Facebook Google+ Twitter

Słowa, słowa, słowa. Wciąż nam obce...

Język obcy zaczynamy naprawdę poznawać dopiero wtedy, gdy nasz wydany w Polsce słownik okazuje się bezradny, a po sięgnięciu do jednojęzycznego okazuje się, że nie potrafimy znaleźć polskiego słowa, które odpowiadałoby szukanemu.

Nawet w słownikach panuje pewna niekonsekwencja... / Fot. AKPAEskimosi mają podobno kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt słów określających odcienie bieli, czy raczej kilkanaście kolorów, które dla nas sprowadzają się do jednego. Osobliwości (z zachodniego punktu widzenia) języków indiańskich to też nieprzebrane źródło ciekawostek. Ale słów i wyrażeń, których nie da się łatwo (czyli oddając treść równie krótko) przetłumaczyć na polski, nie musimy szukać aż tak daleko.

Proponuję wakacyjną zabawę w wynajdywanie tego, co w obcych językach trudno przekładalne na polski, bo w naszym kraju nie występuje albo (właśnie z braku odpowiedniego słowa czy wyrażenia) jest słabo zauważalne. Filologów proszę o wyrozumiałość albo nieczytanie dalej, bo sama filologiem nie jestem i podchodzę do tematu całkowicie nieprofesjonalnie.

Pozostając w morskich klimatach...

Jak nazwalibyście osobę, która chodzi po plaży i szuka przydatnych (i nadających się do sprzedania) rzeczy wyrzuconych przez morze? Nie można wykluczyć, że ktoś z Pomorza potrafi jednym słowem określić takiego jegomościa, ale ja nie. Po angielsku to beachcomber.

Pozostając w morskich klimatach…. Czy zdarzyło wam się wykonywać następującą czynność? Zamiast pływać albo unosić się na wodzie, decydujecie się na coś pośredniego – dzięki poruszaniu nogami (trochę tak jakbyście jechali na rowerze tylko w sposób bardziej nieskoordynowany) unosicie się w jednym miejscu zachowując pion. No właśnie, tylko jak to krótko podsumować? W angielskim wystarczy wyrażenie - to tread water.

Tu mógłby wtrącić się filozof i zapytać czy to, co nienazwane, istnieje. Czy jesteśmy w stanie dostrzec jakiś problem, jeśli nie potrafimy go opisać? Ale ktoś nastawiony zdroworozsądkowo dojdzie do wniosku, że Polacy także dostają white elephants – rzeczy nieprzydatne, niechciane, kłopotliwe, a drogie. I także cierpią z powodu back-seat drivers – pasażerów, którzy wyznaczają sobie rolę Wujka Dobra Rada albo pilota rajdowego i (najczęściej w dobrej wierze) pouczają kierowcę. No, ale u nas kierowanie z tylnego siedzenia ma konotacje polityczne…

Jak patrzeć pożądliwie

A jeśli już o polityce, zatrzymajmy się przy wyrażeniu lame duck. Oznacza ono polityka, którego kadencja niedługo się kończy i który z tego powodu robi się mało aktywny i przestaje podejmować ważne decyzje. Problem znany też w Polsce, więc może warto byłoby spopularyzować „kulawą kaczkę” w publicystyce? Zwłaszcza, że w języku polskim to wyrażenie miałoby dodatkowy smaczek…

Po angielsku bardzo wiele można powiedzieć lub napisać zużywając mniej atramentu, a nie tracąc nic z treści. Moim faworytem jest chyba czasownik to trespass. Żeby wyrazić znaczenie tego jednego słowa (wchodzić na prywatny teren bez pozwolenia), w języku polskim, potrzeba jakichś sześciu słów! I można sobie zadać pytanie czy ten brak odpowiednika nie jest znaczący i nie stanowi dowodu bardziej swobodnego stosunku do cudzej własności?

W angielskim zachwyca bogactwo czasowników oznaczających różne sposoby patrzenia, chodzenia, uśmiechania się, śmiania. To glare to patrzeć ze złością, to ogle pożądliwie, z seksualnym zainteresowaniem, to grin uśmiechać się szeroko, to trudge – iść powłócząc nogami, ciężko, z wysiłkiem Co za oszczędność przysłówków!

Kto dorzuci inny przykład?


