Facebook Google+ Twitter

Słowo o amerykańskiej tarczy w Polsce

Tak naprawdę nie wiem czemu i komu ma służyć tarcza, którą Stany Zjednoczone chcą zamieścić na terytorium Polski. Stanom Zjednoczonym na pewno, ale czy mieszkańcom kraju nad Wisłą również?

Tak naprawdę nie wiem czemu i komu ma służyć tarcza, którą Stany Zjednoczone chcą zamieścić na terytorium Polski. Stanom Zjednoczonym na pewno, ale czy mieszkańcom kraju nad Wisłą również?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest rok 2006, USA decydują się na zaatakowanie Iranu, który jest ich głównym nuklearnym wrogiem. Potrzebują jednak do tej wojny bazy wyrzutni tarcz antyrakietowych. George  / Fot. Fot. PAP/EPA/MATTHEW CAVANAUGHBush dzwoni do prezydenta Polski. Wychodzi z propozycją lokacji elementów tarczy. Daje nam czas na zastanowienie...

Oferta USA jest kusząca. Ameryka ma ogromne znaczenie na arenie międzynarodowej i chociażby już z tego powodu trzeba raczej pozytywnie rozpatrzyć jej ofertę. Polska może w końcu przemóc swój kompleks europejskiego zaścianka i uczestniczyć w przedsięwzięciu światowej wagi. Jednak chęć tego przełamania się Polaków przypomina mi trochę nieucywilizowanego człowieka, który został zaproszony na wykwintny bal i który przygląda się zestawom srebrnych sztućców na suto zastawionym stole, nie wiedząc jak ma ich użyć.

Innym powodem, dla którego Polska pragnie przyjąć na swój teren amerykańską tarczę, jest transatlantycka przyjaźń, która łączy oba kraje - jesteśmy wszak najlepszym partnerem USA w Europie! Nie możemy tak po prostu powiedzieć "Sorry, but no". Prawdziwych przyjaciół przecież poznajemy w biedzie. Śmieszna sprawa, bo to raczej my winniśmy oczekiwać od Stanów pomocy w ramach tej przyjaźni. Starszy i silniejszy brat zwykł opiekować sie tym młodszym i słabszym, a nie pozostawić samemu sobie, a nawet wykorzystywać go. Żeby nie być gołosłownym przypomnę nie sfinalizowaną sprawę bezterminowych wiz dla obywateli kraju nad Wisłą. Ktoś powie "Jakie to wykorzystywanie! Coś za coś, tarcza za bezpieczeństwo". Owszem, ale przecież bezpieczeństwo przed Iranem może oznaczać niebezpieczeństwo przed Rosją, która przecież sprzeciwia się kategorycznie polsko-amerykańskiej ugodzie w sprawie tarczy (prezydent Rosji Władimir Putin we wczorajszym, ostatnim już noworocznym wystąpieniu do narodu był oburzony polskimi zapędami antyrosyjskimi). Coś za coś...

Swoją drogą Ameryka to dziwny kraj, gdzie mimo nasilających się aktów terroru z bronią w ręku (szkoła Amiszów, masakra w Wirginii) wciąż zezwala się każdemu obywatelowi kraju na posiadanie broni, na łatwy do niej dostęp (tylko w Stanie Nowy Jork potrzebna jest zaostrzona procedura, by dostać pozwolenie na "glocka". W reszcie stanów jest to proste jak w Polsce kupienie pudełka zapałek). Kraj, który przegrywając wojnę z Irakiem, mało tego, przyznając się do tej porażki!, chce zwiększyć swój kontyngent wojsk na Bliskim Wschodzie. Kraj, który ugrzązłszy w bagdadzkim bagnie wojny gotuje się na drugą, tym razem z Iranem. Czy ta Bushowska polityka zagraniczna nie jest chora? Czy Ameryka nie jest autobusem, prowadzonym przez szalonego kierowcę? Wreszcie czy do amerykańskiej dumy nie możemy mieć uprzedzeń?

Stany Zjednoczone to spadający kamień, który nabiera prędkości, którego nic nie jest w stanie zatrzymać, a który prędzej czy później rozłamie się na pół, uderzając o podłoże. Nie jestem przeciwny umieszczeniu na terenie Polski elementów chroniących przed inwazją Iranu. Tylko nie możemy dać ponieść się emocjom, czyjejś wyższości, brakowi własnego zdania, presji czasu. Gramy z Ameryką w szachy, ale tylko ona jest zmuszona naciskać na stopkę zegara mierzącego czas. Musimy zrozumieć, że polskie pozbycie się kompleksu zaścianka Europy może polegać na zwłoce w tej sprawie, na tymczasowym powiedzeniu "nie" tarczy. Jeden nieprzewidywalny ruch komplikuje system, zmusza go do szukania nowych, bardziej optymalnych dla drugiej strony rozwiązań.

