Facebook Google+ Twitter

Słowacy wycofali ze swych sklepów skażony, polski drób

Słowackie supermarkety wycofały ze sprzedaży polskie mięso, które zostało zakażone salmonellą. Za eksport mięsa odpowiedzialna jest firma Virema Trade z Galanty. Inspektorat weterynarii podjął śledztwo, by poznać przyczyny skażenia.

Domena publiczna- http://visualsonline.cancer.gov/details.cfm?imageid=2402 / Fot. Doodledoo/ wikipedia.pl W ostatnich tygodniach na Słowacji wybuchł "mięsny" skandal. Kilkadziesiąt ton sprowadzonego z Polski drobiu trafiło w ręce konsumentów. Zatrute salmonellą mięso pojawia się w coraz większej ilości supermarketów. Najważniejsze pytanie brzmi: kto jest odpowiedzialny za zatwierdzenie do sprzedaży wadliwego towaru?

Trzeba pamiętać, że eksportowane mięso zawsze przemierza długą drogę, więc powodów skażenia może być dużo. Mimo wszystko, to producent mięsa zatwierdził niezdrowy drób i przekazał go do sprzedaży i to on jest winny za taki stan rzeczy. Po blokadzie produkcji, zgodnie z procedurami, trwa wnikliwe śledztwo, zaczynając od przeprowadzenia badań wyprodukowanego drobiu.

- Inspekcja weterynaryjna, na podstawie obowiązujących przepisów nadzoruje i weryfikuje jedynie 10 proc. eskportowanego mięsa - mówi Wiadomościom24 Jarosław Naze, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii w Polsce. - Podobne badania odbywają się bardzo często, a ryzyko skierowania skażonego mięsa do sprzedaży jest małe - dodaje Naze. Tym razem jednak firma producencka popełniła błąd, a do sprzedaży trafiło aż kilkadziesiąt ton drobiu.

Co na to Inspektorat Weterynarii? - W Unii Europejskiej od paru lat istnieje Wspólny Program RASFF, na mocy którego trwa współpraca sanitarna pomiędzy państwami członkowskimi. Oznacza to, że jeśli towar jest w słowackich sklepach, to nadzór nad tym ma słowacka Inspekcja Sanitarna. Polska nie może ingerować w służby sanitarne innych krajów. Być może to słowacka strona nie zatrzymała skażonych produktów w odpowiednim czasie - wyjaśnia Jarosław Naze.

Na mocy programu, zakażone mięso zostaje zatrzymane w produkcji, a następnie zaczyna się szereg różnych badań. Całe dochodzenie jest bardzo czasochłonne, więc na poznanie przyczyny skażenia będziemy musieli jeszcze poczekać. Badanie nad samym wykryciem salmonelli w drobiu trwało 48 godzin, ale potem trzeba ustalić jeszcze gatunkowość i typ owej salmonelli. Ponadto trzeba przeprowadzić wszelkie wymazy i badania, aby sprawdzić w którym miejscu doszło do zakażenia i poddać wadliwe wyroby destrukcji.

- Faktem jest jednak, że systemy bezpieczeństwa w UE starają się przede wszystkim ochronić człowieka. Oznacza to, że odpowiednie organy pracują nad zmniejszeniem ryzyka zatrucia drobiem przez ludzi do minimum. Warto zauważyć, że do tej pory żaden człowiek nie zaraził się produktami firmy (Virema Trade z Galanty - przyp. red.) i zapewne się już nie zarazi - mówi Jarosław Naze. - Ludzie zazwyczaj gotują lub smażą mięso, a takie działanie całkowicie usuwa z mięsa bakterie salmonelli - dodaje.

Sprawa jest cały czas w toku, a firma producencka podjęła natychmiastowe działania. Zakład musi jednak pamiętać, że jeśli zostanie podjęte postępowanie cywilne, to firma może zostać ukarana finansowo, albo może się rozpocząć dochodzenie prokuratorskie.

Drób trafił do sprzedaży na terenie całej Słowacji, jednak natychmiast zarządzono wycofanie innych skażonych partii ze sprzedaży. Został stworzony specjalny punkt, w którym konsumenci mogą zwracać mięso, nawet bez dowodu zakupu. Polacy nie powinni czuć się zagrożeni, nie odnotowano też podobnych przypadków wykrycia skażonego mięsa w naszym kraju. Należy jednak pamiętać, żeby pod żadnym pozorem nie jeść surowego drobiu, a wówczas ryzyko zatruciem jest niemal zerowe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

I tak będziemy tracić rynki zbytu, a potem narzekać .
Producent na pewno miał te wszystkie nadęte certyfikaty jakości, świadectwa bezpieczeństwa żywości (ISO 2001, HACAAP) a i tak robił jak chciał.
"Bo procedury, proszę państwa są po to by je omijać"

Komentarz został ukrytyrozwiń
Piotr Wierzbicki
  • Piotr Wierzbicki
  • 26.11.2010 20:57

Mączka kostna, powodująca chorobę szalonych krów została wycofana na "Zachodzie". Kilka lat temu sam byłem świadkiem rozładunku tej mączki w Stepnicy w ilości 800 ton z przeznaczeniem na paszę.
Więc nie tylko pod katem Salmonelli powinno się badać mięso.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.