Czego w takim razie nie mają Anglosasi? Im dłużej uczę się angielskiego, tym silniejsze są moje podejrzenia, że brakuje im fioletu, a przynajmniej że jest to kwestia wielce skomplikowana. Nawet w słownikach panuje pewna niekonsekwencja. Czasami na odpowiednika polskiego fioletu typowany jest angielski purple, a czasami angielski violet (który dla nich oznacza bluish-purple albo purplish-blue). Ale przecież violet to też fiołek, a w języku polskim mamy kolor fiołkowy, o którego odrębności od fioletowego najlepiej świadczy fakt, że oczy mogą być fiołkowe, ale nie fioletowe. A purple? Z jednej strony jest to kolor, który powstaje ze zmieszania niebieskiego i czerwonego, tak jak fioletowy. Lecz jeśli założymy, że znaleźliśmy „nasz” fioletowy, to co począć z „naszą” purpurą?

Na jakie słowa czy wyrażenia, które odkrywają przed Polakiem nieznane aspekty rzeczywistości, Wy natknęliście się w obcych językach? Rozwijajcie temat. Koniec końców chodzi o to, by język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa, więc warto wzbogacać swoja postrzeganie świata o zjawiska, których nie umieliśmy wcześniej zauważyć, bo nie umieliśmy ich nazwać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

albo "je croise les doigts" co oznacza "krzyżuję palce" zamiast "trzymam kciuki" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Francuzi też mają takie "kwiatki" np. mają specjalny czasownik na wyrażenie "mało brakować żeby" (faillir), zamiast w błoto wyrzucają pieniądze przez okno (jeter l'argent par la fenêtre). Oprócz tego zdarza się, że czasownik, który po polsku jest zwrotny po francusku wcale nie i na odwrót. Na przykład Francuzom nie wystarczy, że siedzą. Oni "siedzą się" (s'asseoir), ale za to nie "zastanawiają się" tylko "zastanawiają" (réfléchir) ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za wyjaśnienie. Zgubił mi się ten Twój artykuł i dopiero teraz to odnalazłam :) Teraz sobie wpisuję w zapamiętanych :)
Czyli rozumiem, że mist to typowa polska mgła (kiedy jest mgliście, ale nie ma znacząco ograniczonej widoczności), fog to mgła że oko wykol, albo inaczej mleko, a haze, to mgiełka, np. taka poranna? :)
Ogromne dzięki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

.

Komentarz został ukrytyrozwiń

wolę oglądać foty niż czytać teksty (he, he, he....) jednak nie żałuję , że się "zmusiłem" :))))))))) świetny tekst (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

jeśli chodzi o mgłę to są zasadniczo trzy jej rodzaje - mist to powiedzmy "normalna" mgła, fog to gęste mist, a haze to lekkie mist, zwłaszcza taka mgiełka nad horyzontem, która sprawia, że widnokrąg jest rozmyty.
jeśli dawać wiarę stereotypom to w WB jest mglisto, więc nic dziwnego, że pojawiła się taka klasyfikacja :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sam uczę się dwóch języków obcych i z chęcią przeczytałem ten dobry artykuł (+). Zwroty podane w tekście może przydadzą się w życiu;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobno w języku angielskim istnieje kilka różnych określeń na mgłę i każde oznacza jej inny rodzaj. Ciekawe, czy wiesz, na czym polega różnica? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za inteligentny artykuł. Bardzo przyjemnie się go czyta. W angielskim faktycznie istnieje sporo słów pozwalających uniknąć stosowania pełnych wyrażeń.
Beachcomber podejrzewam, że jest słówkiem wynikającym z innych okoliczności życia.
Anglicy, podobnie jak Irlandczycy, jako wyspiarze mieli sporo możliwości zbierania skarbów pochodzących ze statków, które rozbiły się niedaleko ich wybrzeży.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemysławie - nie mam zamiaru negować bogactwa języka polskiego. Tylko, że nam, jego stałym użytkownikom, trudniej je zauważyć, poza oczywistymi rzeczami takimi jak np. znacznie większe możliwości tworzenia zdrobnień i zgrubień.
Musimy poczekać aż więcej obcokrajowców zacznie się uczyć polskiego. Wtedy na pewno wyłapią rożne smaczki ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.