nowy Jork, czy rakiety kierowane ziemia-powietrze testowane na poligonie koło Łeby to tylko najmniej fantastycznie niemieckie bronie.

Strażnicy Tajemnic nie wydają się tacy nieprawdopodobni, jeśli wspomnieć na historię, którą kiedyś słyszałem:
Pojechałem z kolegą i jego rodzicami nad jezioro na Pomorzu. Koło tego jeziora znajduje się przepiękne miejsce na budowę domu. Jednak nikt tam nie mieszka. Miejscowi nawet boją się tam chodzić. Mnie też to odradzono. Okazuje się, że jest tam cmentarz, gdzie chowano kilkaset lat temu chorych na zarazę, nie wiem jaką. Być może dżuma lub ospa. Raz do roku przyjeżdżają samochody, z których wychodzą ludzie poubierani w kombinezony przeciwchemiczne. Pobierane są próbki gruntu oraz teren posypywany jest białym proszkiem. Nikt nie pyta skąd oni są. Pewnie z jakiejś rządowej agencji. W ziemi ciągle czai się śmierć. Zatem ze Strażnikami może być tak, że oni chronią nie skarbu, ale ludzi, którzy ewentualnie by go chcieli odnaleźć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+5 ciekawe i dobrze opisane.
W Sudetach jest wile takich miejsc owianych tajemnicą, szczególnie w Górach Sowich (np Walim, Rzeczka, Włodarz-czyli kompleks RIESE). Każda z nich ma swoje legendy, w których najczęściej powtarzanym motywem jest rok 1945 i transport niemieckich wojskowych ciężarówek z tajemniczymi skrzyniami oraz wysadzenie sztolni .Do tego dodaje się baśnie o Strażnikach Tajemnic, którzy pozostali by pilnować tych skarbów. Najsłabszym elementem wiary w istniejące, a nadal nieodkryte skarby jest fakt, że przez kilka lat po wojnie większość tych kopalni i sztolni była pod zarządem Armii Czerwonej. I jeżeli tam cokolwiek wartościowego było ukryte to NKWD potrafiło "przekonać" miejscowych Niemców i niemieckich jeńców , by wyśpiewali wszystko co wiedzą na temat tych kryjówek. Wojenny i powojenny oficjalny sowiecki szaber był sprawnie zorganizowany, a długie składy pociągów towarowych jechały na Wschód. Nie wierze też w opowieści o tych celowo pozostawionych strażnikach, bo dla zachowania tajemnicy lepiej byłoby gdyby uciekli przed Sowietami na Zachód, niż narażali się na zdemaskowanie.
Oczywiście jest sporo książek i publikacji na temat sudeckich tajemnic, pełnych najbardziej fantastycznych teorii. Podgrzewają atmosferę, ale jak dotąd , przynajmniej w najbardziej znanych sztolniach nie udało się znależć ŻADNYCH nieznanych korytarzy, z wyjątkiem malutkiego roboczego pomieszczenia nad wartownią w Walimiu.

Same kompleksy i sztolnie są BARDZO CIEKAWE i warte zwiedzenia. Osobiście byłem w Walimiu, Rzeczce, Włodarzu i pod zamkiem Książ. Lubię takie klimaty i chciałbym by - wbrew moim wątpliwościom- odkryto tam coś tajemniczego

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Anna Gołębiowska
Bardzo mi się spodobał wpis :-)

Poza tym również z przyjemnością czytałam ten tekst. Żałuję tylko, że nie sprowokował komentarzy, dyskusji, która może zaowocowałaby jakimiś hipotezami? To nie tak odległa historia, a tak niewiele w gruncie rzeczy wiemy o tym co działo się na tych terenach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna Gołębiowska
  • Anna Gołębiowska
  • 03.09.2011 10:51

Pozwolę sobie skomentować pierwsza, jako wnuczka mego dziadka Zbigniewa:))))
Super mi sie to wszystko czyta i dumna jestem, że mój dziad-ek tak piknie pisze. Buziaki, widzimy się dziś na rosołku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.