Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14904 miejsce

Skrzypcowy demiurg

W Krakowie na Krzywej można znaleźć człowieka, który w drewnie widzi kształty. Bartłomiej Dankiewicz jest lutnikiem. Struga, wycina, rzeźbi, aby po dwóch miesiącach pracy zaprezentować kolejny, wspaniale brzmiący instrument.

Ela Wiejaczka: Jak zacząłeś?

Bartłomiej Dankiewicz / Fot. Ela WiejaczkaBartłomiej Dankiewicz: Kiedy miałem siedem lat, poszedłem do szkoły muzycznej, choć wtedy wolałem grać w piłkę, niż na skrzypcach. Później chodziłem do liceum muzycznego. W drugiej klasie pojechałem do lutnika, który mieszkał w Nowej Hucie. Zobaczyłem, jak on naprawia instrumenty i pomyślałem, że właśnie to chciałbym w życiu robić. Ale też tworzyć swoje własne. Pojechałem rozpoznać teren na Akademii Muzycznej w Poznaniu, tam od profesora Kamińskiego dostałem radę, żebym zrobił wcześniej roczną praktykę. Odbyłem ją u p. Jana Łacka, lutnika z Zakopanego. Na egzamin wstępny przywiozłem już dwa zrobione przez siebie instrumenty.

Kierunek: lutnictwo?

Tak. Zdawałem grę na skrzypcach i kształcenie słuchu, potem był egzamin praktyczny: w trzy godziny musiałem w drewnie wyciąć efy (otwory rezonansowe). Dostałem się na Akademię Muzyczną na kierunek lutnictwo artystyczne. Siedziałem po zajęciach codziennie do dwudziestej drugiej i strugałem. Starałem się zawsze zdobyć własne drewno, bo potem taki instrument mogłem sprzedać. Z tego się zresztą utrzymywałem. Niewielką ilość wolnego czasu poświęcałem pice nożnej, grając w lidze studenckiej. Instrument dyplomowy wykonałem pod opieką profesora Antoniego Krupy.

Robisz tylko skrzypce?

W ostatnich dwóch latach tak, ale wcześniej wykonałem kilkanaście altówek, kilka wiolonczel i sopranową gambę. Chociaż pracuję w tym zawodzie już kilkadziesiąt lat, nadal poszukuję i te poszukiwania zaczęły być owocne. Wymiary instrumentu są określone, ale dobór odpowiednich materiałów, z jakich go wykonam, jest jednym z kluczowych czynników, aby stał się on doskonały. Jeszcze ważniejsze jest dobranie odpowiednich grubości płyt rezonansowych do danego drewna, z którego buduje się instrument.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

Bartłomiej Dankiewicz przy pracy / Fot. Ela WiejaczkaWyrzeźbienie ślimaka. Ale z drugiej strony właśnie przy tej pracy można się wykazać artystycznie. Pewnych umiejętności wymaga też wstawienie żyłki - cienkiej, czarnej ozdoby, która biegnie wzdłuż krawędzi płyty górnej i dolnej. Jest jeszcze cięcie efów i położenie lakieru. Przyznam, że z tym mam najwięcej kłopotu. Nakładam od dwunastu do piętnastu warstw. Każdą po wyschnięciu szlifuję, matowię i dopiero kładę następną. To żmudny proces. Trzeba bardzo uważać, żeby jej nie poplamić, nie przeszlifować, żeby położyć lakier równomiernie. I żeby pędzel nie pozostawił śladu.

Drewno trzeba najpierw przygotować.

Przede wszystkim musi być ono suche. Tam na stryszku (mężczyzna wskazuje niewielkie poddasze) mam wieloletnie, ponumerowane zapasy, najstarsze są już pełnoletnie. Po ścięciu drewno nawet wysuszone wiele lat pracuje, dlatego nie rzeźbię w młodszym niż sześć, siedem lat. Jeśli próbujesz przyspieszyć ten proces i wykonujesz instrument ze świeżego drewna, skrzypce najpewniej popękają. Dobrze zrobiony instrument, jak widzimy na przykładzie instrumentów Antonio Stradivariego, powinien przetrwać ponad 300 lat.

