Facebook Google+ Twitter

Skoki narciarskie. Start Pucharu Świata już w ten weekend

W sobotę w Klingenthal rozpocznie się 36. edycja Pucharu Świata w skokach narciarskich. Biało-czerwoni zapewniają walkę o główne trofea, ale do nowego sezonu podchodzą z dużym spokojem.

 / Fot. PAP/Grzegorz MomotCoraz większe apetyty rozbudzają w kibicach polscy skoczkowie przed startem Pucharu Świata. I trudno się temu dziwić, skoro z poprzednich imprez nasze skoki są bogatsze o kolejne trofea. Głównym napędowym sukcesów jest oczywiście Kamil Stoch, który w poprzednim sezonie był niekwestionowanym numerem jeden światowych skoków. To jego łupem padły dwa złote medale igrzysk olimpijskich i to on na koniec sezonu w Planicy odebrał Kryształową Kulę.

Ale w ślad za Stochem podąża cała reprezentacja, która od trzech lat zrobiła ogromny postęp. Co prawda w Soczi nie zdobyła medalu w konkursie drużynowym, ale jest to ekipa, z którą trzeba się liczyć. I która ma w swoich szeregach zawodników, którzy już dawno przestali być chłopcami do bicia. Teraz to rywale się ich boją.

Siłą ma być kolektyw

I właśnie dlatego obecny sezon ma być wyjątkowy. Bo nie musi być to sezon Kamila Stocha, ale reprezentacji Polski. To ma być kampania spod znaku kadry Łukasza Kruczka, która podczas MŚ w Falun będzie bronić brązowego medalu z Val di Fiemme. Kadry, która w poprzednim sezonie zdobyła w Pucharze Narodów najwięcej punktów w historii (choć ten dorobek wystarczył do zajęcia ledwie czwartego miejsca w tej klasyfikacji).

Słowa te potwierdza prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner, który na przedsezonowej konferencji prasowej w Wiśle stwierdził odważnie: – W naszych kadrach jest osiemnastu zawodników i każdy jest w stanie prezentować formę na czołową trzydziestkę, a nasi liderzy – Kamil Stoch, Maciej Kot oraz Piotr Żyła, z założenia mogą plasować się w czołowej dziesiątce czy szóstce czy szukać miejsc na podium. To jest doskonała sytuacja.

Przed rozpoczęciem każdego Pucharu Świata w wielu narodowych kadrach można było wyczuć nerwowość. Rosnący ciężar oczekiwań oraz presja potrafią wyprowadzić z równowagi, ale u naszych zawodników nie widać napiętej atmosfery czy zniecierpliwienia. Większość podkreśla, że skoki w pierwszej kolejności powinny sprawiać im przyjemność, a wyniki przyjdą z czasem. Taką postawę przyjął m.in. Piotr Żyła, który w minionym sezonie rozczarował.

Huśtawka Żyły

Żyła to zawodnik, który od Planicy do inauguracji Letniej Grand Prix przeszedł niemałą metamorfozę. Poprzednia zima nie była dla niego udana – przede wszystkim źle spisał się na igrzyskach olimpijskich, gdzie był najsłabszym punktem ekipy. To nie był ten sam skoczek, który w marcu 2013 roku w Oslo odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo. Zresztą od tego momentu jego popularność sięgnęła zenitu, w mediach było go pełno. I choć skoczek z Wisły powtarzał, że ten szum wokół jego osoby w ogóle go nie obchodzi, wyniki bezlitośnie te słowa zweryfikowały.

Muszę powiedzieć: „stop” – przyznał pod koniec ostatniego sezonu w jednym z wywiadów i to działanie przyniosło efekty. Podczas Letniej Grand Prix był najlepszym polskim zawodnikiem (zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej). Już po inauguracji w Wiśle, gdzie był drugi, mówił dziennikarzom: – Zmieniłem podejście do skoków. I choć podobnie czułem się zeszłej jesieni, nagle skoki zaczęły mnie przerastać. Teraz staram się wrócić do tego podejścia, mieć czystą głowę i robić swoje – to w skokach bardzo istotne. Najgorsze, kiedy swój wolny czas poświęcam wciąż skokom. Czas na skoczni trzeba poświęcać skokom, a czas w domu, domowi. Kiedy zapytałem go, czy od tej pory stał się skoczkiem cierpliwym, odpowiedział: – Nie biegam myślami do przodu, staram się żyć z dnia na dzień.

Eksperci twierdzą, że ten sezon może być jego najlepszym w karierze.

