Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24892 miejsce

Słabości Joanny Liszowskiej

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-11-29 17:15

Bohaterka „Tańca z gwiazdami” pogodziła się z tym, że nigdy nie będzie drobną, filigranową kobietką. Rozmowa z Joanną Liszowską, aktorką, piosenkarką, a ostatnio także tancerką

Ma już pani swoją wymarzoną kolekcję perfum?
- (śmiech) Mam, ale teraz chyba będę jakieś nowe kupować, bo zaczyna się zmniejszać zawartość tych różnych moich buteleczek.

Czy to duża kolekcja?
- Ja bym nie przesadzała. Chociaż około piętnastu czy dwudziestu butelek to już jest dużo, bo niektórzy mają jedną lub dwie swoich ulubionych perfum . Ale wiem, że są ludzie, którzy kolekcjonują buty i mają tysiąc par, więc mój zbiór nie wygląda przy tym imponująco. Fot. Arkadiusz Ławrywaniec

Dlaczego akurat perfumy?
- Trudno powiedzieć. Może jest to trochę związane z moją wadą, że ja czasami do końca nie mogę się zdecydować. Lubię taki moment, kiedy mam wokół siebie różne zapachy, które wszystkim się podobają. Natomiast akurat czasami mam ochotę ubrać się w jakiś szczególny sposób i czuję, że konkretny zapach do tego pasuje albo po prostu pasuje do mojego nastroju czy okazji. Na co dzień najczęściej używam innych perfum, a na wieczór takich bardziej dusznych, tajemniczych, po prostu cięższych.

Podobno nie lubi pani wcześnie wstawać. Jak to się ma do nawału zajęć, które obecnie pani wykonuje?
- Rzeczywiście nie przepadam za wstawaniem o świcie, ale kto za tym przepada? Natomiast do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jak już się wejdzie w pewien rytm, to później jest łatwiej. Jak kręciłam coś systematycznie i musiałam wcześnie wstawać np. o 5.15 w zimie, kiedy jest absolutnie ciemno, mając perspektywę odmrażania kłódki w bramie czy samochodu, to nie chciało mi się tego robić. Ale po tygodniu, dwóch, kiedy miałam dzień, że nie musiałam wstać o tej porze, to nawet bez nastawiania budzika po prostu się budziłam. Po pewnym czasie takiego systematycznego wstawania, zmęczenie musi dać o sobie znać. Ale z drugiej strony... Ja lubię mój zawód. To jakoś mimo wszystko dodaje energii i wolę być zmęczona tym, że muszę wstać bardzo wcześnie do czegoś co lubię, a nie mogę się wylegiwać do dwunastej i potem męczyć się nicnierobieniem.

Pani mama jest pianistką. Czy kiedy mieszkałyście razem, było tak, że pani śpiewała, a mama akompaniowała?
- Nie, nigdy tak nie było.

Dlaczego?
- Nie wiem, chyba nigdy na to nie wpadłyśmy (śmiech). Ja zawsze śpiewałam to, co mi w duszy gra, w łazience. Tam zamykałam się i chowałam przez półtorej godziny. Natomiast mama głównie ćwiczyła do zajęć ze studentami czy do dyplomów i egzaminów. Nie wiem, może to też trochę był brak czasu. Poza tym ja sama nie gram na fortepianie. Zaczynałam się uczyć i okazało się, że łatwo mi to przychodzi, ale na tym się skończyło. Więc jest to też może tak, że szewc bez butów chodzi, a okulista bez okularów.

Nawet kolęd wspólnie nie śpiewałyście?
- Kolędy owszem, tylko że to wszyscy śpiewaliśmy. Nie zaliczam tego do naszych domowych występów w duecie (śmiech).

W ubiegłym roku wzięła pani udział w rozbieranej sesji dla „Playboya”. Powiedziała pani wtedy, że potrzebowała tego jako kobieta. Chciała pani poczuć, że lubi swoje ciało. Nie lubiła pani siebie?
- Toczyłam długą walkę ze sobą. Nie to, że nie lubiłam do końca swojego ciała, ale nie lubiłam, że tak powiem, swoich predyspozycji. Może tego, jakim typem kobiety jestem. Bo ja tak naprawdę nigdy nie byłam i myślę, że nigdy nie będę jakąś super szczuplutką, filigranową kobietką. W pewnym momencie było mi bardzo trudno pogodzić się z tym i prowadziłam bardzo ciężką walkę ze sobą, żeby się absolutnie dobrze i atrakcyjnie poczuć z tym jaka jestem. Oczywiście trzeba o siebie dbać, żeby być w formie. Trzeba być zadbanym, ale nie można wpadać w jakieś takie ciśnienie z zewnątrz, które teraz jest jakby mniejsze. Sesja pomogła mi pozbyć się kompleksów.

