Facebook Google+ Twitter

Śledztwo w sprawie tragicznych juwenaliów ciągnie się trzy lata

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-21 07:55

Trzy lata po tragicznych juwenaliach w Łodzi 22-letni Mateusz Kamiński wciąż walczy o odszkodowanie. Gumowa kula z policyjnego karabinka zmasakrowała mu policzek, szczękę i nos.

Mateusz Kamiński. / Fot. Dziennik ŁódzkiChłopak musi znosić ból, ma za sobą operację, a czeka go jeszcze kilka kolejnych zabiegów. Wczoraj łódzki sąd wycenił jego cierpienia na 30 tys. złotych. Zapłaci policja. Sąd przyznał Mateuszowi Kamińskiemu odszkodowanie za odniesione obrażenia, ale winni tragedii sprzed trzech lat ciągle jeszcze nie zostali osądzeni

To miał być miły majowy wieczór. Trzy lata temu Mateusz Kamiński wybrał się ze znajomymi na akademickie osiedle przy ul. Lumumby, gdzie odbywały się juwenalia Uniwersytetu Łódzkiego. Zabawa dobrze się zapowiadała, ale niespodziewanie zaczęły się zamieszki. Chuligańska bójka przerodziła się w regularną bitwę.

Zabawa zmieniła się w zamieszki

Wezwano policję. W ciągu kilku minut na wąskich osiedlowych uliczkach zatrzymało się kilkadziesiąt radiowozów na sygnale. Policjanci, nie mogąc uporać się z agresywnym tłumem, zaczęli strzelać gumowymi pociskami. Jak się później okazało, do walczących celowali też z ostrej amunicji.

- Zauważyłem, że jakaś dziewczyna dostała gumową kulą - opowiada Mateusz Kamiński. - Upadła. Mogła zostać stratowana. Rzuciłem się jej na pomoc. Odprowadziłem dziewczynę kilka metrów dalej, odwróciłem się i wtedy oberwałem gumową kulą w twarz. Pocisk wyrwał mi kawał policzka, przebił dziąsło i utkwił w żuchwie. Strzał padł z bliska. Policjanci wcale nie celowali w nogi, lecz w głowę. Lekarze stwierdzili, że miałem szczęście, bo gdyby kula ugodziła mnie w gardło, nie miałbym szans.

Mateusz Kamiński trafił do szpitala im. Barlickiego w Łodzi. Lekarze założyli mu ponad 30 szwów. Był załamany. Po ranie została blizna. Do dziś odczuwa ból podczas jedzenia. Chciałby poddać się operacji plastycznej. Zabieg taki będzie kosztować ok. pięciu tys. zł. Operacja jamy ustnej jest kilka razy droższa. Ani Mateusza Kamińskiego, który znalazł pracę w drukarni, ani jego rodziny na to nie stać. Dlatego postanowił walczyć o odszkodowanie. W jego imieniu ojciec, Mieczysław Kamiński wystąpił do policji o 75 tys. zł. Dostał 30 tys. Chce składać apelację. Niewykluczone, że od wyroku odwoła się też policja.

Mieli kije i łańcuchy

Mężczyzna nie może się pogodzić z tym, że śledztwo w sprawie tragicznych wydarzeń na osiedlu akademickim ślimaczy się od trzech lat. - Obawiam się, że prokuratura chce zamieść sprawę pod dywan. A przecież przez czyjeś niedbalstwo albo niekompetencję zginęło wtedy dwoje młodych ludzi. Mój syn cudem uniknął śmierci - denerwuje się na samo wspomnienie tragicznych wydarzeń sprzed trzech lat.

Fragmenty filmu dokumentującego tragiczne wydarzenia. / Fot. Dziennik ŁódzkiTo była sobotnia, majowa noc. Około godziny pierwszej na osiedle studenckie na Lumumbowie w Łodzi weszła grupa kibiców Widzewa, uzbrojona w kije baseballowe, łańcuchy i metalowe rurki. Byli agresywni. Kradli piwo z ogródków i zaczepiali sprzedawców. Później zaatakowali studentów. Tuż po godz. 2 kilkunastu rannych leżało na chodnikach. W tłumie słaniali się zakrwawieni ludzie. Wtedy wkroczyli, stojący w pobliżu osiedla, uzbrojeni w pałki, tarcze i strzelby policjanci. Widok mundurów tylko rozwścieczył chuliganów. Nikt już nie panował nad sytuacją.

