
- Popularność śląskich szlagierów wzrasta, w tej kwestii zgodni są wszyscy, jednak najlepszym zobrazowaniem ich popularność są koncerty zespołów wykonujących ten gatunek muzyczny. Szczególnie cieszy mnie, że na koncertach pojawia się coraz więcej młodzieży - mówi Mirek Szołtysek.
Pierwszy festiwal śląskich szlagierów odbył się w niedzielny wieczór w Teatrze Ziemi Rybnickiej. Liczba osób, które chciały uczestniczyć w tym niezwykłym koncercie była tak duża, że organizatorzy zdecydowali się zorganizować drugi koncert w tym samym dniu. Jednak to podczas pierwszego koncertu odbyła się gala rozdania nagród i grad prix festiwalu dla najlepszego zespołu.

Do konkursu stanęło osiem grup. Wśród nich były takie zespoły jak: Kameleon, Śląskie Szwagry, De Facto, Kamraty, Baba z Chłopym, Bajery i Piekarskie Trio. Trudną decyzję, któremu z zespołów przyznać nagrodę Grad Prix musiało podjąć jury w składzie: przewodnicząca - Joanna Bartel, Adam Świerczyna, Piotr Szolc, Jacek Bombor i Michał Rudziński. Jury po długich i burzliwych obradach wybrało zwycięzców.
Trzecie miejsce zajął zespół De Facto, zaszczytne drugie miejsce przypadło zespołowi Bajery, pierwsze miejsce na podium zajął zespół Baba z Chłopym. Jednak wciąż niewiadomą było, który zespół zdobył Grad Prix festiwalu. Po chwili napięcia dyrektor Miejskiego Centrum Kutry w Rybniku odpowiedział na to pytanie. Grad Prix pierwszego festiwalu śląskich szlagierów zdobył zespół Piekarskie Trio. Jednak organizatorzy przygotowali jeszcze kilka nagród niespodzianek dla artystów.

Nagrodę specjalną otrzymał Mirek Szołtysek za piosenkę „Wspomnienie o Józku Poloku”. - W tak ważnym dniu nie możemy zapomnieć o naszym rybnickim artyście, którego niestety nie ma już z nami - mówił dyrektor Miejskiego Centrum Kultury Adam Świerczyna, wręczając nagrodę nagrodę.
- Nie wstydźmy się wzruszenia i łez. Jednak ja nie jestem autorem tekstu ani melodii. Gdy zmarł Józek zadzwonił do mnie pewien mężczyzna z Rybnika, który powiedział że napisał tekst do piosenki. I czy byłbym nim zainteresowany. Przysłał mi go do domu, ja przeczytałem ten tekst. Można powiedzieć, że w 50 proc. go poprawiłem, ze względu na duży żal do Pana Boga zawarty w tekście. Tak to ten pan czuł i tak napisał.
Tekst został zmieniony, ale autor powiedział krótko tą piosenkę zaśpiewa tylko pan. Jeżeli nie pan ją zaśpiewa, to nikt jej nie zaśpiewa. Wysłał mi list i właśnie tam było napisane, że piosenka jest dla mnie. Ja mu obiecałem że ją nagram i tak zrobiłem. Wykonałem utwór na jego życzenie. Pan Mieczysław był już bardzo schorowany, wysłuchał tego utworu i wkrótce zmarł - mówił Mirek Szołtysek o piosence „Wspomnienie o Józku”.