Pani uroda jest tematem komentarzy w internecie oraz w kolorowych pismach. Jak pani to odbiera?
J- Szczerze powiedziawszy, to się tym nie interesuję. Raz jeden zajrzałam na takie forum i muszę przyznać, że wręcz mnie to rozbawiło. I na pewno jakoś straszliwie mnie to nie dotknęło. Nawet nie spodziewałam się, że tak wielkie emocje może wzbudzać to, czy jestem przy kości, czy nie. Czy jestem za gruba, czy jestem fajna, bądź też czy ktoś woli mnie, czy Kręglicką. Takie różne wpisy też tam były (śmiech). Zafascynowało mnie, jak bardzo coś takiego może emocjonować ludzi. Gdybym uważała, że jestem fantastyczna, cudowna, że jestem ideałem kobiecości i figury i coś takiego bym przeczytała, być może by mnie to zabolało. Mam jednak świadomość tego, jaka jestem, swojej niedoskonałości bądź „naddatku” (śmiech). Tak więc nie bardzo mnie obchodzi ta dyskusja w internecie.

Czyli to problem innych, a niekoniecznie pani?
- Chyba tak. Poza tym nie czytam czegoś nowego, czego bym nie wiedziała. Natomiast jak przeczytałam, że ktoś ogłasza zbiórkę pieniędzy na aparat na zęby dla mnie, to właściwie mnie to rozbawiło. Nawet miałam ochotę napisać, że jak już zbiorą pełną kwotę, to żeby dali mi znać (śmiech). Wiem jakie mam zęby, więc takie opinie nie są to dla mnie nowością.

W 2001 roku zdobyła pani Grand Prix na Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku. Jak pani wspomina tamto wydarzenie?
- Uroczo. Pamiętam, że festiwal był chyba w połowie lutego, a na początku marca pojechałam do Wrocławia na Przegląd Piosenki Aktorskiej. Ten festiwal w Rybniku to był początek mojej wiary w to, że to co lubię i kocham robić, ma jakiś sens i może warto. Czasami lubimy różne rzeczy robić, ale niekoniecznie są one na odpowiednim poziomie, takim że wypada to publicznie wykonywać (śmiech). Ten festiwal dał mi wiarę, że to co kocham nie jest złe. Dał mi też jakąś energię na późniejszy festiwal we Wrocławiu.

Nadal lubi pani gotować. Ma pani na to czas?
- Nie ukrywam, że ostatnio kiepsko z tym czasem. Ale jak się znalazł jakiś wolny dzień, to coś tam upichciłam. Mój narzeczony jest od sushi, a ja jestem od różnej kuchni, głównie włoskiej i polskiej.

Ostatnio tańczyła pani z Robertem Kochankiem na urodzinach centrum handlowego w Katowicach.
- Tak naprawdę to chyba drugi raz zdarza mi się brać udział w tego typu imprezie. Raz śpiewałam, a teraz tańczyłam. Oczywiście nie ukrywajmy, zarabiam pieniądze. Jednak na tę imprezę bardzo się cieszyłam. Pierwszy raz tańczymy z Robertem jakby bez pewnej presji i mogę sama dla siebie sprawdzić, co mi zostało w głowie, nogach i ciele z tego, czego mnie Robert uczył. Taniec sprawiał mi ogromną radość i przyjemność. Jednak nie do końca mogłam się tym cieszyć, ponieważ ten stres i nerwy były jakie były. Natomiast w tej chwili, kiedy to nie jest już premiera tego tańca, mogę odetchnąć pełną piersią i rzeczywiście czerpać z tego absolutną przyjemność i radość. Chociaż trema i nerwy mnie nie opuszczają, bo zawsze tak jest przed jakimkolwiek występem publicznym

W przyszłym roku ślub


Joanna Liszowska urodziła się 12 grudnia 1978 roku w Krakowie. Jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Wystąpiła w wielu spektaklach teatralnych, filmach, serialach i musicalach, z których najbardziej znane to „M jak Miłość”, „Kasia i Tomek”, „Kryminalni”, „Na dobre i na złe”, „Lawstorant”, „Kto nigdy nie żył...”. Obecnie występuje m.in. w międzynarodowym multimedialnym widowisku tanecznym pt. „Vichry”. Gra w nim złą wiedźmę Zemrę. Niedawno brała udział w czwartej edycji „Tańca z gwiazdami”. Jej partnerem był Robert Kochanek. W życiu prywatnym jej narzeczonym jest biznesmen Tadeusz Głażewski. W przyszłym roku para planuje ślub. (GŻ)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.