Policjanci użyli pałek, padły pierwsze strzały. Z głośników cały czas ryczała muzyka. W zamieszaniu nikt nie wiedział, z której strony spodziewać się ciosów i skąd zaczęły lecieć policyjne pociski. Do rannych próbowało dojechać pogotowie, ale chuligani skutecznie je zablokowali. Minęło kilkanaście minut, zanim karetka, otoczona kordonem policjantów, dotarła do poszkodowanych. Gdy na scenie kończył się koncert grupy Big Cyc, w szpitalu im. Barlickiego trzy osoby walczyły o życie. 23-letnia Monika Kelm stała się przypadkową ofiarą. Wyszła z kamienicy, żeby zobaczyć, co się dzieje. Pocisk trafił ją w czoło. Nie miała szans.

Postrzelony w brzuch niespełna 19-letni łodzianin Damian T. zmarł, mimo natychmiastowej operacji. Przyszedł na juwenalia, by się pobawić.

Ówczesny komendant główny policji Leszek Szreder powołał specjalną komisję do wyjaśnienia zajść na osiedlu studenckim. Policjanci interweniujący na osiedlu przyznali się do tragicznego błędu. Broń została załadowana ostrą amunicją, zamiast gumowymi nabojami. Policjantom zabrakło amunicji. Najbliższy magazyn był w sekcji ruchu drogowego. Tam omyłkowo wydano im 25 ostrych nabojów. Użyli sześciu.

Zapłacił Skarb Państwa

Komendant łódzkiej policji od razu zgodził się na zawarcie ugód z rodzinami ofiar. Skarb Państwa wypłacił bliskim Moniki Kelm 200 tys. zł. Rodzinie Damiana przyznano 235 tys. zł. Pieniądze na konto rodziny chłopaka trafiły we wrześniu 2004 roku. Rodzice wystawili tragicznie zmarłemu synowi okazały nagrobek. Wymienili okna w mieszkaniu, kupili pralkę, telewizor i DVD. Kupili też nowe meble. Resztę skonsumowali, a raczej - jak twierdzili ich sąsiedzi - przepili. Do nich należała decyzja, jak spożytkować pieniądze.

Ojciec postrzelonego Mateusza nie zamierza tego komentować. Nie ma dla niego znaczenia, kim są ofiary tragicznych juwenaliów. Chce tylko, by winni ponieśli konsekwencje.

- Dochodzenie wciąż trwa i żaden wątek nie został umorzony. Cały czas sporządzamy stenogramy rozmów na policyjnych rejestratorach. Mają one duże znaczenie dowodowe. Sprawa ma być sfinalizowana w listopadzie. Myślę, że potem dochodzenie potrwa już tylko kilka miesięcy - zapewnia Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Prokuratura postawiła dotąd zarzuty dwóm policjantom, pełniącym w dniu tragedii dyżury w drogówce i komendzie miejskiej. Zarzucono im nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób. Ich sprawa nie została jednak wyłączona z dochodzenia i nie trafiła do sądu.

Nie pierwsza pomyłka policji

Fatalna pomyłka policji sprawiła, że podczas juwenaliów 2004 zginęły dwie osoby. Nie była to jedyna tego typu tragedia. Najgłośniejsze zdarzenie miało miejsce w kwietniu 2004 roku pod Poznaniem. Autem marki Rover jechali dwaj 19-latkowie: Łukasz T. i Dawid L. Była noc. Gdy na drodze pojawili się uzbrojeni policjanci po cywilnemu i chcieli zatrzymać samochód, kierujący Łukasz pomyślał, że to napad i dodał gazu. Policjanci zaczęli strzelać, gdyż myśleli, że mają do czynienia z groźnym, ściganym przez nich przestępcą. Łukasz zginął na miejscu, a Dawid został ciężko ranny. Doznał urazu kręgosłupa i został skazany na wózek inwalidzki do końca życia. Od policji dostał stałą rentę miesięczną i 900 tys. zł odszkodowania.
(pz)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

moje imieinazwisko
  • moje imieinazwisko
  • 06.05.2012 13:53

poyebało was!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! z tego wniosek że opłaca się dać postrzelić policji? A jak ktoś da w ryja polucjantowi i zostanie za to postrzelony to też dostanie 900 patoli?

Komentarz został ukrytyrozwiń
moje imieinazwisko
  • moje imieinazwisko
  • 06.05.2012 13:37

Rodzina ile chce? goowno powinni dostać bo gówniara nie potrzebnie tam poszła, żądna impry była? Po co poszła na jakieś zasrane juwenalia na którym jest lumpiarstwo? Mogła iść gdzie indziej a nie teraz rozpaczać

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.