Trudne początki, radosne zakończenia

Początek zimy w wykonaniu biało-czerwonych nie zawsze wyglądał obiecująco. Co prawda ostatnia inauguracja w Klingenthal była miłym wyjątkiem – aż czterech naszych zawodników znalazło się w czołowej dziesiątce, a zawody niespodziewanie wygrał Krzysztof Biegun – jednak wszyscy pamiętamy, jak szalony był to konkurs. W późniejszych zawodach forma polskich skoczków dość mocno falowała. To jednak nic w porównaniu z tym, co działo się na początku sezonu 2012/2013, gdzie Polakom zdobycie jakiegokolwiek punktu przychodziło z wielkim trudem, a czarę goryczy przelała drużynówka w Kuusamo, gdzie ekipa zajęła ostatnie miejsce. Kryzys został dość szybko zażegnany, ale wtedy na palcach jednej ręki można było policzyć tych, którzy wciąż widzieli Kruczka w roli szkoleniowca.

Co ciekawe, często niemrawo w sezon wchodzi Kamil Stoch. Dla przykładu, w pierwszych czterech konkursach minionej kampanii zdobył zaledwie 50 punktów. Jednak gdy sezon wkracza w decydującą fazę, a do najważniejszych imprez pozostaje niewiele czasu, Kamil włącza wyższy bieg. Efekt jest piorunujący.

Nikt zresztą nie będzie oryginalny, jeśli stwierdzi, że Stoch jest głównym faworytem rozpoczynającego się w sobotę sezonu. W ciągu zaledwie czterech lat ze skoczka obiecującego stał się sportowcem światowej klasy. Sprawił, że szybko w Polsce przestano tęsknić za Małyszem – znów mamy w swoich szeregach skoczka wybitnego, który jest gwarantem sukcesów reprezentacji. Dwa ostatnie sezony były jak marzenie. Zdobył w nich najważniejsze trofea: mistrzostwo świata, mistrzostwo olimpijskie oraz Puchar Świata. W tym sezonie będzie bronił złota z Val di Fiemme i Kryształowej Kuli. Skoczek spełniony? Dla wielu tak, ale sam zainteresowany przyznaje, że to jeszcze nie koniec. – To będzie trudny sezon, ale nie podchodzę do niego w ten sposób, że mam czegoś bronić, tylko każdy sezon przynosi coś nowego i ja będę się starał skakać najlepiej jak potrafię, będę również się rozwijać, chcę poprawiać jakość swoich skoków – deklaruje Stoch.

Najważniejsze są mistrzostwa

Jak zwykle, swoje cele na przyszły sezon w sposób bardzo konkretny wyraża Maciej Kot. – Z mistrzostw świata chcę przywieźć medal, przynajmniej jeden, nie ważne jaki to będzie konkurs. Jeśli chodzi o Puchar Świata, chcę go zakończyć w pierwszej dziesiątce i przynajmniej raz stanąć na podium – mówi zawodnik, o którym od kilku lat mówi się, jako o przyszłym mistrzu świata. Z większym luzem do tematu podchodzi Żyła: – Cel? Wygrać wszystko i podziękować w Planicy. A na poważnie, w tym sezonie nie chcę się skupiać na wynikach, ale na tym, by robić swoje, nie kombinować i popełniać jak najmniej błędów.

Spokój udziela się również Łukaszowi Kruczkowi. Po październikowych mistrzostwach Polski kadra wyjechała do Turcji na zgrupowanie regeneracyjne, a po powrocie odbyli treningi na skoczniach z rozbiegiem lodowym – w Hinzenbach i Oberstdorfie. Jak przyznaje, zajęcia miały charakter „doskonalący”, a nie „rewolucyjny”. Ci, którzy prezentowali się dobrze na igielicie, utrzymali swoją formę, a pozostali wyeliminowali największe błędy. Szkoleniowiec podkreśla jednak, że nie chce rozpoczynać sezonu z wysokiego „C”. – Do nowego sezonu podchodzimy całkiem spokojnie i tak też chcemy go rozpocząć, by wraz z następnymi zawodami się rozkręcać. Najważniejszą imprezą są dla nas mistrzostwa świata w Falun, ale do tego jeszcze bardzo dużo czasu – twierdzi Kruczek.

