Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15636 miejsce

Smaki z Polski: razem możemy więcej

Swoją firmę założyli niecałe pół roku temu. Wcześniej jednego oszukał uniwersytet, drugiego były pracodawca. Mieli dosyć. Zamiast wyjechać za granicę i pracować „na zmywaku” stwierdzili, że zostają i zakładają firmę.

Smaki Z Polski / Fot. SzPDzisiaj projekt "Smaki z Polski” rozwija się w rekordowym tempie mimo nikłych nakładów finansowych. Z jego młodymi twórcami rozmawia Zofia Kozalska.

Jak to wszystko się zaczęło?
Jakub N. Gajdziński: Trzeba powiedzieć tak: w ogóle się zaczęło, bo byliśmy w dość specyficznych momentach w swoim życiu. Kończyłem właśnie studia i składałem papiery na doktorat. Chciałem podjąć naukę na uniwersytecie, którego studentem nie byłem – to był błąd. Niezależnie od mojego uczestnictwa w konferencjach, ilości publikacji czy choćby tego, że wygłaszałem referat w Uppsali na 42 Światowym Kongresie Socjologii, wśród największych sław współczesnej nauki, zostałem odrzucony bez podliczenia większości moich punktów. Wygrali pupile.
Przygotowałem się do doktoratu kilka lat. Delikatnie rzecz ujmując byłem wściekły. A tak naprawdę zdrowo wk... wyprowadzony z równowagi.

Dawid Brandebura / Fot. SzPDawid Brandebura: U mnie też było ciekawie. Byłem zatrudniony w firmie na stanowisku menedżerskim. Moim zadaniem było stworzyć i zrealizować projekt, którego celem było doprowadzenie do rozwoju firmy, stworzenie struktury itp.
Nie jestem z Poznania, ale w związku z tym, że pracowałem zdalnie postanowiłem w pewnym momencie tu przyjechać – pozałatwiać kilka spraw. Mój ówczesny pracodawca z niezrozumiałych przyczyn, których nigdy mi nie przedstawił, nagle mnie zwolnił. Najśmieszniejsze było to, że nie potrafił nawet mnie o tym powiadomić. Kilka dni musiałem dzwonić, żeby wreszcie dowiedzieć się czy nadal tam pracuję, czy nie. Poza tym z tak przedmiotowym traktowania ludzi jeszcze się nie spotkałem.
Okazało się również, że ten uroczy pan nie płacił za mnie składek do ZUSu, ale to tylko szczegóły…

Jakub Gajdziński / Fot. SzPJNG: Pamiętam, że siedzieliśmy wtedy na moście nad ulicą Lechicką w Poznaniu, zaraz obok osiedla Wilczy Młyn. Byłem wściekły jak nie wiem. Wciąż krzyczałem, nie wiem dlaczego, że „ten doktorat należy mi się jak psu zupa” (śmiech).
Wtedy podjęliśmy decyzję, że p... przyprawiamy na ostro to wszystko i bierzemy się za siebie.

Skąd się wziął pomysł na Smaki
DB: Pomysł, jak to często bywa, był płynny i ewoluował w trakcie tworzenie. Grom z jasnego nieba spadł po obejrzeniu programu Okrasy, gdy gotowal w gospodarstwie ekologicznym. Przyszło mi do głowy, że może warto zacząć sprzedawać zdrowe i ekologiczne produkty, bo coraz więcej osób jest nimi zainteresowanych. Potem powstał pomysł, żeby stworzyć część portalową – chcieliśmy jakoś odróżnić się od konkurencji.
Jeszcze podczas studiów przygotowywaliśmy „drinex pol”. Firma miała robić drinki i rozwozić je po imprezach na telefon. Jest pełno takich firm, zwłaszcza w Warszawie czy na zachodzie. Przygotowaliśmy biznes plan, ale jakoś nam to nie przeszło. Chyba tego nie czuliśmy…

JNG: Trzeba zacząć od tego, że pomysł na Smaki był z początku zupełnie inny, niż to co jest teraz. Aż strach pomyśleć co będzie za pół roku! (śmiech).
Prawda jest taka, że mieliśmy zupełnie inną wizję niż to jak Smaki dziś wyglądają. Oczywiście chodziło o tę branżę, ale pomysł był totalnie inny. Zdecydowaliśmy się jednak użyć metodyki zarządzania, która bazowała na przygotowaniu podstawowej wersji, „puszczeniu jej w świat” i oczekiwaniu na informację zwrotną. Dzięki temu powoli kroczyliśmy w stronę dzisiejszej wersji Smaków.

