Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36337 miejsce

Słów kilka na temat dziennikarstwa obywatelskiego

Dziennikarze Obywatelscy. Kim jesteście, a w zasadzie kim jesteśmy?

Andrzej Lepper/ Fot. PAP/Tomasz GzellOkres „komunistycznych okowów” spowodował, że polskie społeczeństwo stało się zbiorowiskiem okaleczonych ludzi. Najważniejsza z cech: obywatelskość została unicestwiona. Lata krępowania swobody wypowiedzi, przymuszania ludzi do jednorodności myśli i ocen spowodowały, że staliśmy się społeczeństwem nijakim. Społecznym „mięsem armatnim” nakłanianym do głosowania, które wtedy i dziś ma legitymizować władzę.

Rok 1989 przyniósł nadzieję i szansę na odmianę życia i pozyskanie wpływu na kształt demokracji (nie jedno oblicze ma demokracja). Nadzieje dla wielu z nas okazały się płonne. Władza, którą powierzyliśmy „wybrańcom” wymknęła nam się z rąk. Zatraciliśmy wpływ na jej kształt i na jej formę. Nie do końca jednak.

Oto bowiem kilka lat temu zaczęły się tworzyć w Polsce zręby społeczeństwa obywatelskiego. Po raz pierwszy od dawna, od bardzo dawna wzięliśmy polskie, nasze sprawy w swoje ręce. Zaczęliśmy tworzyć społeczeństwo obywatelskie. Do końca tego procesu droga jeszcze bardzo daleka, ale pierwsze kroki zostały poczynione.

 

Rodzi się dziennikarstwo obywatelskie

 

Pojawił się, zrazu nieśmiało, później śmielej ruch obywatelski określany mniej lub bardziej udatnie mianem dziennikarstwa obywatelskiego. Korzystając z dobrodziejstwa internetu setki, a potem tysiące ludzi zaczęło głośno wyrażać swoje zdanie we wszystkich kwestiach dotyczących życia naszego kraju.

Zajęliśmy się wszystkim. Na setkach blogów, stron internetowych i serwisów społecznościowych zaczęły pojawiać się teksty o konieczności połączenia zerwanych więzi społecznych, o konieczności naprawy kraju w skali makro, ale także i w skali mikro. Proces ten rozwija się gwałtownie i głos obywatelski zaczyna brzmieć donośnie.

Społecznicy posługujący się piórem zaczynają być władzą. Stara zasada trójpodziału władzy odeszła do lamusa myśli społecznej. Czwarta władza jaką są media uzyskała całkiem realny i w wielu przypadkach decydujący wpływ na kształtowanie krajobrazu politycznego, społecznego i kulturalnego. Na naszych oczach rodzi się kolejna siła - władza obywatelska. Uosobieniem jej są obywatele-dziennikarze.

 

Kim zatem jest dziennikarz obywatelski?

 

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad fenomenem zjawiska jakim niewątpliwie jest dziennikarstwo obywatelskie. I przyznam - z niemałym zawstydzeniem - że im dłużej na ten temat myślę, im więcej czytam tym mniej wiem. A że nie lubię pozostawać w stanie nieświadomości postanowiłem poprosić o pomoc.

Prośbę kieruję do osób najbardziej kompetentnych w tym względzie, a więc do Was, Drodzy Dziennikarze Obywatelscy. Kim jesteście, a w zasadzie kim jesteśmy?

Jedna z teorii mówi, iż dziennikarstwo obywatelskie (citizen journalism) to rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez nieprofesjonalnych dziennikarzy w interesie społecznym. Nic taka definicja nie tłumaczy. Często ostatnio słyszę niewielkie uzupełnienie tej teorii. Dziennikarstwo obywatelskie, to przede wszystkim dziennikarstwo informacyjne, zajmujące się problematyką lokalną. Oczywiście w interesie społecznym. Hm, a dlaczego tylko problematyką lokalną? Dlaczego dziennikarz obywatelski ma patrzeć jedynie na odległość wyciągniętej ręki.

