Facebook Google+ Twitter

"Skóra, w której żyję". Banderas i Almodovar znów w polskich kinach

"Skóra, w której żyję" to długo oczekiwany film dla fanek i fanów Almodovara i Banderasa. Tym razem dwaj Hiszpanie serwują nam medyczny thriller psychologiczny - choć z jego psychologią bym polemizował.

 / Fot. mat.PRW jednej ze scen „Złego wychowania” Pedro Almodovara scenarzysta czyta kolorową gazetę szukając inspiracji do nowego filmu. Wynajduje historię o kierowcy, który umiera na motocyklu, ale pośmiertnie przejeżdża nim jeszcze wiele kilometrów. Ta brednia wydaje się niedorzeczna, ale scenarzysta rozpatruje ją jako inspirację do swojego filmu.

 / Fot. w24Ilekroć oglądam film Almodovara zastanawiam się do jakiego lamusa wymyślnych ciekawostek zajrzał tym razem, co też nowego strzeliło mu do głowy. Jego filmy bywają tak zakręcone, przekombinowane i nieznośne, a przy tym zbudowane na absurdalnych pomysłach – że przyznaję, oglądam je sporadycznie.

I ta historia zdaje się (nie)wyszukana. Bogaty lekarz, odnoszący sukcesy w chirurgii plastycznej Robert (Antonio Banderas) eksperymentuje potajemnie na niejakiej Verze (Elena Anaya) przetrzymując ją w swoim odciętym od świata gabinecie. Testuje na niej nowego rodzaju transgeniczną tkankę skórną. Brać lekarska zaczyna podejrzewać Roberta o nieetyczne praktyki, a jego fałszywy przyjaciel (Eduard Fernandez) szuka na niego haka. Pozbycie się Very to sugestia jaką służąca (Marisa Paredes) doradza doktorowi, jednak ten wolałby dziewczynę uwolnić. Syndrom sztokholmski łączący Verę z Robertem jest zbyt silny, by dziewczyna mogła podjąć jakąkolwiek decyzję.

Almodovar zwodzi widza, każąc sympatyzować nam z ofiarą, a później mówi o jej ciemnej przeszłości. Motyw samowolnego wymierzania kary poprzez zamknięcie winnego przypomina mi tu wątek (recenzowanego przeze mnie) „Sekretu jej oczu”, a zmiana bieguna zemsty – koreańskiego „Oldboya”.

Logika filmu coraz bardziej staje się logiką Almodovarowską. Najpierw pojawia się Człowiek-tygrys, gwałcący Verę (trochę za bardzo przypomina to "Kikę"). W retrospekcjach poznajemy historię rodziny lekarza – żonę, do której Robert chce upodobnić Verę, córkę-schizofreniczkę i jej zagadkowego zalotnika.

Pod względem formalnym film jest bardzo sprawnie przemyślaną układanką. Psychologia postaci jest jednak chwiejna. Motyw pigmalioński między Robertem a Verą jest czytelny, ale dlaczego przesłania on im ich bardzo skomplikowaną przeszłość? To i kilka innych kwestii nie jest do końca dopracowanych. Jako nie-fan hiszpańskiego reżysera muszę jednak przyznać, że zaczynam się do niego przekonywać. Doceniam też bardzo odważną rolę Eleny Anayi, zastanawiam się też, czy po roli czarnego charakteru Banderas dalej będzie wiarygodny na plakatach kredytów gotówkowych.




Do Wiadomości24 możesz dodać własny tekst, wideo lub zdjęcia. Tylko tu przeczyta Cię milion.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

zenek
  • zenek
  • 25.09.2011 00:16

ogromna przyjemność z oglądania tego filmu płynie między innymi z tego, że zaskakuje nie tylko fabularnie, ale i formalnie: nie wiemy, czy zmierzamy w stronę melodramatu, thrillera czy komedii kryminalnej. Sam suspens jest rewelacyjny – z jednej strony klasyczny, jak w filmach z lat 40. i 50., do których reżyser bezustannie się odwołuje, z drugiej – w swoim założeniu bardzo współczesny i almodovarowski. Autor: Malwina Grochowska to nie moje skopiowałem z filmweb24 :ja tak odebrałem ten film, dobrze wydane pieniądze za miłe spędzenie czasu w kinie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwielbiam filmy Almodovara. Na pewno się na niego wybiorę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.