Facebook Google+ Twitter

Śląsk - Lechia 1:1 w "meczu przyjaźni"

Śląsk Wrocław po bezbarwnym meczu zremisował przed własną publicznością z Lechia Gdańsk. Gdańszczanie prowadzenie utracili w ostatnich minutach spotkania.

Mecze przyjaźni, takie jak te Śląska z Lechią zawsze są okazją do świetnej zabawy fanów obu zespołów. Niedzielne spotkanie Mistrza Polski z „przyjacielem” z północy dla podopiecznych trenera Levego było też okazją do ugruntowania swojej pozycji w czołówce tabeli. Jak się później okazało okazją niewykorzystaną w pełni.

Pierwsze 10 minut spotkania to przede wszystkim świetna zabawa na trybunach. W początkowej fazie meczu piłkarze obu drużyn „badali rywala” co nie owocowało zbyt dużą liczbą sytuacji, które mogłyby mieć swój finał w bramce. Pierwszą poważną okazję na zdobycie bramki dla Śląska miał Eric Mouloungui, jednak jego mocny strzał z ostrego kąta bezbłędnie obronił stojący w bramce Lechii Bartosz Kaniecki. Chwilę później groźnie zrobił się pod bramką gospodarzy, jednak Marian Kelemen zdołał zapanować nad chaosem w polu karnym. Pięć minut później bramkarza gości z rzutu wolnego próbował zaskoczyć Sebastian Mila, jednak jego strzał okazał się niecelny, a do tego na tyle lekki, że bramkarz nie miał żadnego problemu ze złapaniem futbolówki.

Dalsza część pierwszej odsłony przebiegała w iście „przyjacielskiej atmosferze”, gra toczyła się głównie na środku boiska, a jak któremuś z graczy udało się zbliżyć do bramki to i tak nie był specjalnym zagrożeniem dla bramkarza drużyny przeciwnej. Po ponad pół godzinie gry chyba jak dotąd najlepszą okazję na zmianę wyniku miał Dalbor Stevanović, główką chciał wykończyć podanie Sochy. Ostatecznie jednak piłka przeleciała tuż obok bramki.

Wyjątkowo „przyjacielska” pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Druga połowa rozpoczęła się wyjątkowo pechowo dla gospodarzy. Piłkarze Lechii mięli okazję do wyjścia na prowadzenie tuż po pierwszym gwizdku sędziego, jednak strzał Pietrowskiego okazał się niecelny. Celne za to było uderzenie Piotra Wiśniewskiego z 53 minuty. Gracz gdańskiej Lechii ograł obrońców Śląska i nizbyt mocnym uderzeniem z kilku metrów bez problemu pokonał próbującego jeszcze interweniować Mariana Kelemena.

Po dłuższej absencji piłkarzy Śląska w polu karnym Bartosza Kaneckiego szansę na wyrównanie w 62 minucie miał Piotr Ćwielong, jednak jego strzał okazał się niecelny. Wrocławianie kolejną okazję na zmianę wyniku mięli w 66 minucie, jednak Kaźmierczak mocnym strzałem w bramkarza wywalczył jedynie rzut rożny. Siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry z futbolówką 5 metrów przed bramką Lechii znalazł się Waldemar Sobota, jednak zamiast oddać szybki strzał próbować „zmienić nogę” i w tym czasie gdańska obrona udaremniła akcję.

Gdy już się wydawało, że w niedzielę na Stadionie Miejskim już więcej nic się nie wydarzy piłka niespodziewanie znalazła się w siatce Kanieckiego. W 88 minucie dośrodkowanie z rzutu wolnego na bramkę zamienił Piotr Ćwielong. Na więcej nie było stać już żadnej ze stron i mecz zakończył się podziałem punktów.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:1 (0:0)

Bramki: Wiśniewski (53'), Ćwielong (88')

Kartki: Kowalczyk (23'), Socha (77')

Śląsk: Kelemen, Kokoszka, Sobota, Mouloungui (59' Ćwielong), Patejuk (75' Ł. Gikiewicz), Mila, Kowalczyk, Stevanović (46' Elsner), Socha, Kaźmierczak.

Lechia: Kaniecki, Janicki, Brożek, Bąk, Bieniuk, Winiewski, Duda, Pietrowski, Mendes, Buzała, Santos.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.