Od czego zaczynasz?


W pracowni / Fot. Ela WiejaczkaWycinam kształt, wybieram nadmiary drewna, aby płyty były w środkowej części grubsze niż przy krawędziach. Dopiero potem zajmuję się wyglądem zewnętrznym. Dzięki naświetlaniu lampą kwarcową wydobywam słoistość, gruntuję kitem pszczelim lub innymi środkami i dopiero lakieruję. W miarę przybywania jego warstw drewno zmienia barwę: od żółtej, poprzez bursztynową aż do czerwonej. Ostatnią warstwę wygładzam jeszcze na mokro pastą polerską o różnej grubości ziarna. Najbardziej lubię drewno z Dolomitów. Wierzchnią płytę rezonansową najczęściej robię ze świerku właśnie stamtąd, a dolną z jaworu bałkańskiego.

Mówisz, że skrzypce mogą chorować. Jak je leczyć?

Dobry dźwięk oznacza dobre zdrowie. Ale kiedy brzmienie staje się płaskie i nieciekawe, potrzeba lekarza. Można przesunąć duszę, czyli mały kołeczek znajdujący się wewnątrz instrumentu, pomiędzy górną i dolną płytą rezonansową. Jej złe ustawienie może być przyczyną. Albo to, że jest za krótka i się przewraca. Albo za długa i zbytnio rozpycha instrument. Można zmienić grubość z płyt, bo czasami nie są odpowiednio dobrane do gatunku drewna. Można jeszcze popracować nad belką basową: podłużnym kawałku drewna, który jest przyklejony od środka do krzywizny górnej płyty.

Czasem nie robisz, a kupujesz…

I przerabiam. Kiedyś na przykład zdobyłem instrument w częściach, każdy kawałek był osobno, Poskładałem je, niektóre elementy musiałem sam dorobić. Mam też inne, bardzo stare instrumenty, o których wieku świadczy wymieniana szyjka. Do 1800 r. szyjki miały 12 cm, potem zaczęto je wydłużać do 13 cm. Ponadto otwory na kołeczki były czopowane, co znaczy, że od długiego używania się poszerzyły i należało je wypełnić nowym drewnem. W jednym z instrumentów zachowała się informacja, że w 1902 r. we Lwowie były przerabiane. Na początku grały słabo, ale popracowałem nad nimi.

Cięcie, rzeźbienie, szlifowanie.

Tak się robi skrzypce. Tylko boczki łączące płyty rezonansowe są gięte na gorąco. Podłużne pasy cienkiego drewna najpierw się moczy, potem nagina na gorącym metalu i żeberkuje, żeby zwiększyć powierzchnię klejoną. Dokleja się je do spodniej płyty, potem nakłada górną, wpasowuje szyjkę, dopasowuje podstawek i kołki, napina struny i gotowe!

Niedawno zostałeś finalistą w V Ogólnopolskim Konkursie Lutniczym im. Włodzimierza Kamińskiego w Poznaniu.

Konkursowe skrzypce / Fot. ArchiwumMoje skrzypce zajęły 3. miejsce i miały drugą punktację za walory brzmieniowe. Przygotowywałem się sześć miesięcy, w tym czasie zrobiłem dwa instrumenty. Przez ostatnie lata skupiałem się na jakości brzmienia i okazuje się, że efekty są widoczne. Mam swoją koncepcję indywidualnego doboru grubości do każdego rodzaju drewna. Ostatnio znalazłem też odpowiednią recepturę lakieru olejnego na bazie żywicy damary.

Czy syn, z którym działasz w pracowni, również brał udział w konkursie?

W tym roku nie, ale w poprzedniej edycji zajął 5. miejsce.

Życzę więc dalszych sukcesów w eksperymentowaniu. Dziękuje za rozmowę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.