Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16290 miejsce

Skazani na Facebook

Za "kilka Facebooków” portale społecznościowe mogą być już obowiązkowe. I zamiast chodzić na wybory prezydenckie, będziemy tylko klikali na ikonkę „like” na profilu kandydata.

Rzadko zdarza mi się, że – czytając felieton - mimowolnie zaczynam się głośno śmiać, więc kiedy już coś takiego mi się zdarzy – to chcę się tą radością podzielić ze znajomymi. Problem w tym, że będąc 1200 kilometrów od domu, w żaden sposób nie mogę wręczyć moim znajomym udanego artykułu Krzysztofa Vargi (Duch Święty na Facebooku) osobiście. W tym momencie, chcąc wysłać kilku osobom artykuł o Facebooku, paradoksalnie zorientowałam się, że nie mogę tego zrobić właściwie nie z powodu odległości, lecz właśnie z powodu braku konta na rzeczonym Facebooku. Nie pomyślałam że – pomimo e-maili i komunikatorów - z niektórymi znajomymi nie będę się mogła skontaktować. Bo e-mail i komunikatory się „ma”, a na Facebooku się „jest”.

Nie jestem technofobem, ani wojującym przeciw portalom społecznościowym fundamentalistą. To nie tak. Sama byłam do niedawna na Facebooku (co każdy może sam sprawdzić, ale o tym za chwilę), przeszłam także etap „Naszej klasy” w czasach, gdy nazywała się jeszcze „Naszą klasą” (czego nie można sprawdzić i dobrze, bo „nk.pl” jest już ponoć passe). Po prostu, kiedy zauważyłam, że wchodzenie na Facebooka zastąpiło mi snucie się po domu, wyglądanie przez okno, zaglądanie do lodówki, podlewanie kwiatków i wykonywanie drobnych prac domowych w ramach ucieczki od bardziej wymagających zajęć, zdecydowałam się pójść na fejsbukowy odwyk. Rzucić. Deaktywować.

Deaktywować? Kiedy to piszę, mój asystent Microsoft Office z 2003 roku puka się w czoło. On też nie nadąża za zmieniającym się światem internetu, który pozostawia coraz wyraźniejsze ślady także w naszym języku. W naszym języku „Mordozbiory” czy „Ćwierkacze” pozostawiły wprawdzie mniejsze ślady niż w angielskim, bezkonkurencyjnym środku internetowej komunikacji. W Stanach Zjednoczonych takie czasowniki jak „to tweet”, „to google”, „to unfriend”, czy przymiotniki jak „facebook-official” i „intexticated” trafiają już do drukowanych edycji słowników porządnego wydawnictwa Merriam-Webstera. Są pewnie setki innych, których nie znam, bo podobnie jak autor felietonu „Duch Święty na Facebooku”, pozostaję lata świetlne za „cyfrowymi tubylcami”, którzy arkany internetu znają jak własną kieszeń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Dzięki za spostrzeżenia :) arkana/ arkany mają akurat dwie liczby mnogie, ale ta pierwsza jest chyba rzeczywiście popularniejsza i "lepiej brzmi". A mojemu asystentowi MS Office definitywnie wręczam dziś zwolnienie dyscyplinarne ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ewelina Flinta
  • Ewelina Flinta
  • 06.11.2010 19:46

Spoko art., świetny tytuł.
Taka drobna tylko uwaga (na forum, bo nie mam możliwości zrobić tego inaczej): półserio i arkana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Kazimierzu, ja upubliczniam tylko te dane, które chcę zamieścić. Innymi słowy kluczem jest świadome korzystanie z FB. Zgadzam się tu z Agatą

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.11.2010 19:37

Zdecydowanie ma Pani racje, Pani Agato. Wiele zależy od naszego zdrowego rozsądku i postępowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

P.S. Serwisy społecznościowe SĄ już obowiązkowe. Np. USOS. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Kazimierzu, sęk w tym, że choć do końca bezpieczne to pewnie nie jest, to obecnie trudno się przed tym uchronić. Dane osobowe podajemy _prawie_ dosłownie wszędzie. Tylko że o bezpieczeństwie w kontekście np. Facebooka będzie się mówić o tyle, że to duży i popularny serwis.

Jak zwykle w grę wchodzi rozsądek. Osobiście nie rozumiem rodziców, którzy zamieszczają na FB np. zdjęcia swoich nagich dzieci, również swoje, takie, które niekoniecznie nadają się do szerszej publikacji. Znam parę, która postanowiła, że gdy ich dziecko zacznie podrastać, zmienią internetowe nicki i skasują konta, żeby potomek się nie dowiedział, co wyprawiali. Pytanie, czy nie lepiej byłoby żyć tak, by nie było się czego wstydzić. A jeśli już wstydzić, to ogólnie, a nie tylko przed dzieckiem. ;)

Ale to nie dotyczy wyłącznie FB. Internet pamięta.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.11.2010 17:47

Zastanawialiście się Państwo, jakie zagrożenia płyną z tytułu zamieszczania danych osobowych np. na Face Book?

Komentarz został ukrytyrozwiń

konta na naszej klasie też nie mam, żeby było jasne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja nie mam facebooka :) Hehe i co?! Nie ma mnie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

W nadmiarze wszystko jest złe.

Dzięki Facebookowi znalazłam kilka ciekawych miejsc w sieci - np. Goodreads, dzięki któremu NARESZCIE jestem na etapie katalogowania posiadanych i przeczytanych książek.

Facebook bardzo ułatwia mi kontakt z przyjaciółmi z Polski. Tak naprawdę dopiero po wyjeździe zaczęłam go aktywnie używać. Pod tym względem jest nieoceniony. No, ale jeśli komuś robi się tak, że woli klikać w fejsbukowe rybki zamiast iść na spotkanie z żywymi ludźmi, to na pewno jest to już problem. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.