Facebook Google+ Twitter

Ślepy kociak, czyli wola przeżycia

Z tym kocim maluszkiem los obszedł się okrutnie. Jest ślepy. Jego oczy zżarł koci katar. Jednak kurczowo trzyma się życia...

Koci ślepotek... / Fot. Ewa Łazowska Podobno koci ród cechuje wielka odporność na przeciwności losu - także w sytuacjach, gdy natura uzna, że słaby, chory kociak i do tego odrzucony przez matkę,
nie ma żadnych szans na przetrwanie.

Gdy w ubiegły czwartek przyszłam na działki nakarmić bezdomniaki, zauważyłam że jeden z maluchów nie dawał oznak życia. Właściwie był już w stanie agonii i prawdopodobnie był już jedną łapą za Tęczowym Mostem. Postanowiłam go uratować, choć taka szansa praktycznie w jego przypadku równała się zeru. Jego ciałko było bezwładne, jednak gdy wyczuł moją obecność i ciepło rąk, zaczął okazywać wolę życia. Kociaka zabrałam do domu, a moim pierwszym i podstawowym problemem było - czym go nakarmię.

Koty nie tolerują krowiego mleka, a właściwie laktozy w nim zawartej. Zbawienny w tej sytuacji okazał się pomysł zakupienia w dyżurującej aptece (ów czwartek było akurat Boże Ciało) preparatu o nazwie Bebilon, przeznaczonego do karmienia niemowląt.

Z duszą na ramieniu zaaplikowałam kociakowi pierwszą dawkę tego "mleka". Kociak nie protestował, choć z przyjmowaniem tego płynu, wlewanego mu do gardła za pomocą strzykawki, miał spore kłopoty. Całą tę procedurę powtarzałam co trzy godziny przez okrągłą dobę.

Ogrzewanie kota za pomocą termoforu też zrobiło swoje. W piątek, tę pierwszą, krytyczną dla życia kota dobę, miałam za sobą. Kociakowi miało się jednak na życie. I to był prawdziwy cud.
Może odpuściłabym sobie walkę o życie ślepotka, gdyby nie deklaracja prezeski fundacji "Kocia Mama", że kociak mimo swojej ułomności ma całkiem realną szansę trafić do adopcji. Kociak jakby o tym wiedział, że jednak nie wszystko stracone.

Jego kalectwo nie przeszkadza mu w całkiem sprawnym poruszaniu się, a reakcja na mój głos i dotyk jest fantastyczna. Dzisiaj mija czwarta doba od dnia, gdy ślepotka zabrałam z działki. Jest szansa, że kot wytrwa przy swojej woli życia. Trupka drugiego kociaka z tego miotu znalazłam wczoraj w trawie. Nic nie wskazywało, że tamten kociak jest chory, a dni jego są już policzone. Na dobrą sprawę to ślepotka już nie powinno być między żywymi kotami. Stało się na odwrót. Niezbadane są wyroki natury, bo nie dopuszczam myśli, że do zgładzenia tamtego kociaka ktoś z ludzi przyłożył swoją rękę, choć wszystko jest możliwe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

I mnie się łza w oku zakręciła... Przypomniały mi się wszystkie moje zwierzęta, z którymi musiałam się rozstać... Buba, Benon, Burka II, Boko, Kubuś. Marcysia... Tak, Marto. To jest piękne.

Pani Aniu! Czarnuś już wie, że niedługo przekroczy Tęczowy Most. One to wiedzą i wtedy szukają spokojnego miejsca by Mostem Tęczowym przejść na drugą stronę.... Trzymaj się - Anulko!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polecam zajrzeć na stronę http://101kotow.pl/ to koci azyl w Konstancinie, gdzie cudowna Pani Irena poradzi w każdej krytycznej sytuacji.Można też wirtualnie adoptować podopiecznego jeśli nie możemy sami trzymać kotka w domu lub mamy już jednego (mało telerancyjnego);)Warto też wspomóc azyl.Wielu z podopiecznych spotkał naprawdę zły los dzięki ludziom (którzy na miano ludzi właściwie nie zasługuję)!Tam też dowiemy się od ludzi ,którzy przygrneli takie niewidome kotki,że potrafią one również wnieść ogrom radości do naszego domu i całkiem nieźle sobie radzą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paul C. Dahm "The Rainbow Bridge" ("Tęczowy Most") - wiersz, przy którym mażę się jak dziecko...
tłumaczenie: Dorota Nowak

Właśnie ta strona Nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.

