Facebook Google+ Twitter

"Skarpetki, opus 124", czyli opowieść o tupecikach i dziurach

Wojciech Pszoniak i Piotr Fronczewski znowu spotykają się na scenie. Dwóch uznanych aktorów na deskach Teatru Współczesnego wciela się w role artystów, którzy lata świetności maja już za sobą.

Skarpetki opus 124, / Fot. fot.Maciej Englert, mat.Teatru WspółczesnegoProsta, nieco "przykurzona" scenografia udająca wnętrza starego teatru. Za scenicznymi drzwiami frontowymi domniemany gwar wielkiego miasta, żyjącego własnym rytmem. W takiej, nieco ponurej atmosferze, spotykają się dwaj niegdyś znani i uwielbiani aktorzy.

Bremont - w wykonaniu Wojciecha Pszoniaka - to narcystyczny typ o nieco irytującym sposobie bycia - patrzący schematycznie i stereotypowo na świat, żyjący wspomnieniami minionej sławy. Jego sceniczny partner - Verdier to również ex-amant i ex-gwiazdor (a może raczej celebryta?), którego czasy świetności są zamierzchłą przeszłością. Obaj stają przed koniecznością Skarpetki opus 124 / Fot. fot.Maciej Englert, mat.Teatru Współczesnegoznalezienia sposobu nie tylko powrotu do zawodu i na ścieżkę artystycznych sukcesów, ale zwyczajnie również zarobienia na skromny byt. Tym samym na scenie, która jest świadkiem prób do nowego przedstawienia, spotykają się dwie silne artystyczne osobowości, które pozornie różnią się od siebie.

Wojciech Pszoniak z powodzeniem stworzył postać "puszącego się", podstarzałego egocentryka, któremu po rozpadzie trzech małżeństw przyszło spędzać jesień życia z kotem. Jego Bremont jest konsekwentnie irytujący, czepialski i panicznie boi się kompromitacji i śmieszności. Na jego tle dużo pozytywniej wypada robiący wrażenie spokojnego, dużo bardziej wyrozumiałego i może nawet pokornego Verdier.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.