Facebook Google+ Twitter

Słynny Czerwony Baron pochodził ze Świdnicy

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-11-25 10:57

Manfred von Richthofen do samolotu przeniósł się prosto z końskiego grzbietu. Skutek? Już dwa lata później jako niemiecki pilot był postrachem aliantów

Człowiek, który już za życia został uznany za postać historyczną, przyszedł na świat 2 maja 1892 roku w Kleinburgu. Obecnie jest to część Wrocławia. Pochodził ze starej ziemiańskiej i arystokratycznej rodziny. Jego ojciec Albrecht von Richthofen był majorem pruskiej armii i służył w elitarnej jednostce kawalerii. Natomiast matka Kunegunda pochodziła z arystokratycznej rodziny Schickfuss und Neudorf. Manfred miał młodsze rodzeństwo, braci: Lothara, który także został pilotem, i Bolka oraz siostrę Ilse. Kiedy skończył dziewięć lat, jego rodzina przeprowadziła się na stałe do Świdnicy i zamieszkała w willi stojącej do dziś przy ul. Sikorskiego. Fot. Gazeta Wrocławska

Prymus w mundurze


Jedenastoletni Manfred zgodnie z wolą ojca wstąpił do szkoły kadetów w Walhstatt. Tutaj po raz pierwszy pokazał, że jest postacią nietuzinkową. Osiągał bardzo dobre wyniki w nauce i doskonałe w sporcie. Był najlepszy w gimnastyce, piłce nożnej, pływaniu i strzelectwie. Jako dziewiętnastolatek ukończył berlińską akademię wojskową GrossLichterfelde.
Nie miał kłopotu z wyborem jednostki – tak jak ojciec wstąpił do kawalerii. Dostał przydział do 1 pułku ułanów „Cesarza Aleksandra”, który stacjonował na Śląsku. W momencie wybuchu wojny znajdował się na froncie wschodnim, gdzie służył w zwiadzie kawaleryjskim. Jednak pod koniec sierpnia 1914 r. został przeniesiony na zachód. Tu wykazał się męstwem, za które otrzymał Krzyż Żelazny II klasy. Niedługo potem nastał czas wojny pozycyjnej i oddziały kawalerii stały się bezużyteczne.

Ułan dostaje skrzydeł


Dla Richthofena bezczynność stała się udręką. I nic dziwnego, że szybko zaczął szukać nowego zajęcia w wojsku. Wybór padł na lotnictwo, o którym wcześniej nie miał najmniejszego pojęcia. Jednak to właśnie spotkanie z Oswaldem Boelckem, niemieckim asem przestworzy, okazało się punktem zwrotnym w jego życiu. Obaj panowie poznali się przypadkowo – jechali tym samym pociągiem, a podczas podróży grali w karty i szybko się zaprzyjaźnili. Od tamtego spotkania Manfred za wszelką cenę chciał nauczyć się latać. W końcu rozpoczął upragniony kurs pilota myśliwskiego. Niezbędny dyplom dostał już na Boże Narodzenie 1915 r. W sierpniu 1916 roku po raz drugi spotkał Boelckego. Ten zaproponował mu, aby wstąpił do tworzonego oddziału lotniczego Jasta 2, a Richthofen zgodził się. Przez kilka tygodni uczył się od dowódcy podstawowych manewrów bojowych, a przy okazji obserwował, jak zestrzeliwuje on swe kolejne ofiary. 16 września dostarczono pilotom samoloty „Albatros D-I”. Następnego dnia Richthofen, na nowej maszynie, zestrzelił pierwszego przeciwnika. Dokonał tego na oczach samego Boelckego i od tej pory stał się pełnoprawnym pilotem myśliwskim. Tydzień później miał już na koncie 6 zestrzeleń i zyskał miano asa lotniczego.