Problematyka lokalna – jakże ważna – podejmowana jest i będzie nieustannie i dzięki Ci za to Panie. Jest ona bowiem przejawem troski obywatelskiej, a więc i dziennikarstwa obywatelskiego. Dotyczy jednak spraw środowiskowych, spraw „małych ojczyzn”, spraw skali mikro. Oprócz nich dzieją się również sprawy rangi ogólnokrajowej, europejskiej, światowej, cywilizacyjnej. Nie widzę powodu, dla których dziennikarstwo obywatelskie miałoby omijać problemy skali makro.

Wyróżnikiem dziennikarza obywatelskiego w stosunku do zawodowego jest (sama nazwa sugeruje) n i e p r o f e s j o n a l i z m. Nie chodzi tu oczywiście o brak profesjonalizmu, ale traktowanie tej działalności jako powinności społecznej, a nie sposobu na zarabianie pieniędzy. Czy jednak dziennikarz zawodowy, pracujący w redakcji X nie może stać się dziennikarzem obywatelskim publikując tekst w np. Wiadomościach24? Może – odpowiadam z całym przekonaniem. Warunek, że nie oczekuje wynagrodzenia (materialnego) za konkretny tekst, a pisze tu, bo jest to jedyne miejsce gdzie może czuć się niezależnym.

I dochodzimy do następnego wyróżnika dziennikarstwa obywatelskiego. N i e z a l e ż n o ś ć. Dziennikarstwo obywatelskie jest dla wielu z nas oazą niezależności, którą możemy realizować tylko tu. Nie znam przypadku (mówię o WIadomości24.pl), żeby dobry tekst został zablokowany. Możemy napisać na każdy temat. Ograniczniki są tylko dwa: przepisy prawa i dobre obyczaje. Takiej niezależności mogą nam dziennikarze etatowi pozazdrościć. Mamy prawa o jakich im się nie śniło. MOŻEMY a nie MUSIMY. Piszemy powodowani wewnętrzną pasją, w poczuciu misji tworzenia społecznej infrastruktury.

Ano właśnie: p a s j a. To kolejna cecha, która nas wyróżnia. Podejmujemy tematy, które nas niepokoją, drażnią, irytują. Staramy się zwrócić uwagę społeczeństwa na sprawy, które są przez nas uznawane za ważne. Nie „odrabiamy etatowej pańszczyzny”.

 

Niedostatki obywatelskiego dziennikarstwa

 

Zarzuca się często dziennikarstwu obywatelskiemu nieumiejętność wywiązywania się z zadań informacyjnych. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie o informację jednak chodzi, a chyba o news. I nie o brak umiejętności, a o brak możliwości. Dziennikarze obywatelscy nie zajmują się profesjonalnie żurnalistyką. Pracują na etatach w fabrykach, biurach, instytutach. Ich czas jest ograniczony. Ograniczone są także środki finansowe. Za nami nie stoją redakcje, wydawnictwa. Siłą rzeczy działalność newsowa będzie zawsze piętą achillesową dziennikarstwa obywatelskiego.

Ważny jest w  tym momencie również dostęp do informacji. Dostęp ten jest w wielu wypadkach zastrzeżony (i pilnie strzeżony) dla dziennikarzy zawodowych. Ewenementem stanie się pierwszy status dziennikarza parlamentarnego dla dziennikarza obywatelskiego! Takim samym ewenementem będzie pierwszy wywiad udzielony dziennikarzowi obywatelskiemu przez prezydenta czy premiera! Ale stanie się; nie zdradzając zamierzeń powiem tylko, że czas do uzyskania uprawnień zrównujących dziennikarstwo obywatelskie z etatowym nie jest odległy.

Media profesjonalne i prasoznawcy ganią nas za niedostatki językowe. I tu wypada posypać głowę popiołem. Nasza wina, nasza wielka wina. Nie przykładamy należytej staranności do kwestii językowych. A jest to naszym obowiązkiem. Nas – piszących i tych, którzy nad naszymi tekstami pracują. Powiem z całą odpowiedzialnością: podstawowym obowiązkiem dziennikarza (zarówno obywatelskiego jak i etatowego) jest posługiwanie się piękną, poprawną polszczyzną. I nie ma od tego odstępstw. Byle jak napisany tekst nigdy nie zostanie zrównoważony rangą tematu.

