Facebook Google+ Twitter

Słabe sondaże Rosji. Wzrasta aprobata dla poczynań Stanów Zjednoczonych

Wyścig liderów trwa. Być może zimna wojna to zbyt mocne określenie, ale ścieranie się Rosji i Stanów Zjednoczonych z pewnością możemy nazwać zaciętą rywalizacją.

 / Fot. EPA/MICHAEL REYNOLDSRosja "zdobywa" nowe terytoria, poszerza swoje wpływy, ale wciąż przegrywa ze Stanami Zjednoczonymi. To USA mają poparcie opinii publicznej, która uznaje Amerykanów za światowych liderów. Mimo że apetyt prezydenta Putina rośnie w miarę jedzenia i jego ambicje wciąż ewoluują od kilku lat nie może dogonić Stanów. Instytut Gallupa w 2013 r. przeprowadził badania, z których wynika, że USA jako hegemona traktuje obecnie 46 proc. badanych społeczności, podczas gdy za Rosją opowiada się jedynie 24 proc. Choć w ostatnich latach słupki akceptacji dokonań i planów Amerykanów wciąż się zmieniały, a punkty procentowe niekiedy gwałtownie spadały (w roku 2012 poparcie spadło do 41 proc.), nadal wyprzedzają oni Federację Rosyjską. Doganiają ich za to Unia Europejska i Niemcy, których pozycja jest dziś bardzo silna i stabilna.

Dlaczego? Z pewnością główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest napięta sytuacja na Ukrainie. Putin z jednej strony wiele zyskał dla swojego kraju, kiedy zaanektował Krym, z drugiej strony w oczach społeczności międzynarodowej wiele stracił. Jego przywódcze aspiracje dziś wywołują aprobatę wśród ludności rosyjskiej. Europa spogląda na jego osobę przez pryzmat walk na Ukrainie. Ta etykietka przylgnęła do prezydenta Rosji i trudno będzie się jej pozbyć. Można za to doklejać szereg innych.

Stany Zjednoczone mimo oskarżeń o kryzys ekonomiczny, niezadowalającej wszystkich polityce zagranicznej Baracka Obamy kroczą naprzód. Wpływ na to ma fakt, że Ameryka znajduje się na przeciwległym biegunie w stosunku do Federacji Rosyjskiej. Jest jednym z nielicznych krajów, które bezpośrednio potrafią się sprzeciwić planom Putina. Ponadto zapowiadanie i wdrażanie ciągłych sankcji pokazuje, że Stany "odbijają piłeczkę", że nie są bierne i że zawsze będą stać na stanowisku demokracji. Mimo że nie wszyscy popierają politykę prezydenta Obamy, większość nie popiera polityki prezydenta Putina. A to tworzy już związek przyczynowo-skutkowy. Skoro jesteśmy przeciwko Rosji dziś może oznaczać, że jesteśmy za Ameryką.

Rosyjskiego przywódcy nie oskarża się jedynie o aneksję Krymu, ale też o związane z tym konsekwencje, np. wzrost cen paliwa. Analitycy już teraz informują nas, że po świętach nastąpią podwyżki spowodowane m.in. napięciem na Ukrainie. Ponadto społeczeństwo wciąż jest straszone zakręceniem kurków z gazem. Jak ludzie mają popierać kogoś, kto utrudnia im codzienną egzystencję? Nietrudno zauważyć, że te dwa olbrzymie kraje rywalizują ze sobą od długiego czasu. Czy to już druga zimna wojna? Czy kryzys na Ukrainie okaże się przełomowym punktem, prawdziwym apogeum jak niegdyś kryzys kubański? Te pytania można by zadać prezydentowi Putinowi i Obamie, choć pewnie i tak padłaby tajemnicza i dyplomatyczna odpowiedź pozbawiona konkretów. Przeciwnicy przecież nie mogą ujawniać swoich planów i słabości. Rywalizuje się po to, aby wygrać. Tytułem światowego mocarstwa nikt nie chce się dzielić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

USA - Rosja - są siebie warci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Putin powinien wiedzieć, że tzw, "zimną wojnę" Związek Radziecki przegrał i była to jedna z podstawowych przyczyn rozpadu radzieckiego Imperium. Powinien także pamiętać, że swego czasu Wojna Krymska została przez Rosję przegrana

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tyle jeszcze miejsca na świecie, że Putin może sobie narobić procentów w dwójnasób.

Poza tym, ciekawe czy Rosjanie będą stawiać pomniki "Zdobywców Krymu" (a może "Obrońców")?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.