Facebook Google+ Twitter

Słońce barwy krwi

Złożyliście ich apus? Porwali ich terrucos? Czy może pisco pomieszało im zmysły?

Okładka polskiego wydania "Litumy w Andach" Mario Vargasa Llosy / Fot. http://www.znak.com.pl/files/covers/card/topBig/Llosa_LitumawAndach_500pcx.jpgŚwiat Andów wydawał mi się tak bardzo odległy, że nigdy nie będę w stanie pojąć mantalności ludzi tam mieszkających. Odległość tysięcy kilometrów ukształtowała dystans kulturowy, który zdawał się być nie do pokonania. A tymczasem Mario Vargas Llosa udowodnił mi, że przepaść, nawet z pozoru nie do pokonania, można zniwelować kilkoma słowami.

Lituma jest policjantem z wybrzeża Peru. Wychowywał się w Piurze, skąd podobno pochodzą najpiękniejsze kobiety, o najcudowniejszym akcencie na świecie. Nagle otrzymuje nakaz wyjazdu na placówkę w głąb Andów, która wydaje się być miejscem na końcu świata. Niezadowolony, niemal wpada w szał, gdy okazuje się, że jego zadaniem będzie rozwikłać tajemnicę zaginięcia trzech mężczyzn, z których każdy charakteryzował się czymś specyficznym. Lituma, zaprawiony w bojach policjant, staje niemal na skraju rozpaczy, gdy okazuje się, że metody prowadzenia śledztwa na wybrzeżu nijak nie przekładają się na rzeczywistość w Andach. Naccos, zagubiona wśród ośnieżonych szczytów wioska to zupełnie inny świat, w którym rządzą apus, duchy gór, a krętymi ścieżkami podróżują gromady terrucos, czyli rebeliantów walczących o nowe, lepsze, sprawiedliwe jutro. Tubylcy, zamiast bać się władzy, drżą na myśl o pishtacos, czyli ludzi, którzy zabijają innych, by wytapiać z nich sadło. Magii miejsca przeklętego ulega nawet zastępca Litumy, Tomasito Carreno, który podczas wspólnych wieczorów w lichej chacie na wzgórzu opowiada przełożonemu historię miłości swojego życia.

Zderzenie dwóch rzeczywistości powala czytelnika na kolana. Moim zdaniem, Vargas Llosa stworzył wręcz mistrzowski obraz przenikania się świata duchów i świata rozumu. Lituma jako przedstawiciel namacalnej rzeczywistości tu i teraz z pobłażaniem odnosi się do opowieści miejscowych o duchach, które wymagają ofiar, i o istotach ni to ludzkich, ni to zwierzęcych, które terroryzują miasteczko. Wsłuchując się jednak w historie, które przy butelkach pisco snują mieszkańcy, zaczyna wątpić w słuszność swoich poglądów. Żadna racjonalna droga rozumowania nie daje odpowiedzi na dręczące go pytania. Ba, nawet natura, poukładana i racjonalna, udowadnia mu, że żeby zrozumieć Andy, trzeba zrozumieć siebie, swoją duszę. Huacayo, lawina, która zawsze zabija i burzy, nie robi krzywdy Litumie. Ocalają go apus, w których istnienie wątpił.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 20.10.2009 09:23

Peru:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.