 


  Czym możemy, a w zasadzie powinniśmy się zajmować?

 


Redaktor naczelny wiadomosci24.p, Paweł Nowacki napisał kilkanaście dni temu swoistego rodzaju manifest dziennikarstwa obywatelskiego. Wyliczył w nim kilkanaście megatematów, którymi dziennikarstwo obywatelskie powinno się zajmować. Znalazły się tu: ekologia, polityka samorządowa, polityka wewnętrzna, społeczna, zagraniczna, gospodarka, i wiele innych. Dodał przy tym: „To ledwie króciutki alfabet, dotknięcie tematu. Na pewno wokół siebie widzicie więcej spraw godnych uwagi.”. Nic dodać, nic ująć.

A jednak: "dziennikarstwo obywatelskie nie polega na pisaniu felietonów czy komentowaniu wielkiej polityki" twierdzą z kolei inni. A to czemu? Czy komentowanie wydarzeń politycznych nie odbywa się w interesie społecznym? Tekst poświęcony konieczności budowy wiaty we wsi Bejdy, będący przejawem obywatelskiej aktywności (za który autor nie oczekuje honorarium w brzęczącej monecie) jest formą dziennikarstwa obywatelskiego, w skali mikro. Zgoda? Z kolei tekst komentujący łamanie prawa przez polityków, napisany przez Adama Deglera, jest przejawem obywatelskiej troski w skali makro. Nie widzę tu żadnej istotnej różnicy, poza oczywiście rangą poruszanych problemów.

Spotkałem się ostatnio wielokrotnie z pojęciem "pisanie z fotela". I niech nikomu nie wydaje się, że jest to cenzurka wartościująca. W żadnym wypadku. Zwrot "pisanie z fotela" wymawiany jest z niechęcią, żeby nie powiedzieć z pogardą. "Pisanie z fotela" nie znajduje uznania. Felietony, komentarze, eseje przegrywają rywalizację z prostą informacją. Chciałoby się powiedzieć: po cóż wiedza, intelekt, doświadczenie. Nogi się liczą; nogi niosące nas w strony gdzie coś się wydarzyło! Ma rację Mirosław Mirnal twierdząc, że najwybitniejsi polscy felietoniści nie mają szans. Felieton Bolesława Prusa polegnie z informacją o wywrotce samochodu wiozącego jajka. Nie ma powodu dyskutować nad wyższością święta 11 listopada nad świętem 1 maja. W gazecie MUSI znaleźć się felieton, reportaż, informacja, komentarz. Jeżeli mamy upowszechniać treści, które uznajemy za ważne, to musimy je pięknie opakować.

 


Tytułem zakończenia

 


a raczej początku (mam nadzieję i bardzo na to liczę) dyskusji nad dziennikarstwem obywatelskim, którą ledwie zapoczątkowałem. Ksiądz Józef Tischner napisał: „...nienawistnicy rozkoszują się już samym podejrzeniem, gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych, szperają we wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości, poszukując ciemnych, zagadkowych historii, które pozwalają im odpływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości, rozrywają nasze rany, rozkrwawiają od dawna zagojone blizny, czynią złoczyńców z przyjaciela, żony, dziecka i z wszystkiego, co dla nich najbliższe.” Jakże często słowa te odnieść chce się do dziennikarzy etatowych, którym pojęcie empatia społeczna jest obce. I nie dotyczy to tylko dziennikarzy, publikujących w tabloidach!

Dziennikarstwo obywatelskie – mam nadzieję nie zniży się nigdy do poziomu tabloidowego. I w tym moja nadzieja na wznowienie społecznej debaty o sprawach obywatelskich. Mamy szansę stać się nie uzupełnieniem dziennikarstwa zawodowego, ale jego alternatywą. Mamy szansę stać się społeczeństwem prawie obywatelskim.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 15.12.2007 17:47

Aha...W pwlni zgadzam się z Mirnalem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.12.2007 17:43

Nie od razu Kraków zbudowano.Żeby być dobry dziennikarzem,nawet obywatelskim trzeba najpierw troche pobłądzić....Nie wszystkie teksty od razu będą dobre.

