Facebook Google+ Twitter

Ślubna sukienka

Stara kobieta stała nad rozbebeszonym pudłem i nie posiadając się ze szczęścia, niańczyła w spracowanych rękach amerykańskiego, plastikowego bobasa. Nie bardzo w końcu wiedząc, co z nim zrobić.

Jak zwykle, z niecierpliwością przecinała sznurki, taśmy i papiery, by wreszcie dostać się do zawartości paczki, która nawet po tak długiej wędrówce wydzielała specyficzny zapach. Zapach Ameryki. Starzejąca się kobieta otrzymywała czasem paczki od jeszcze starszej kobiety, która – jak inne siostry – wyjechała po pierwszej wojnie za chlebem i zza oceanu już nie powróciła.

Z dwóch pozostałych na obczyźnie, ta właśnie odnalazła ją po wojnie, wspomagając przesyłkami, z których żywność w większości ginęła na poczcie, a cudaczne ubrania z Florydy mało – wiele służyły ku pożytkowi. Tym razem, wśród jedwabnych kiecek, wdzianek i szmatek nieokreślonego przeznaczenia, namacała coś dziwnego – ni to miękkie, ni twarde, podłużne i grubawe; wyłuskane wreszcie na wierzch, okazało się lalką!

Z zachwytem oglądała ubranego w białą sukienkę tłustego bobasa z pulchnej, różowej masy, z mrugającymi oczami i paluszkami u nóg i rąk; całkiem jak prawdziwie; od pierwszej chwili wiedziała, że to jest właśnie jej lalka – inna, a jednak ona, piękniejsza od tamtej, jedynej, za którą tyle łez wylała.

Bo przecież kiedyś, raz jeden w życiu, lalkę miała. Przed pół wiekiem, kiedy ojciec Wincenty, kmieć bogaty, a bywały w świecie, kupował dla kolejnych dziewuch, na wiano, maszyny do szycia, prawdziwe Singerki - ona, najmłodsza czyli „zmora”, jak się wówczas na siódmą córkę mawiało, mogła tylko podglądać jak starsze szyją dla siebie lub na zarobek i bawić się darowanymi okrawkami materiałów.

Nie było czego w te gałganki ubierać, aż wreszcie ubłagany, przywiózł Wincenty dla najmłodszej córki porcelanową główkę. Resztę trzeba było dorobić, przemyślnie więc doszyła do tej głowy wypchany trocinami brzuch ręce i nogi. Lalka była, ale goła. Ścinki i skrawki nie wystarczały. Tu potrzebna była suknia. Prawdziwa. Najlepiej taka, jaką szyła Teofila dla jakiejś panny młodej.

Czyhała więc cierpliwie na okazję, aż wreszcie, ze sztuki materiału, wycięła w tajemnicy kawał koronki i kryjąc się po kątach, ubrała swoja lalkę porządnie i należycie. Ale... ubytek materiału był zauważalny, poszukiwania dokładne, a znalezisko wprawiło w zdumienie całą rodzinę. Ludzkie wyobrażenie przechodzi, co się potem w domu działo!
Lalka ubrana była do ślubu, w suknię uszytą akuratnie, jak ta prawdziwa, ale przecież z kradzionego!

Tego Wincenty darować w żaden sposób nie mógł i po spuszczeniu manta winowajczyni, zawlókł ja razem z lalką do pieńka, na którym kury na niedzielne rosoły łby traciły. Tym razem łeb straciła lalka – przyczyna wstydu i głupoty wszelkiej. Tyle też z tej historii pamiętała, bo potem się wszystko jakby rozmazało i tylko czasem, we śnie, wracała siekiera i porcelanowe okruchy na drewnianym pniaku...

Stara kobieta stała teraz nad rozbebeszonym pudłem i, nie posiadając się ze szczęścia, niańczyła w spracowanych rękach amerykańskie cudo, nie bardzo w końcu wiedząc, co z nim zrobić. Schowana chytrze na dno szafy, wabiła przecie lalka do siebie postarzałe dziecko, ale że ani nikt o nią nie pytał, ani wnuczek psujący samochodziki, zakusów na lalkę nie czynił, spokojna o los lalki, mogła ją bez obawy usadzić na poduszce z falbankami, pośrodku starannie zasłanego łóżka.

Widywała u znajomych różne takie. A teraz, teraz nareszcie miała lalę i ona. Ale piękniejszą. I swoją własną.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

(+) Odkryłam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jaga, Twoje opowiadania są piękne. Wzruszają prostotą i prawdą. Przypominają nam również nasze lalki i różne skarby, które czsem były wyśmiane przez rodzeństwo, czy wręcz zniszczone. Ale jednak były i nawet strata jednej rzeczy nie wywoływała trumy na całe życie. Smutne to ale jak pięknie opisane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wzruszająca historia pięknie opisana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

zahartowana, przepuszczona przez życie - bohaterka, cudnie opisana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto - wielki honor dla mnie; nie wiem jakby to przyjeła sama p. Krall. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Te historie nie mogłyby być fikcyjne. Prawda wyziera z nich zbyt wyraźnie, są zbyt dopracowane w niuansach, choć krótkie.
Jadwiga, w zasadzie to powinnam Cię porównać do Hanny Krall, a Twoje opowiadania do jej fantastycznych reportaży literackich :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawa i porywająca historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W takim razie, p. Jadwigo, współczuję bohaterom Pani dzisiejszej historii. Powiem Pani, że teraz ten obraz lalki na pieńku nie pozwoli mi zasnąć. To takie dzikie okrucieństwo wobec dziecka.
Szkoda, że nie fikcja.
pozdr
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękne...
Aż plus to za mało :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda czasu Pani Agnieszko. Rację ma Korczak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.