Kiedy umiera zwierzę, które było w szczególny sposób bliskie komuś tu na ziemi, wówczas odchodzi na Tęczowy Most.
Są tam łąki i wzgórza dla wszystkich naszych Wyjątkowych Przyjaciół, więc mogą biegać i bawić się razem.
Jest tam mnóstwo jedzenia, wody i słońca - nasi Przyjaciele żyją w cieple i dostatku.

Wszystkim zwierzętom, które były chore i starsze zostaje przywrócone zdrowie i wigor.
Ranne i okaleczone zostają uzdrowione i są znowu silne, tak jak wspominamy je w naszych snach z dni, które minęły.
Zwierzęta są tam szczęśliwe i zadowolone z wyjątkiem jednej, małej rzeczy: każde z nich tęskni za kimś wyjątkowym dla nich, kogo musieli pozostawić.

Wszystkie razem biegają i bawią się wspólnie, ale przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy patrzą uważnie a jego ciało zaczyna drżeć. Nagle oddziela się od innych, zaczyna biec przez zieloną trawę a jego nogi niosą go szybciej i szybciej.

Poznał Cię!
I kiedy Ty i Twój Przyjaciel wreszcie się spotkaliście, przytulacie się do siebie w radości ponownego połączenia - już nigdy nie będziecie rozdzieleni. Deszcz szczęśliwych pocałunków na Twojej twarzy, ręce znowu tulą ukochaną głowę, znów spoglądasz w ufne oczy Twojego Przyjaciela, które tak dawno odeszły z Twojego życia, ale nigdy nie zniknęły z Twojego serca.

Wtedy przechodzicie przez Tęczowy Most - razem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do kociej woli życia, mój Czarnuś słabnie z dnia na dzień, ale gdy przychodzę do niego, mówi miau (coraz ciszej) i sprawdza co w miseczce. W miseczce najczęściej mleczko, bo tylko je pije. Jest co raz słabszy, ale wędruje do drzwi wyjściowych z zamiarem wyjścia na podwórko. Oczywiście, nie wypuszczam go, ale wyniosłam na balkon, z zaciekawieniem pooglądał świat i chyba tęsknotę za wolnością zaspokoił. Moja przyjaciółka ma cztery koty. Wszystkie podórkowe i uratowane od śmierci. Wśród nich jest również ślepy kotek, odrzucony przez kocicę, jako niepełnosprawny. Jest również kotek, który w niewiadomy sposób skaleczył łapkę, wdała się gangrena i trzeba było część łapki amputować. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, Sebastianie. Fundatorka spisała się na medal olimpijski. Kocina, która robi wielkie postępy w radzeniu sobie bez wzroku, będzie miała zapewniony całkiem dostatni byt i dobrą opiekę weterynaryjną, a z nią także trójka moich domowych kocic - Burka III, Głucholka i Czarna Olka. Damy sobie radę. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

taka kocia mama z Ciebie:)) jestem pełen podziwu ale też dla fundatorki "stypendium":) pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sebastianie: Robota wre od świtu do nocy. Wstaję między czwartą a piątą by nakarmić Ślepotkę bo się domaga śniadania. Potem już mi się nie chce włazić do łóżka, więc piję kawę i zabieram się do malowania obrazków. O godz. 8.oo muszę wesołej trójce podać lekarstwa a to jest cała, skomplikowana operacja. Potem znowu muszę nakarmić Ślepotkę bo znowu się domaga i tak w kółko Macieju. Jutro wesołą trójkę muszę zatargać do lecznicy na kontrolę. W piątek już się z nimi żegnam. Zaczynają nowy etap kociego życia. Ślepotka jednak zostanie u mnie. Sprawa "stypendium" dla niej jest już zaklepana. Pozdrawiam Cię - Sebastianie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, co słychać w domu pełnym kotów?:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyszły los Ślepotki jeszcze nie jest tak do końca rozstrzygnięty. Pojawiła się szansa sponsorowania tego kociaka przez jedną z internautek. Gdyby sprawa doszła do skutku - Ślepotka zostałaby u mnie w domu. Jutro miała być przekazana do tymczasowej opiekunki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beatko, są jeszcze inne, dobre wiadomości odnośnie wesołej trójki. Póki co - cicho sza... bo można zapeszyć. Pozdrowionka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.