Facebook Google+ Twitter

Ślub i Wniebowzięcie

Znajomi przysięgali sobie przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Sakrament nie gwarantuje trwałości związku. Daje tylko więcej szans.

Kilka miesięcy temu przeczytałam w tekście jednego z dzienników, że w ubiegłym roku rozwiodło się 65 tysięcy małżeństw. Bynajmniej nie dotyczy to tyko osób, które brały ślub cywilny. Coraz więcej bowiem par po ślubie kościelnym stara się o uznanie nieważności małżeństwa. W 2007 r. takie wnioski złożyło 10 tysięcy osób, podczas gdy pięć lat wcześniej - tylko 3 tysiące.

Trzeba mieć odwagę, żeby stanąć z kimś twarzą w twarz i z pełną odpowiedzialnością powiedzieć mu: „ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Przysięga ponad ludzkie siły, dlatego dodaje się: „tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”. Całe Niebo na pomoc. Nic dziwnego!

Człowiek nie może przewidzieć wszystkich swoich zachowań, nie wie co i kiedy zrobi. Bywa, że nasza ortodoksyjność kończy się w chwili bezpośredniego spotkania z czymś, co dotychczas było tak odległe, że aż nierealne. A tu – w kościele, przed Bogiem przysięgam komuś i jednocześnie sam przyjmuję jego przysięgę…

Podczas kazania ksiądz mówił, że celem człowieka jest Niebo. A dla tych dwojga właśnie zaczęło się swoiste Wniebowzięcie… Patrzyłam na nich, słuchałam kazania i pytałam - czy jest jakiś sposób na udane życie we dwoje? Nie ma. Jest tylko nieustanne szukanie właściwych dróg porozumienia, godzenie się przed zachodem słońca, robienie bilansu wydatków pod koniec miesiąca, tłumaczenie sobie i dzieciom, że Bóg nie jest daleko, jest po prostu inny.

Wyzwania życie: trudne, łatwe i te niewykonalne. Dla każdego to samo, bez taryfy ulgowej. Różnica polega na tym, że jedni decydują się na Boga w małżeństwie, a inni nie (z różnych względów). Nie piszę tego, by kogokolwiek przekonywać do wartości sakramentu małżeństwa, ponieważ są wartości w życiu, których nikt za nas ani nie przyjmie, ani nie uzna za wiarygodne. Co się zmienia w małżeństwie, jeśli jest przypieczętowane sakramentem? Z moich obserwacji wynika, że sakrament małżeństwa to ważny początek: idzie się we dwoje przez życie ze świadomością, że tam, w górze jest Ktoś, kto – w przeciwieństwie do naszych deklaracji - nie przestanie być. Gwarancja trwałości związku? Nie, ale jedna z szans na przetrwanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

i w tym rzeczy sedno!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla osób wierzących nie ma równoważnej alternatywy. Albo bierze ślub, albo od razu żyje w grzechu. Dlatego ślub jawi się jako konieczność. I absolutnie nie widzę w tym niczego negatywnego, wręcz przeciwnie. Po prostu jest to kwestia wiary.

Komentarz został ukrytyrozwiń

TAk. dla wierzących osob ślub daje większe szanse na przetrwanie zwązku.

Prawo jest jednak dla ludzi. Tak prawo cywilne jak i KKK,
Prawo służy ludziom, nie Bogu.

Pozdrawiam i miłej niedzieli

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anulacja. to nie zupełnie to samo co unieważnienie.
Po prostu ślub zawarto, ale pod wpływem błędu, który ujawnił sie po ślubie.
tzn. że gdyby ów " felerny warunek" strony znały , to by do słubu nigdy dojść nie mogło.


ślub kościelny ma li tylko znaczenie dla osób wierzących. wg. mnie ślubując przed Bogiem i ludzmi drugiej osobie, zaciągamy pewne zobowiązanie.

Uważa., że jeśli nie dotrzymuję tej przysięgii , zobowiązania, to przede wszystkim zdradzam sam siebie. Swoje sumienie i wiarę w Boga.

Znam pary katolickie, które rozstały sie aby z wielkiej, (większej niż tamta) miłości zawarzeć nowe związki cywilne i mieć dzieci. Jest to jednak pewna konfuzja.
Znam też takie, które właśnie dzięki wierze "zreperowały " swój związek , nie rozstały się,
a nawet zakochały w sobie na nowo, Podziwiając swą wielkoduszność.
Bo wielkoduszność to zampomnieć swoje krzywdy i nigdy do niech nie wracać.

Lekceważyć doznane krzywdy to wielkoduszność
---Seneka "Ad novatum de ira" II,32,2

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani JadwigO, ślubu się w KK nie unieważnia, tylko orzeka, że w ogóle do niego nie doszło, bo nie zostały dopelnione warunki konieczne. Wielu ludzi żyje ze sobą, choć ich ślub koscielny jest nieważny. A bzdury, jak kto chce to zawsze może opowiadać, tylko po co? Lepiej mu potem?

xyz1 - Poplątać to człowiek umie wszystko tak doskonale, że później nie wie już rzeczywiście, o co chodzi. I wtedy pretensje do Kościoła? W Kościele Katolickim nie ma rozowdów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

" Różnica polega na tym, że jedni decydują się na Boga w małżeństwie, a inni nie (z różnych względów)."

Decydują się na sakrament, nie na Boga. To zasadnicza różnica i uproszczenie.
Chyba, że Bóg został tutaj zawłaszczony do "jedynego słusznego" pojęcia.



" Sakrament nie gwarantuje trwałości związku. Daje tylko więcej szans."

Dlaczego więcej? Przez strach przed złamaniem przysięgi ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

O ile sie orientuje, slub kościelny jest równowazny z cywilnym. Ale nie odwrotnie.
A zatem przed wprowadzeniem slubów konkordatowych rozwody byly rowniez "cywilne", bez dodatkowych perypetii z tak zwanym uniewaznieniem.
Zmieniło sie nazewnictwo, a ciezar procesów rozwiazujacych malżeństwa przeszdł na władze koscielne.
Nie wiem, czy to akurat zakładano ustalając zasady slubu konkordatowego. Faktem jest, że małzonek starajacy sie o uniewaznienie slubu przez władze koscielne musi o wiele wiecej naklamać i naopowiadac bzdur, aby mu KK jarzmo z karku zdjął.
Autorka nie podaje statystyk rozwodów cywilnych z okresu przedkonkordatowego - byloby to bardziej miarodajne statystycznie.
Odnosząc sie ostatniego zdania w arcie - slub koscielny nie daje żadnej, wiekszej szansy na przetrwanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ ...samo życie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.