Słyszałem o wysuniętym przez słuchacza jednej z rozgłośni radiowych ultimatum - tarcza za wizy. Ale czy przyjaźń polega na licytowaniu się? A może skończmy z tą trochę sztuczną polsko-amerykańską przyjaźnią i stańmy w prawdzie, porozmawiajmy ze sobą z pozycji dwóch, a nie jednej strony. A jeśli nawet mój scenariusz, który przedstawiłem na początku nie jest prawdziwy, jeśli USA można i trzeba wierzyć. Jeśli to państwo jest naszym zbawcą? W takiej sytuacji możemy odłożyć wszelkie troski na bok, darować sobie zabawę w sztućce i chwyciwszy dłońmi ze stołu ochłap gorącego mięsa gryźć i połykać go zachłannie. Nieucywilizowani, bez własnej strategii, z tarczą, czy bez tarczy, ale na tarczy. Jednak szczęśliwi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Ale nie uważa pan, panie Przemysławie, że ta zależność Polski od USA jest trochę nazbyt poddańcza? Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.04.2007 16:53

Piotrze, to żart, prawda? Musielibyśmy mieć potencjał militarny równy rosyjskiemu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gwarancją polskiego stanu bezpieczeństwa powinna być Polska, a nie Stany Zjednoczone.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.04.2007 11:30

Jadwigo,
ja to postrzegam nieco szerzej. Jestem przekonany, że obecnie gwarantem naszego bezpieczeństwa są Stany Zjednoczone, a nie jakaś Unia Europejska, która np. nie kiwnęła palcem podczas konfliktu w Kosowie. Dla mnie więc ścisła współpraca z USA jest również korzyścią dla nas, bo nasza sytuacja jest nieporównywalnie inna choćby od sytuacji Hiszpanii, która z Iraku się wycofała.
Co do samej interwencji w Iraku, to ewentualne korzyści biznesowe mogą zaistnieć, ale być może nastąpi w dłuższej perspektywie i pewnie mało kto będzie o tym mówił. W perspektywie kilku lat dostrzega się tylko ofiary, a media też się wolą skupić na wybuchających bombach. Stąd to może być nieco złudny obraz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemysławie - ja nie wiem przed czym ma nas bronić tarcza, ale dla mnie jest to kolejny amerykański przyczółek wojskowy - w ich, bo nie w naszym interesie.
Interwencja w Iraku miała nam przynieść szalone korzyści biznesowe - pamietasz?. Narazie przynosi koszta ktore ponosimy wszyscy , a rodzinom - trumny z ciałami poleglych żołnierzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.04.2007 18:22

Jadwigo,
jeśli to jest vox populi, to ja to przyjmuję do wiadomości i ludem nie pogardzam, ale mam prawo się nie zgzadzać. Lud w Polsce może wierzyć, że nie ma grawitacji, ale to nie oznacza, że w związku z tym ludzie na południowej półkuli zaczną spadać głową w dół.
Mam również prawo do tego, żeby krytykować. Nie jestem, jak próbujesz ironizować, fachowcem w dziedzinie wojskowości i się nim nie czuję, ale zdaje mi się, że dowiedziałem się ociupinkę więcej od niektórych, bo chciało się coś tam przeczytać to i owo. Choćby to, że tarcza ma chronić również nas, a nie tylko USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znam argumenty "za" zebrane przez Węglarczyka. W zasadzie są to same "za". Pytanie jednak rodzi się natychmiast: skoro ma być tak dobrze, to jaki interes mają Amerykanie żeby w ogóle z nami negocjować? Na dodatek dawać dodatkowe korzyści? ( dane dla wywiadu, rakiety Patriot). Przecież kolejka innych krajów proszących o "darmowe bezpieczeństwo" powinna być długa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemysławie - jesteś fachowcem o ile pamietam i masz prawo znac sie na rzeczy. Ale jak takie sprawy widzi "naród" czyli człowiek zwyczajny i nieuczony? Tak własnie. I nie jest to kompromitacja tylko ogląd sprawy obywatelskiego laika. Ktory ma do tego prawo. Więc nie pogardzaj tak strasznie tym ciemnym ludem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.04.2007 12:22

Zwykle dyskusje laików o takich sprawach są kompromitującymi pokazami niewiedzy dyskutantów. Dla zainteresowanych tematem - polecam odwiedzić blog Bartosza Węglarczyka i poczytać argumenty (rzeczowe) na rzecz tarczy i dopiero próbować polemik. Pozwoli to na uniknięcie śmieszności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście. Plus. Niby dlaczego Polska miałaby się stać obiektem ataku polnocnokoreańskich czy innych rakiet? Posiadanie tarczy natychmiast z Polski taki obiekt uczyni. Bo walnięcie w nas, będzie sposobem na zaatakowanie Stanów. Naszym kosztem oczywiście.
Co zaś do tej "wielkiej przyjaźni" - oto jej najnowsza próbka - zamiast elegancko dać "przyjacielowi" eskortę w przelocie nad Irakiem, zawraca się samolot z premierem jakby przewoził groźny ładunek, lub terrorystów. Dobrze, że go nie zestrzelili w ramach operacji specjalnej.
Słysząc tę wiadomośc w radiu Zet o godzinie 6 rano rozpoczęłam dzień rozgłosnym śmiechem do lustra. Humor dopisuje mi w dalszym ciagu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.