Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3837 miejsce

Słowacki najazd na Podhale

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-07-29 08:04

Do niedawna Polacy jeździli na wielkie zakupy na Słowację. Przywoziliśmy od sąsiadów niemal wszystko: zabawki, słodkości, tenisówki a przede wszystkim alkohole, bo po drugiej stronie granicy można było je kupić taniej. Teraz jest odwrotnie.

Słowacy rozkochali się w zakupach u nas, szczególnie w dużych sklepach i na targowiskach, których na Podhalu nie brakuje.
– Trudno nawet wymienić czego u nas nie kupują. Przyjeżdżają po artykuły codziennego użytku, po odzież i po materiały budowlane – mówi kapitan Marek Jarosiński, rzecznik prasowy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej.
Słowaków spotkać można przede wszystkim na targu w Nowym Targu i w przygranicznej Jabłonce.
Najwięcej Słowaków odwiedza sobotnie jarmarki, szczególnie po 10 każdego miesiąca, czyli popularnym w ich kraju terminie wypłaty. W większości są to mieszkańcy przygranicznych miejscowości – Kieżmarku, Dolnego Kubina, Żyliny, a także Popradu.
Według danych z przejść granicznych z ostatnich lat, zdarzają sie soboty, gdy podhalańskie granice przekracza 20 tys. Słowaków i więcej.

Macie lepsze podejście do handlu

Sobotni jarmark w Nowym Targu, dochodzi południe. Na placu przed dawną bursą im. Kostki Napierskiego Słowacy pakują do autokarów zakupione na jarmaku towary.

– Polacy cały czas mają lepsze podejście do handlu niż Słowacy – mówi Jozef Zahradar z Kieżmarku. – Kiedy się kupuje więcej, chociażby wody mineralnej, dają upust. U nas bardzo rzadko uda się coś utargować. Jeździmy do Nowego Targu przede wszystkim po produkty spożywcze – konserwy rybne, ciastka. Ale nie tylko. Taka skóra owcza z merynosa u nas w Ikeii kosztuje 2100 koron, w Nowym Targu około 600. Różnicę widać gołym okiem. Wielu z nas korzysta też z przedstawicielstw firm polskich, jakie działają na Słowacji. Na przykład w Dolnym Kubinie jest sklep z polskim oknami i drzwiami.

Stefan Vantroba z Popradu przyjeżdża tu po warzywa. Na nowotarskiej targowicy kupuje korniszony i ziemniaki.

– Do Nowego Targu przyjeżdżam praktycznie co miesiąc. Kupuję warzywa, bo się opłaca. Tutaj ziemniaki kosztują 1,20 zł, a u nas 16 koron, czyli ok. 1,60 zł. Ogórki wychodzą u nas 2,50 zł, a tutaj około 1,60. Trzeba przyznać, że te wasze produkty są nieco lepsze w smaku od naszych. Lepsze są słodycze, ciastka. Takiego dużego kalafiora nie dostałby pan u nas – pokazuje na stoisko z warzywami.
– Zakupy na jarmarku w Nowym Targu to domena słowackiej klasy średniej – uważa Jan Prehrada z Żyliny. – Kogo stać na zakupy, robi to na miejscu, na Słowacji. Trzeba jednak przyznać, że największym magnesem jest na nowotarskim jarmarku ogromny wybór towaru – dodaje.

Słowak to dobry klient

Naszej rozmowie przysłuchuje się jedna z handlarek warzywami. Jak mówi, 70 proc. jej klientów to Słowacy.

– Teraz w lecie przyjeżdżają po owoce i warzywa, które z tego co wiem są średnio nawet 40 procent tańsze niż u nich – mówi. – Nie tylko cena przyciąga ich na jarmark, ale przede wszystkim jakość. Takich ogórków, pomidorów czy kalafiora na pewno nie kupisz pan w najlepszym supermarkecie słowackim. Nie wiem z czego to wynika, może z innego systemu produkcji rolniczej na Słowacji. Polskie wyroby są u nich naprawdę lubiane. Może to jest dobra prognoza, że jak wyrobimy sobie markę, może dalej będą kupować polskie produkty, nawet kiedy będzie się im mniej opłacało przyjeżdżać do Nowego Targu – dodaje.

Słowacki raj turystyczny

Odkąd po obu stronach granicy wyrównały się ceny alkoholi, nasi rodacy wybierają się na zakupy znacznie rzadziej, choć oczywiście zdarzają się smakosze rozlewanych na Słowacji trunków (zwłaszcza piwa), którzy nie wyobrażają sobie wieczorów bez Złotego Bażanta albo Kelta.
Stefan Vantroba przyznaje, Polacy na Słowację nadal wybierają się głównie po alkohol. – Interesują ich przede wszystkim markowe wódki, koniaki, brendy – mówi.
Jednak przede wszystkim jeżdżą dziś na Słowację w celach turystycznych, aby zobaczyć Tatry od południowej strony, zachwycić się dzikim pięknem Słowackiego Raju, odwiedzić termalne źródła we Vrbovie, odbyć bajkową podróż do ojczyzny dobranockowego rozbójnika Rumcajsa, ale przede wszystkim na baseny termalne i do parków wodnych.
– Raz w miesiącu jestem w Oraivcach albo w Tatralandii – przyznaje Piotr Kolasa, pracownik hurtowni spożywczej w Nowym Targu. – Jadę z dziewczyną na dzień dwa Jest blisko, poza tym, gdzie u nas na Podhalu można fajnie odpocząć nad wodą? Jezioro jest brudne, w rzekach nie wolno, a co to za przyjemność siedzieć w upalny dzień na krytym basenie. No i jest, co tu dużo mówić, taniej i lepiej.

Ponad połowa to Polacy

Podróżując w czerwcu w słowackich aquaparkach nie mogliśmy wyjść ze zdumienia: Besenova, Tatralandia, Aquacity – w każdym z tych kąpielisk trwała rozbudowa – nowe baseny, centra rekreacyjne, sauny. Słowacy nie ukrywają, że stawiają na turystów z Polski, zresztą Polaków można tam spotkać na każdym kroku – stanowią od 50 do 80 procent klienteli słowackich aquaparków. Informacje, menu, strony internetowe w języku polskim, obsługa biegle władająca naszym językiem, to już codzienność.
Minie trochę czasu, zanim Podhale stanie się konkurencją turystyczną dla Słowacji. Zakopiański aquapark ma zostać otwarty w grudniu, centrum z basenami termalnymi w Bukowinie Tatrzańskiej jest jeszcze w powijakach, a o głośnym przed rokiem projekcie – polskie Oravice – w Bańskiej Niżnej jakoś ucichło.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.