Samolot w kolorze krwi


Na początku 1917 roku Richthofen mógł się już pochwalić 16 zwycięstwami powietrznymi. Właśnie wtedy otrzymał telegram z informacją, że został mianowany dowódcą Jasta 11 stacjonującego na lotnisku we francuskim Duai. Richthofen nakazał przemalować swój samolot na jaskrawoczerwony kolor. Odtąd wszystkie jego maszyny miały taką barwę. Stąd przydomek „Czerwony Baron”, nadany niemieckiemu lotnikowi przez pilotów alianckich.
Zaledwie dwa dni od nominacji na dowódcę Manfred von Richthofen otrzymał kolejny telegram: „Jego Wysokość odznaczył podporucznika von Richthofena orderem „Pour la mercie”. Odznaczenie było największym wyrazem uznania dla pilota. Kolejne pojawiały się na mundurze lotnika z regularnością, z jaką strącał samoloty przeciwnika. Do 20 kwietnia 1918 roku, Manfred von Richthofen odniósł 80 zwycięstw powietrznych!

Nieustalone okoliczności śmierci


Była niedziela, 21 kwietnia, godz. 10.30. Mgła właśnie się rozproszyła. – Brytyjskie samoloty zbliżają się do linii frontu – taki meldunek przyszedł na lotnisko. Kilka minut później dwa klucze fokkerów wzbiły się w powietrze. Niemcy natknęli się na dużą formację i po zaciętej walce musieli się wycofać. Jednak na lotnisko wrócili wszyscy prócz Richthofena. Jego samolot uderzył w pole buraków pastewnych obok drogi z francuskiego Corbi do Bray. Do dzisiaj nie udało się ustalić, czy Richthofena dosięgły pociski wystrzelone z angielskiego samolotu, czy też przez Australijczyków, obsługujących stanowiska karabinowe na ziemi.
Zwłoki Richthofena wyciągnięto z wraku i przewieziono na lotnisko w Poulenie. Tam lekarze zdjęli mundur z ciała lotnika. Stwierdzili, że śmiertelna kula ugodziła go w okolicy dziewiątego żebra po prawej stronie. W poniedziałkowe popołudnie odbył się pogrzeb Manfreda von Richthofena ze wszystkimi honorami. Oprócz Niemców wzięło w nim udział wielu pilotów alianckich. Ceremonię pogrzebową sfilmowano i dokładnie obfotografowano.

Świdnica pamięta


Fot. Gazeta Wrocławska Manfred von Richthofen Świdnicę nazywał małą ojczyzną i często podkreślał swoje przywiązanie do miejsca, gdzie stał jego rodzinny dom. Kiedy dwa miesiące przed śmiercią odwiedził miasto, otrzymał od władz kosz kwiatów, w którym znajdował się także mały dąb. Lotnik poprosił, żeby drzewko zasadzić w parku. Ponieważ niezbyt dobrze się rozwijało, wiosną 1918 roku zastąpił je trochę większy dąb na obrzeżu obecnego parku Sikorskiego. Później obok dębu postawiono prosty głaz z nazwiskiem lotnika. Stoi on tam do dziś.
W przygotowywanym właśnie projekcie promocji miasta dużą rolę odegrają znani świdniczanie. Wśród nich jest również Manfred von Richthofen. •
Urodził się w dawnym Wrocławiu, większość życia spędził w Świdnicy. Do dziś rośnie tam dąb nazwany jego imieniem. Jednak najlepiej czuł się w powietrzu – był prawdziwym asem lotnictwa. Liczba 80 samolotów, jakie strącił podczas I wojny światowej, przyprawia o zawrót głowy także współczesnych pilotów

Von Richthofena szanowali nie tylko towarzysze broni, ale także alianci, którzy wzięli udział w jego pogrzebie.

Słynna broń asa przestworzy

Fokker Dr 1 to niemiecki samolot trójpłatowy z okresu pierwszej wojny światowej.
Długość: 5,77 m
Wysokość: 2,95 m
Rozpiętość: 7,19 m
Powierzchnia nośna: 18,66 m2
Masa własna: 405 kg
Maksymalna masa startowa: 587 kg
Silnik: Oberursel Ur II or LeRhone o mocy 110 KM
Uzbrojenie: dwa strzelające przez śmigło karabiny maszynowe 7,92 mm Spandau LMG 08/15
Prędkość maksymalna: 185 km/h
Pułap: 7010 m

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.