W zalewie tekstów, utrzymanych w konwencji kondolencji, dochodzi do nadużyć. Z abp. Życińskiego robi się męczennika. "Był nierozumiany", "cierpiał", "wyrastał ponad otoczenie, które nie ułatwiało mu życia".
Zobacz także:
Artykuły
(95)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.02)
Miejscowość: opole | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Eryk pomorski 13.05.2011 09:42
Dopiero teraz o tym typie zaczniemy pisać. Łapówkarz, ganił potwornie księży, despota, który ma nawet krew ludzką na rękach. Postać, która nie uznawała kompromisu i działała w oparciu o pomówienia. Zamieszany łapówkrsko w sprawę Biecza.
Jadwiga Kowalczyk 11.02.2011 13:58
Słow zmarłego słuchałam zawsze z zainteresowaniem. To, że "... żaden z biskupów, których inspirował lubelski hierarcha, nie dorównuje mu."
- to święta prawda.
Rafał Gdak 11.02.2011 09:41
Marcinie. Z lubelskiej perspektywy to trochę inaczej wygląda, dlatego nie protestuję przeciwko temu nagłemu przypływowi miłości do biskupa, bo pośmiertnie odbiera to, co mu się niejako należało. Dość często na ulicy słyszałem prymitywne ataki na metropolitę, przekręcanie jego nazwiska wg. antysemickiego klucza i to wszystko z ust ludzi mieniących się członkami Kościoła. Pamiętam też kobietę, które z uporem maniaka stała pod Bramą Krakowską z transparentem, na którym biskupa określała najgorszymi epitetami, sama mając się za ortodoksyjną katoliczkę.
Miałem kiedyś okazję polemizowania na łamach Przeglądu Powszechnego z jednym z redaktorów tegoż magazynu, nota bene jezuitą. Choć na innych polach zasadniczo zgadzaliśmy się, w ocenie Życińskiego różniliśmy się tym, że ów jezuita, choć lublinianin po latach poza miastem ten kontekst pominął. Trudno arcybiskupa oceniać zapominając o ważnym lubelskim epizodzie jego życia.