Facebook Google+ Twitter

Śląsk Wrocław kontynuuje serię spotkań bez porażki!

Tuż przed wykonaniem rzutu karnego dla Śląska Wrocław, napięcie sięgało zenitu. Orest Lenczyk, trener Śląska, zniknął z boiska. - Pomyślałem o trzech wnukach i nie chciałem, żeby mnie już Pan Bóg zabrał - wyjaśnił potem powód swej "ucieczki".

Orest Lenczyk - fotografia ilustracyjna / Fot. Bartosz SenderekWKS Śląsk Wrocław podtrzymał serię 14 spotkań bez porażki. W sobotę podopieczni Oresta Lenczyka zremisowali na własnym stadionie z Widzewem 2:2. O ostatecznym wyniku meczu zadecydował a bramka z ostatniej sekundy.

- Zagraliśmy brzydko, momentami zagraliśmy źle - mówił po meczu trener Śląska Wrocław, Orest Lenczyk. Faktycznie gospodarze w ostatnim czasie przyzwyczaili swoich kibiców do dużo lepszej gry. Po wygranych z Legią Warszawa i Lechią Gdańsk oraz remisie z Mistrzem Polski można było się spodziewać, że trzy punkty w meczu z Widzewem Łódź są jak najbardziej celem osiągalnym.

Boiskowa rzeczywistość okazała się jednak inna. W pierwszej połowie, mimo bardzo delikatnej przewagi Śląska Wrocław, komplet kibiców zgromadzonych na stadionie przy ulicy Oporowskiej nie obejrzał ani jednej bramki. Po przerwie lepiej spisywali się goście, którzy swoją przewagę udowodnili w 55 minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Dudu swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie zdobył Sebastian Madera.

Kilka minut później Widzew mógł prowadzić już dwoma punktami, jednak po mocnym strzale Sernasa drużynę ze stolicy Śląska uratowała poprzeczka. Ratunku za to nie było już w 73 minucie, kiedy to Nika Dzalamidze pokonując Mariana Kelemena po raz drugi spowodował euforię na ławce łódzkiej drużyny.

Dopiero ten "zimny prysznic" nieco obudził wrocławskich piłkarzy. Śląsk zaczął grać odważniej, jednak dopiero na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Śląsk odpowiedział na dwa gole swoich przeciwników. W 86 minucie futbolówkę do bramki Widzewa skierował Łukasz Madej, który, notabene, jest rodowitym łodzianinem.

Największe emocje przyniosły jednak dosłownie ostatnie sekundy spotkania. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry w polu karnym gości znalazł się ponownie Łukasz Madej, którego powstrzymać za wszelką cenę chciał Wojciech Szymanek. Ostatecznie skończyło się na czerwonej kartce dla widzewiaka i rzucie karnym dla Śląska.

Jeszcze przed egzekucją karnego z boiska wyproszony przez sędziego został trener Widzewa, Czesław Michniewicz. Dobrowolnie murawę opuścił trener Orest Lenczyk. - Pomyślałem o trzech wnukach i nie chciałem, żeby mnie już Pan Bóg zabrał - argumentował swoje wyjście trener Śląska Wrocław. Faktycznie emocje wtedy sięgnęły zenitu i gdy Sebastian Mila pewnie umieścił piłkę w rogu bramki przy Oporowskiej 62 wybuchła euforia, a sędzie nie pozwolił już wznowić gry.

Remis z Widzewem był dla wrocławskiego Śląska podtrzymaniem passy 14 spotkań bez porażki. Po sobotnich meczach Ekstraklasy Śląsk zajmuje 6. pozycję, Widzew Łódź plasuje się na miejscu 13.

Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
Bramki: Madej 84', Mila 90' (karny) - Madera 55', Dzalamidze 73'

Śląsk: Kelemen - Gancarczyk, Fojut, Celeban, Pawelec - Sobota (55' Madej), Sztylka, Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (71' Szewczuk) - Jezierski (46' Ł. Gikiewicz)
Widzew: Mielcarz - Broź, Madera, Szymanek, Dudu (88' Bieniuk) - Budka, Pinheiro, Panka, Zigajevs (62' Oziębała) - Durić (46' Dzalamidze), Sernas

Żółte kartki: Ćwielong, Fojut (Śląsk), Zigajevs, Dzalamidze (Widzew)
Czerwona kartka: Szymanek 90'
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 8500

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.