Pozycja materiału w rankingach:
Znajomi przysięgali sobie przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Sakrament nie gwarantuje trwałości związku. Daje tylko więcej szans.
Zobacz także:
Artykuły
(231)
Galerie
(16)
Średnia ocen
(4.66)
Miejscowość: Rzeszów | Kraj: Polska
O mnie: ...po filozofii i dziennikarstwie
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Artur Wojnowski 17.08.2008 12:13
Dla osób wierzących nie ma równoważnej alternatywy. Albo bierze ślub, albo od razu żyje w grzechu. Dlatego ślub jawi się jako konieczność. I absolutnie nie widzę w tym niczego negatywnego, wręcz przeciwnie. Po prostu jest to kwestia wiary.
BARBARA Romer Kukulska 17.08.2008 11:34
TAk. dla wierzących osob ślub daje większe szanse na przetrwanie zwązku.
Prawo jest jednak dla ludzi. Tak prawo cywilne jak i KKK,
Prawo służy ludziom, nie Bogu.
Pozdrawiam i miłej niedzieli
BARBARA Romer Kukulska 17.08.2008 10:34
Anulacja. to nie zupełnie to samo co unieważnienie.
Po prostu ślub zawarto, ale pod wpływem błędu, który ujawnił sie po ślubie.
tzn. że gdyby ów " felerny warunek" strony znały , to by do słubu nigdy dojść nie mogło.
ślub kościelny ma li tylko znaczenie dla osób wierzących. wg. mnie ślubując przed Bogiem i ludzmi drugiej osobie, zaciągamy pewne zobowiązanie.
Uważa., że jeśli nie dotrzymuję tej przysięgii , zobowiązania, to przede wszystkim zdradzam sam siebie. Swoje sumienie i wiarę w Boga.
Znam pary katolickie, które rozstały sie aby z wielkiej, (większej niż tamta) miłości zawarzeć nowe związki cywilne i mieć dzieci. Jest to jednak pewna konfuzja.
Znam też takie, które właśnie dzięki wierze "zreperowały " swój związek , nie rozstały się,
a nawet zakochały w sobie na nowo, Podziwiając swą wielkoduszność.
Bo wielkoduszność to zampomnieć swoje krzywdy i nigdy do niech nie wracać.
Lekceważyć doznane krzywdy to wielkoduszność
---Seneka "Ad novatum de ira" II,32,2
Krzysztof Grabowski 16.08.2008 20:41
Pani JadwigO, ślubu się w KK nie unieważnia, tylko orzeka, że w ogóle do niego nie doszło, bo nie zostały dopelnione warunki konieczne. Wielu ludzi żyje ze sobą, choć ich ślub koscielny jest nieważny. A bzdury, jak kto chce to zawsze może opowiadać, tylko po co? Lepiej mu potem?
xyz1 - Poplątać to człowiek umie wszystko tak doskonale, że później nie wie już rzeczywiście, o co chodzi. I wtedy pretensje do Kościoła? W Kościele Katolickim nie ma rozowdów.
Artur Wojnowski 16.08.2008 10:43
" Różnica polega na tym, że jedni decydują się na Boga w małżeństwie, a inni nie (z różnych względów)."
Decydują się na sakrament, nie na Boga. To zasadnicza różnica i uproszczenie.
Chyba, że Bóg został tutaj zawłaszczony do "jedynego słusznego" pojęcia.
" Sakrament nie gwarantuje trwałości związku. Daje tylko więcej szans."
Dlaczego więcej? Przez strach przed złamaniem przysięgi ?
Jadwiga Kowalczyk 16.08.2008 06:53
O ile sie orientuje, slub kościelny jest równowazny z cywilnym. Ale nie odwrotnie.
A zatem przed wprowadzeniem slubów konkordatowych rozwody byly rowniez "cywilne", bez dodatkowych perypetii z tak zwanym uniewaznieniem.
Zmieniło sie nazewnictwo, a ciezar procesów rozwiazujacych malżeństwa przeszdł na władze koscielne.
Nie wiem, czy to akurat zakładano ustalając zasady slubu konkordatowego. Faktem jest, że małzonek starajacy sie o uniewaznienie slubu przez władze koscielne musi o wiele wiecej naklamać i naopowiadac bzdur, aby mu KK jarzmo z karku zdjął.
Autorka nie podaje statystyk rozwodów cywilnych z okresu przedkonkordatowego - byloby to bardziej miarodajne statystycznie.
Odnosząc sie ostatniego zdania w arcie - slub koscielny nie daje żadnej, wiekszej szansy na przetrwanie.