Sezon bez „Morgiego”

Na kogo Polacy będą musieli zwrócić baczną uwagę w nowym sezonie? Tutaj zmian większych nie widać – nadal groźni będą Austriacy oraz Niemcy, dla których początek zmagań jest bardzo istotny z uwagi na Turniej Czterech Skoczni. Austria będzie musiała radzić sobie bez Thomasa Morgensterna, który pod koniec września zakończył karierę, za to z Heinzem Kuttinem w gnieździe trenerskim oraz Gregorem Schlierenzauerem, który w kadrze będzie czołową postacią. – Wciąż czuję się młody. Gdy zaczynałem skakać w zespole byli trzydziestolatkowie: Widhoelzl, Hoelwarth, Koch. Mam 24 lata, a zostałem liderem grupy. To dziwne uczucie – przyznał piąty zawodnik ostatniej edycji PŚ. Z kolei wśród mistrzów olimpijskich na pierwszy plan wysuwa się Severin Freund, zaś czarnym koniem sezonu może być powracający do świetnej formy Richard Freitag.

Do walki o najwyższe cele po nieudanym poprzednim roku ponownie wracają Norwegowie, a świadczy o tym choćby bardzo udane lato, co w przypadku tej ekipy jest co najmniej zaskakujące (Norwegia wygrała klasyfikację narodów LGP). Groźni będą również Słoweńcy oraz brązowi medaliści igrzysk olimpijskich, Japończycy. – Idziemy wszyscy w górę, ale tego powietrza pod sufitem jest coraz mniej, robi się ciaśniej i poziom skoków jest bardzo wysoki i wyrównany. Myślę, że kibice będą mieć ciekawsze konkursy do oglądania, może dużo się dziać – uważa Łukasz Kruczek.

Przed nami, miejmy nadzieję, pasjonujący sezon, z Polakami w rolach głównych i należy tylko życzyć, by warunki pogodowe nie zepsuły nam widowiska. Żeby ta kampania nie stała pod znakiem odwołanych konkursów, nieudolności organizatorów oraz kontrowersyjnych decyzji sędziów. Takich, jak choćby rok temu w Klingenthal, gdzie w tym roku ponownie, jak na ironię, Miran Tepes po raz pierwszy tej zimy zapali zielone światło.

PŚ w Klingenthal:

21 listopada godz. 18:00 – kwalifikacje
22 listopada godz. 16:00 – konkurs drużynowy
23 listopada godz. 11.30 – konkurs indywidualny

Kalendarz Pucharu Świata 2014/2015:

22.11. Klingenthal (Niemcy) – drużynowy
23.11. Klingenthal (Niemcy) – indywidualny
28.11. Kuusamo (Finlandia) – indywidualny
29.11. Kuusamo (Finlandia) – indywidualny
06.12. Lillehammer (Norwegia) – indywidualny
07.12. Lillehammer (Norwegia) – indywidualny
13.12. Nizhny Tagil (Rosja) – indywidualny
14.12. Nizhny Tagil (Rosja) – indywidualny
20.12. Engelberg (Szwajcaria) – indywidualny
21.12. Engelberg (Szwajcaria) – indywidualny
28.12. Oberstdorf (Niemcy) – indywidualny (Turniej Czterech Skoczni)
01.01. Garmisch-Partenkirchen (Niemcy) – indywidualny (Turniej Czterech Skoczni)
04.01. Innsbruck (Austria) – indywidualny (Turniej Czterech Skoczni)
06.01. Bischofshofen (Austria) – indywidualny (Turniej Czterech Skoczni)
10.01. Tauplitz (Austria) – indywidualny (loty narciarskie)
11.01. Tauplitz (Austria) – indywidualny (loty narciarskie)
15.01. Wisła (Polska) – indywidualny
17.01. Zakopane (Polska) – drużynowy
18.01. Zakopane (Polska) – indywidualny

24.01. Sapporo (Japonia) – indywidualny
25.01. Sapporo (Japonia) – indywidualny
30.01. Willingen (Niemcy) – indywidualny
31.01. Willingen (Niemcy) – drużynowy
01.02. Willingen (Niemcy) – indywidualny
07.02. Liberec (Czechy) – indywidualny
08.02. Liberec (Czechy) – indywidualny
14.02. Vikersund (Norwegia) – indywidualny (loty narciarskie)
15.02. Vikersund (Norwegia) – indywidualny (loty narciarskie)
18.02.–01.03. Mistrzostwa Świata w Falun
07.03. Lahti (Finlandia) – drużynowy
08.03. Lahti (Finlandia) – indywidualny
10.03. Kuopio (Finlandia) – indywidualny
12.03. Trondheim (Norwegia) – indywidualny
14.03. Oslo (Norwegia) – indywidualny
15.03. Oslo (Norwegia) – indywidualny
20.03. Planica (Słowenia) – indywidualny (loty narciarskie)
21.03. Planica (Słowenia) – drużynowy (loty narciarskie)
22.03. Planica (Słowenia) – indywidualny (loty narciarskie)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.