Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

65205 miejsce

Śląsk podtrzymał dobrą passę, Ruch bez punktów

Podopieczni Oresta Lenczyka podtrzymali dobrą passę i zaliczyli czwarte zwycięstwo z rzędu i siódmy mecz bez porażki. Mimo trzech bramek, sobotnie zawody przy Oporowskiej nie należały do najpiękniejszych.

Spotkanie drapieżniej rozpoczęli piłkarze Śląska. Wrocławianie mający zapewne jeszcze w pamięci ubiegłotygodniowe zwycięstwo nad Górnikiem Zabrze od pierwszych sekund ruszyli na bramkę Ruchu. Na pierwszą okazję nie trzeba było długo czekać. W 5. minucie piłkę dobrze rozegrali Mila i Gikiewicz, ten drugi podał jeszcze do Sotirovica. Serb strzelił pewnie, jednak prosto w bramkarza gości. Wraz z upływem czasu dominacja Śląska malała, a gra przeniosła się do środka pola.

W 23. minucie przed kolejną szansą na strzelenie gola stanęli gospodarze. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Sebastian Mila, piłka jednak została wybita przez obrońców Ruchu. Sytuację ratował Przemysław Kaźmierczak, który tyłem stopy wrzucił futbolówkę w pole karne, gdzie ręką pomagał sobie Krzysztof Nykiel. Sędzia bez wahania odgwizdał rzut karny do którego wykonania przystąpił Przemysław Kaźmierczak. Pomocnik Śląska nie wykorzystał jednak szansy i skierował piłkę obok słupka bramki Matko Pedrijića.

Niewykorzystany karny pozytywnie wpłynął na drużynę gości. "Niebiescy" uaktywnili się i coraz częściej stwarzali zagrożenie pod bramką Mariana Kelemena, jednak ich strzały pewnie zatrzymywali defensorzy Śląska.

Końcówka pierwszej i początek drugiej połowy nie zwiastowały na Oporowskiej zbyt wielkich emocji. Losy meczu odwróciły się w 62. minucie, kiedy Sebastian Mila po raz kolejny wykonywał stały fragment gry. Wrzutka Mili została podbita przez Grzyba, który samobójem otworzył listę strzelców.

Na kolejną bramkę nie trzeba było długo czekać. Znów stały fragment gry i znów dośrodkowanie Sebastiana Mili, piłkę tuż przed bramką dobija Piotr Celeban, który w sobotę rozgrywał swój setny mecz w klubie. Po spotkaniu pojawiły się jednak wątpliwości czy gol Celebana nie padł ze spalonego. - Bramki można dostawać, ale niech one będą zdobywane prawidłowo - denerwował się po meczu Waldemar Fornalik, szkoleniowiec Ruchu Chorzów. Gol kontaktowy dla Ruchu padł w 77. minucie. Z rzutu wolnego wprost do bramki Śląska piłkę wpakował Andrej Komac.

Już w doliczonym czasie gry sędzia nie zareagował na leżącego na boisku Łukasza Gikiewicza i pozwolił by piłkarze Ruchu przeprowadzili kontratak. Gdy goście zbliżali się do pola karnego Śląska na boisku nagle pojawiła się druga piłka, a sędzie zmuszony był przerwać grę. Trener Ruchu wydarzenie to nazwał chamstwem. - To było na poziomie "okręgówki" - grzmiał na pomeczowej konferencji trener Fornalik. - Przysięgam, że ja tej piłki nie rzuciłem - bronił się Orest Lenczyk - ławka ma 10 metrów, a ja patrzę na boisko. Nie sądzę aby to było przebiegłe zagranie ze strony naszych zawodników, z resztą część z nich była na rozgrzewce, a doktora i kierownika drużyny o to nie podejrzewam - mówił szkoleniowiec Śląska.

Do końca spotkania sytuacja na tablicy się już nie zmieniła. Śląsk Wrocław pokonał Ruch Chorzów 2:1.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.