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Dziennikarze Obywatelscy. Kim jesteście, a w zasadzie kim jesteśmy?*
(pierwszy podtytuł) - wystarczy *obywatelscy*.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chłopie, czy nie widzisz proceduralnego błędu polegającego na tym, ze nie tylko złe teksty są (mogą być) odrzucane, ale np. z innych powodów? I co za różnica, że (jak na pewnym filmie) pewien facet, aby uniknąć zwolnienia, podał się za geja, aby go nie zwolniono z pracy z oczywistych powodów? Jeśli mnie Red. nie lubi, to nie puści jakiegoś tekstu nie dlatego, ze jest zły. Pomyśl nieco...
Ale ten problem został załatwiony - piszę w innym miejscu (jak dawniej), a tu tylko podyskutuję sobie z kulturalnymi Autorami i Redaktorami. W końcu jest tylu lepszych pisarzy... No i trochę poprzyczepiam sie do ortografii - w końcu ktoś musi dbać o jp, skoro zawodowcy przepuszczają...

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. Na miejscu moderatora puszczałbym każdy tekt, który spełniałby warunki procedur, których nie ma. A po punktacji luda widziałbym, który tekst się podoba, a który nie robi furory (pozytywnej). Mieliśmy taki przypadek ostatnio i co się stało? Wymiana zdań i doświadczenia, autor drugi raz się zastanowi i staranniej napisze. Czyli po pierwsze - przyjazność wobec każdego tekstu. I tym bym się kierował. Gdyby mi wydawca zwrócił uwagę, że jestem "za dobry" dla ludków, to wóczas pewnie bym ostrzej selekcjonował w obawie o utratę roboty. Ale jak rozumiem, nie ma takiej dramatycznej sytuacji.
2. Czytałem tu pretensje innych pisarzy i myślę - a cóż by się takiego stało, gdyby ich teksty ukazały się? Czy by to ich zachęciło do częstszego pisania, czy by raczej zmniejszyli wydajność? Odpowiedź wydaje się oczywista.
3. Jeszcze tu nikt inaczej nie napisał, że "widziałem Twój tekst i dobrze, że wyleciał". A kimże chłopie jesteś, że oceniasz moje artykuły - dobre są czy złe? Zakładasz, że jesteś recenzentem? To napisz, czy wszystkie teksty od Redakcji byś puścił?
4. Jeśli piszę o literówkach (rzadko), to przy okazji i tak komentarza, zatem o co Ci chodzi? Że redaktorzy nie powinni popełniać literówek? Przecież nie zwracam uwagi amatorowi , ale zawodowcowi. Przecież to Redakcja zamieściła wykaz/listę błędów najczęstszych do wystrzegania się. I nawet jeśli jest to rodzaj wymądrzania to dlaczego mnie chcesz tej przyjemności pozbawić - przeciez ci Redaktorzy w swoich uwagach czynią to samo, ale do tego mają władzę i możliwość niepuszczenia tekstu. Więc nie zabieraj mi tej drobnej przyjemności. Chyba widzisz różnicę pomiędzy satysfakcją złapania na błędzie poczatkującego dziennikarza obyw. w wieku 17 lat i wczoraj zapisanego, a etatowego redaktora? Oni mają satysfakcję, że dają 4:3 dla piórka, a ja że wyłapuję im błędy. Każdy ma jakieś małe radości... Zresztą także wdają się w pyskówki i złośliwe uwagi, co im nie przynosi chluby... (patrz ostatnia wymiana zdań, w której ja wcale nie uczestniczyłem)
5. Wojenki? Wojenki są tylko wówczas, kiedy ktoś wdaje się w szarpaninę, a mógłby sprawę załagodzić. To jest obustronne dolewanie oliwii do ognia. Jaką wojenkę rozpętałem - że zwróciłem uwagę na przestanki i ktoś się dał wyprowadzić z równowagi? Obywatelskie i kulturalne wychowanie wymaga przełkniecia słusznej choć irytującej uwagi...
