Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180987 miejsce

Słaby może więcej

Polskie weto wobec umowy UE-Rosja jest słuszne, ale niebezpieczne.

Od tygodni Polska blokuje negocjacje UE z Rosją, żądając poparcia europejskich partnerów w staraniach o zniesienie rosyjskiego embarga dla polskiego mięsa. Komisja Europejska sama orzekła, że embargo jest nieuzasadnione i tym samym przyznała, że nie wypełniła swego zadania obrony interesów państwa członkowskiego (Polski) wobec państwa, które nie jest członkiem UE (Rosja). Za to teraz Polska narusza interesy innych państw członkowskich, blokując negocjacje z Rosją, co wywołuje niechęć w Berlinie i innych stolicach państw UE. Moralnie wszystko jest w porządku, prawnie też - Polska ma prawo weta i korzysta z niego w słusznej sprawie, jej interesy są zagrożone. Sytuacja stanowi naruszenie zasad jednolitego rynku - Polscy rolnicy i eksporterzy żywności są gorzej traktowani niż ich unijni koledzy.

To problem polityczny, zbyt długie blokowanie rozmów z Rosją może doprowadzić do tego, że państwa UE najbardziej zainteresowane współpracą z Rosją, zrezygnują z negocjacji układu UE-Rosja całkowicie i zaczną negocjować bilateralne umowy. Jest to zagrożenie dla spoistości UE, osłabia ją, daje Rosji możliwość stawiania jednych przeciwko drugim. Może to doprowadzić do izolacji Polski wobec Rosji i pozostałych partnerów UE. Dlatego weto jest mieczem obosiecznym, czasami bardziej szkodzi temu, kto go używa, niż temu, kogo blokuje. W ten sposób francuski prezydent de Gaulle odwlekał przyjęcie Wielkiej Brytanii do UE, Margaret Thatcher wywalczyła rabat dla swojego kraju, a Austria ostatnio w ten sposób przyspieszyła negocjacje akcesyjne UE z Chorwacją.

Czasami jednak, jakiś kraj musi postawić weto. Nie dlatego, że sprawa jest tak ważna, ale dlatego, że to jedyne wyjście. Politolodzy określają to mianem „paradoksu słabości” - słaby niestabilny rząd może skuteczniej wykorzystać weto wymuszając ustępstwa niż rząd silny. Dysponuje bowiem argumentem, że wymuszenie na nim ustępstw nic nie da, bo idąc na nie ryzykuje, iż zostanie obalony, a następcy będą znacznie mniej ustępliwi. Z pewnością największe państwa UE byłyby w stanie zmusić Jarosława Kaczyńskiego do wycofania weta. Co z tego jednak wyniknie, jeśli rząd Kaczyńskiego upadnie, a do Brukseli przyjadą (po półrocznych negocjacji koalicyjnych) premier Lepper z wicepremierami Pawlakiem i Giertychem jako przedstawicielami rządu mniejszościowego? W ten sposób ani Angela Merkel ani Tony Blair nie mogą nikogo szantażować. Dlatego polskie weto ma duże szanse, aby wymusić ustępstwa ze strony innych państw UE. Nie ma tu znaczenia, że polski MSZ został pozbawiany niemal wszystkich ekspertów od spraw europejskich, że kilkanaście ambasad nie zostało obsadzonych, że MSZ przekształca się w biuro podróży kancelarii premiera. Weto jest skutecznie przede wszystkim wtedy, kiedy jest orężem słabego.

Co innego, gdy chodzi o projekty, które Polska chce sama przeforsować. Aby były przekonujące niezbędne jest zaplecze eksperckie, szerokie konsultacje i poparcie opozycji gwarantujące, że projekt będzie aktualny także po kolejnych wyborach. Tylko wówczas Polska może przekonać inne rządy w UE do swoich projektów. To jest druga strona medalu „paradoksu słabości” – słaby rząd nie jest w stanie konstruktywnie działać. Pomysł „europejskiej armii” prezydenta Kaczyńskiego, który zaskoczył ekspertów w kraju i zagranicą, kompletnie niedopracowany i – gdyby się temu bliżej przyjrzeć – sprzeczny z interesami Polski i samego prezydenta, jest tego wymownym przykładem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Witaj, Klaus! (Pozwalam sobie wobec Pana na taką formę, albowiem parokrotnie pouczono mnie, co do obowiązującej tu netykiety..)
Przechodząc do meritum, cóż, komentarz interesujący, punkt widzenia - jak na niemieckiego (?) publicystę - wyważony, temat wyczerpująco omówiony, a jednak.. Czytając (i słuchając) wypowiedzi niemieckich kolegów zawsze się zastanawiam, czy będąc na ich miejscu, ja też z konieczności (dziejowej? narodowej? patriotycznej?) patrzyłbym na Polaków w taki sposób. Inaczej mówiąc: czy każdy z nas jest na tyle zdeterminowany (uwięziony?) przez fakt bycia Polakiem/Niemcem, że w ostatecznym rozrachunku w pewnych sprawach po prostu nie ma mowy o wspólnym języku (nawet jeśli ktoś tak doskonale włada polskim, jak Ty), ale i o jakiejkolwiek płaszczyźnie porozumienia. Dzisiaj w Rzepie pojawiła się np. notatka na temat gremialnego poparcia członków SPD dla idei Eriki Steinbach. Ciekaw jestem co o tym teraz napiszą niemieccy korespondenci z Polski. Rad bym poznać Twoje na ten temat zdanie, Klaus. Najchętniej, rzecz jasna, na łamach link . Przy okazji pozwolę sobie także zachęcić do skomentowania mojego najnowszego felietonu pt."Element empatii". ( link ) Może nawet uda nam się wszcząć małą debatę..?
Pozdrowienia!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.