Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16220 miejsce

Slogan pojmowany dosłownie, czyli nasz klient - nasz pan!

SKOK, to instytucja finansowa, szczerze otwarta na klienta. Szeroka gama usług w połączeniu z bezpieczeństwem, ma przyciągać klientów do SKOK-u, bo to przecież ich KASA. Ale żeby być jej klientem, trzeba być jej... klientem

 / Fot. Wikimedia Commons. Licencja CC.Zazwyczaj wpłat gotówkowych dokonuję w agencjach opłat, które spotkać można praktycznie w każdym miejscu. Osobiście mam swoje ulubione, którym ufam i w których mogę liczyć na miłą obsługę.

Dziś musiałem właśnie dokonać pilnej wpłaty na rachunek kontrahenta. Mógłbym dokonać przelewu przez internet, ale akurat w tym przypadku konieczna była wpłata na standardowym druczku, na którym miała widnieć pieczątka z datą transakcji. Po trzech minutach miałem już adres najbliższej placówki, w której mogę dokonać opłaty.

SKOK Stefczyka - to właśnie ta placówka znajdowała się najbliżej mojej firmy. Już z wypełnionym drukiem, byłem tam po pięciu minutach spaceru. Uprzednio zatelefonowałem tam, z pytaniem czy realizują wpłaty. Miły kobiecy głos zapewnił mnie, że tak. Tak więc zadowolony, że zaraz zamówionemu kurierowi, dam potwierdzenie wpłaty, spocząłem na eleganckim siedzisku. Przemiła pani poinformowała mnie, że muszę chwilkę poczekać, gdyż właśnie są liczone pieniądze i trochę to potrwa. Zresztą ta przemiła pani, informowała mnie jeszcze parokrotnie o przedłużającym się liczeniu oraz niezmiennie zapewniała, że oto już, za chwilę, stanę się szczęśliwcem, któremu dane będzie zostawić w kasie SKOK-u swoje pieniądze.

Z tej chwilki zrobiło się niemalże pół godziny, zirytowany wpatrywałem się to w drzwi kasy, to na zegarek, bo przecież kurier miał być lada moment. Przemiła pani pocieszająco stwierdziła, że mam pecha trafiając na moment liczenia pieniędzy. Okazało się, że prawdziwy pech dopiero przede mną, a fakt półgodzinnego oczekiwania, to przy nim mały "peszek".

W końcu, przemiła pani raz jeszcze otworzyła drzwi kasy, tym razem zapraszając mnie do środka. Pomyślałem, że to właściwy moment, bo jeszcze trochę i byłbym już po rytualnym seppuku. Mimo wszystko, grzecznie się przywitałem i położyłem druczek opłaty na biurku. Nie skorzystałem z zaproszenia do zajęcia miejsca, gdyż cała operacja według mnie, trwać miała zaledwie minutę.

Przemiła pani, wziąwszy do rąk ów druczek, patrzyła się na niego jakby pierwszy raz takie cudo widziała. Omiatała go wzrokiem z góry na dół i z dołu do góry. Czas płynął nieubłaganie, usiąść po uprzedniej odmowie nie wypadało, a pani przez cały czas naprawdę była przemiła, tak więc obsztorcowanie jej nie wchodziło w grę.

Po wyczerpaniu się moich zasobów cierpliwości, kiedy już miałem zapytać się o co chodzi, przemiła pani ubiegła mnie, wypowiadając słowa brzmiące jak wyrok: - Niestety, nie mogę zrealizować tej wpłaty. W tym momencie krew odpłynęła mi do mózgu, dłonie bezwiednie ścisnęły się w pięści, a suchość w gardle omal mnie nie zabiła. Dlaczego? - spytałem. Na co przemiła pani, która już w tym momencie była moim największym śmiertelnym wrogiem, odparła: - Ponieważ nie jest pan naszym klientem.

W tym momencie gotów już byłem na śmierć, na przyjazd policji, a nawet na trzecią wojnę światową. Ścisnąłem mocno oparcie krzesła i cedząc przez zęby - zapytałem: - To według pani, kim jestem? Inkasentem z gazowni, który przyszedł spisać licznik, lekarzem przybyłym w celu niesienia pomocy, czy może kominiarzem, który ma przeczyścić, za przeproszeniem, pani komin?

Przemiła pani, którą teraźniejsza chwila na wroga mego śmiertelnego przemianowała, oczy wielkie zrobiwszy, rzekła, że aby być klientem SKOK-u, trzeba być... jego klientem. To znaczy, posiadać tam konto, lub jakiś zaciągnięty kredyt, tudzież posiadać lokatę. Wtedy to bez żadnych przeszkód, można sobie do woli wpłacać pieniądze, ciesząc się statusem klienta. Taki przywilej.

Pomiędzy myślą o uduszeniu mojego wroga śmiertelnego, który jeszcze chwilę temu był przemiłą panią, a możliwością podpalenia biurka wraz z komputerem, zadałem jeszcze jedno, chyba niemądre pytanie: - To znaczy, że pani (ty obłędny babiszonie), przyjmie opłatę, jeżeli tu i zaraz, założę sobie np. lokatę?

Nie czekając na z góry wiadomą odpowiedź, rzekłem jeszcze, że chyba sobie robicie "jajca". Po czym klepiąc wymownie dłonią o futerał aparatu fotograficznego, który miałem na ramieniu, przyobiecałem, że jeszcze dzisiaj to zdarzenie "pójdzie" do prasy. Co też właśnie czynię.

Tak więc instytucja finansowa do jakiej pretenduje SKOK, chwaląca się w reklamach szerokim wachlarzem usług finansowych, nie realizuje wpłat gotówkowych klientów, którzy nie są jej klientami. Czysty absurd.

Jedno jest pewne, dzisiaj SKOK nie tylko nie zyskał potencjalnego klienta, ale na pewno go stracił. Bezpowrotnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Aha, plusa zapomniałam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie oprócz banku dobija jeszcze jedno miejsce..... poczta. Dziś to już prawie gotowa byłam się rzucić na te Panie, które nic nie robiły tylko sobie plotkowały, czynne były dwa okienka zamiast czterech, a kolejka na dwadzieścia osób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariusz, ale to nie wina tej Pani.... tak juz musi byc:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja już myślałem że tylko mnie wizyta w banku odsłania "ciemną stronę" charakteru ujawniając krwiożercze instynkty, o które sam siebie bym nie podejrzewałem. Gdy niestety muszę czasami wypłacić lub, co gorsza, wpłacić pieniądze w banku którego jestem klientem i zawsze muszę odstać w tasiemcowej kolejce do kasy to ... No nie będę kończył bo już mi podnosi się ciśnienie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaskoczenie SKOKiem - bank który nie chce zarabiać!!
No i organizacja pracy chyba nie dzisiejsza; ... skansen jakiś ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.