6. Ile wg Ciebie zgłosiłem błędów na W24? Ze 100 albo i 200? I to najczęściej przy okazji i tak "zwykłego" komentarza, zatem o co Ci biega?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie jest tajemnicą, że Agata nie pała do Ciebie szczerą, bezinteresowną miłością, więc potraktuj to jak wypowiedź młodej redaktorki, która starszego nie chciała. Z biegiem czasu ustalają się relacje między redaktorami a autorami i mnie właściwie nie obchodzi to, o czym piszesz na forum, tj. czy naczelny redagował kiedyś, nie wiem, Łódzkie Seksnowiny, albo czy Urban był idolem Doroty P. Poznajemy ich poprzez moderację i wypowiedzi na forum, czasem artykuły i ja mam już wyrobione zdanie na temat każdej osoby w redakcji. Tak jak już mówiłem wcześniej - jeden odrzuci, drugi przyjmie. Tak też bywa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, przekonałeś mnie, bo już się przychylałem do propozycji AŚ. To co napisałem to na podstawie poprzednich uwag innych Czytelników nic nowego specjalnie nie dodając, ale im takich intratnych propozycji nie dawano...
A ludzie pracują tak ciężko, nawet do trzeciej nad ranem. Proponuję więcej szacunku dla redaktorów. Przecież to poświęcenia czasu i energii to dla nas, dla wschodzacych gwiazd dziennikarstwa ob. Może wśród nas są następcy Mistrza RK? Może Jemu także kiedyś także dawano propozycje, ale się uparł?
Adamie - co innego męczenie tekstu, a co innego wysłanie autora do kilku ludzi na wywiad. Samo moderowanie tesktów to ciężka robota i pewnie niezbyt wdzięczna i do tego raczej nie mam uwag, a przynajmniej nie w sposób wybiegający poza inne oceny. Stąd moje naciski na ustalenie procedury, ale jak ktoś coś proponuje, co jest normą w dem. państwie, to otrzymuje propozycję "rozejrzenia sie po sieci"... O, i to świadczy o poziomie dziennikarstwa obyw.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnalu, ależ tu jest właśnie niespotykana gdzie indziej możliwość, żeby na przykład skrytykować fatalny tekst napisany przez profesora i wykładowcę socjologii, prezesa fundacji, redaktora sms, redaktora naczelnego, Mirnala, agatas i wszystkich, którzy przejdą przez etap moderacji. Wierz mi - mam pogląd moderacji - że takie bzdury, jakie w moderacji się widuje, to jest kosmos. A czasem są rzeczy zbyt osobiste. Albo zbyt wulgarne. Albo zupełnie niezrozumiałe. Jakby to wszystko miało iść równo, to by tu był totalny bajzel. Dla mnie każdorazowe zwrócenie tekstu jest wyzwaniem: o, ja wam teraz pokaże. Kiedy wymęczałem tekst o Warszawie, to wymiana uwag była dwa razy dłuższa niż sam artykuł. Ale w końcu poddali się;) Gdyby któryś z Mistrzów pióra opublikował coś słabego na W24, każdy z nas mógłby go skrytykować. To już jest coś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnal, skoro "nie czujesz się spełniony" na link proponuję poszukać swojego miejsca w sieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę Państwa!
My, Polacy, lepiej sobie radzimy z górnolotnymi sprawami, niźli z kwestiami niższego rzędu. Piękne teksty i plany. Ale procedur nikak nie można napisać, a procedury to najważniejsze trybiki poza, oczywiście, warsztatem.
W komunie także mieliśmy wspaniałe hasła. A w sklepach *klient, nasz pan!*. A jaki był rozziew pomiędzy praktyką a teorią to pamiętamy. *Podobnie tutaj - dziennikarstwo obyw. to my/wy*. Ładne słowa, dopóki piszemy o wyniku meczu albo o złamanej nodze pilkarza i nie ma konfliktu.
Tworzymy zręby demokr. społeczeństwa obywatelskiego z regulaminem umożliwiającym odrzucenie tekstu bez podania przyczyn? Chyba przepisano z rosyjskiego ukazu sprzed I w.św... I żadnej procedury odwoławczej?
A część z nas powie - odrzucono tekst, bo był mętny i mało wartościowy. I nikt nie zaprzeczy, bo jak? Większość nie czytała. Większość zasugeruje się zdaniem tych co czytali. Większość nie ma zamiaru kłocić się i bronić kogoś bo w imię czego? Braterstwa pióra? Większość nie ma na to ani czasu, ani energii, ani chęci - wolą pisać koleny artykuł. Jest oczywiście różnica w stosunku do starych zwyczajów - można dyskutować, pomstować, krytykować i to jest niezaprzeczalny plus. Ale często właśnie taka możliwość usypia czytelników - patrzecie, oni nie kasują, emitują wypowiedzi, to na pewno mają rację, a agitatorzy niepotrzebnie mieszają. Ile takich wypowiedzi tu widywałem... Ale większość to nawet nie czepia się mieszaczy - jadą sobie spokojnie licząc, że od nich konduktor nie weźmie zbyt wielkiej dopłaty podczas podróży z niedopracowanym bagażem. Bowidzą,że jakktoś za głośnokrzyczy itarguje się o mniejsza dopłatę dobagazu,to potem go widują nakorytarzu,bo jakoś nie ma miejsca w przedziale.
Wspominano tu o dużym nawale pracy, zatem jak wytłumaczyć wielkie poświęcenie czasu na poprawki ze strony Redakcji, piętrzenie porad, wyjaśnień (a masa roboty czeka) i na koniec tekst przepada, bo autorowi nerwów i chęci zbrakło. Ktowówczastraci? Chyba dz. obyw. nie polega na wyciąganiu dobrego artykułu na bardzo dobry poziom, kiedy masa także dobrych teksów czeka na moderację i pomału ich świeżość bywa przeterminowywana.
Nazwa dz. obyw. bywa tu stawiana na piedestał, jest przeszacowana. Większość wstępujących na W24 chce sobie w ramach wolnego czasu popisać swoje teksty, które zostana w sposób przyjazny i fachowy przejrzane i zamieszczone -dla własnej satysfakcji i dla nawiązania czasami kontaktów. I większość w tej hobbystycznej zabawie nie zdaje sobie sprawy, czy to jest dz. obyw. Ja tę nazwę poznałem tutaj - pzredtem o niej chyba nawet nie słyszalem. Jak z prozą - można nie wiedzieć, że gadamy prozą, a można całkiem niezłe teksty pisać.
A dziennikarstwo ob. to przede wszystkim radość tworzenia. Redakcja powinna puszczać każdy tekst, który nie ma błedów i nie ma wyzwisk czy wulgariów. Więcej przerobi w ten sposób i Redakcja i więcej będzie autorów zachęconych możliwościami edycji na W24. Czy Redakcja ma jakieś limity w pojemności superpamięci? Czy chodzi o enigmatyczne pojęcie wysokiego dziennikarskiego poziomu? No bo kto, przepraszam, ocenia. Jeśli idę do lekarza, to teoretycznie mam dostępny jego dyplom. Kto mialby oceniać np. tekst p. Kapuścińskiego, który zjadł zęby na pisaniu i miał dojrzały wiek? 20-25-latek? Z jakimi papierami? I pytanie - czy wybrane teksty Mistrza nie zostalyby zatrzymane, gdyby Redakcja nie wiedziała, że to Mistrza? Wszystkie Jego wypowiedzi były nieskazitelne, niekontrowersyjne, nienaganne? I dlatego takie genialne? On także miał kiedyś 25 lat i co? Żadnego zatrzymanego tekstu? I kto Go sprawdzał - także25-latek?
Niektórzy pisali - nie ma obowiązku tu zamieszczania (w domyśle - a idź sobie gdzieś indziej i tam zawracaj innym głowę). I co? To jest postawa dzien. obyw.? Można by odpowiedzieć - przecież nie ma przymusu czytania i komentowania. W papierowej gazecie także redaktor sportowy nie musi kochać redaktora od spraw psychologicznych, kulturalnych, naukowych itp. Mijają się w drzwiach i tyle.
W przyjaznej W24 powinna być zasada - żyj i daj żyć innym (pisz i daj pisać innym).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.