Czym są Smaki z Polski?
JNG: Filozofia Smaków z Polski wynika ze zdenerwowania na początku. Pracowaliśmy w różnych firmach na przestrzeni lat i pierwsze co rzuciło nam się w oczy to kondycja tych firm. Wszyscy to znamy. Dziesiątki ludzi w uniformach pracuje za śmieszne pieniądze robiąc rzeczy, których nienawidzą a całą śmietankę spija kilku grubasów w Stanach. Wszystko odbywa się bezosobowo, człowiek nie jest podmiotem niczego i do tego wciąż słyszy, że za rogiem stoi 100 innych gotowych wejść na jego miejsce w każdy momencie – więc powinien być jeszcze wdzięczny.
Nam chodziło o to, by stworzyć miejsce, które będzie zupełnie inne. Postawiliśmy na bezpośredni kontakt, jak na facebook’u, między nami a naszą publicznością. Jesteśmy elastyczni, reagujemy na komunikaty, które otrzymujemy. Należy to rozumieć w sensie dosłownym – gdy ktoś coś napisze na facebooku czy twitterze, wyśle e-maila itp, ale także w sensie makro: gdy coś robimy i widzimy, że nie ma spodziewanego odbioru – staramy się dopasować do naszej publiczności, znaleźć sposób, który będzie ludziom odpowiadał. Uczymy się.
Można powiedzieć, że Smaki z Polski to trochę taka platforma pozytywnie zakręconych. Każdy robi to co lubi, jak lubi i po swojemu. Jedni publikują przepisy, inni zajmują się tematami historycznymi, ktoś ciągle robi wywiady z najlepszymi kucharzami w Polsce… itd. Każdy może do nas dołączyć i dzielić się swoją pasją z naszą publicznością.

DB: Jest jeszcze sklep Smaki z Polski. Niedługo przejdzie gruntowną przemianę – bo jak powiedział wcześniej Kuba – zrozumieliśmy otrzymaną wiadomość zwrotną. W związku z tym, że obecny kształt sklepu się nie spodobał, stwierdziliśmy, że musimy go po prostu zmienić. Do tej pory mamy regionalnych producentów, którzy tradycyjnymi i ekologicznymi metodami produkują sery kozie, przetwory, soki, miody, oleje i wędliny. W przyszłości chcemy, aby dołączyli do nich rolnicy z całej Polski.

Czy Smaki z Polski to tylko jedzenie?
JNG: Smaki z Polski trzeba rozumieć metaforycznie. Na początku rzeczywiście chodziło tylko o żywność, ale zauważyliśmy, że warto ten pomysł rozciągnąć o inne polskie „smaczki”. Powiedzmy, że chodzi o „ciekawostki z Polski”.
Ile w szkole dowiedziałaś się na temat dawnych Słowian? Ile na temat PRL-u? Tak to już jest, że większość portali o żywności pisze o coraz bardziej absurdalnych dietach, a te „ogólne” piszą o tym co jakaś gwiazdeczka zjadła wczoraj na obiad, dlaczego jakiś żigolo ją zdradził i że w świętokrzyskim pijany facet spadł z dachu. Urocze, ale ile można?

DB: Tak jest! Wszyscy zachwycają się kuchnią francuską, włoską czy jeszcze jakąś inną. My prawie nic nie wiemy na temat kuchni polskiej czy staropolskiej. O słowiańskiej nawet nie wspominam. Dominuje podejście, że nie mamy nic fajnego do zaproponowania. Totalna bzdura! Jest wręcz na odwrót. To szczupak po polsku był jedną z najbardziej znanych i lubianych potraw w Europie, a polska kuchnia bardziej przypominała dzisiejszą indonezyjską, z ogromną ilością przypraw.

JNG: Mi się wydaje, że my, Polacy, nie potrafimy się chwalić. Wychowano nas w jakimś ciemnym zabobonie opartym na absurdalnej pokorze wobec niewiadomo czego i uważamy, że działamy w porządku, jeśli się kłaniamy. Najlepiej, żebyśmy wszystko przegrywali, ale w słusznej sprawie. Ile tak można? Przecież my się w końcu sami wykończymy!

DB: Przegranych w słusznej sprawie dostarcza nam reprezentacja piłkarska i to aż w nadmiarze!

JNG: Tak jest! My powinniśmy się zacząć chwalić. Cały czas, non stop, się chwalić. Nam wszystkim się to po prostu należy! Polacy są bardzo ciekawi, Polska jest bardzo ciekawa i to nie od ostatnich 25 lat, ale w ogóle! Trzeba mówić też o dobrych sprawach, jasnych stronach i pozytywnych emocjach. Ze wszystkich gazet, telewizorów i portali leje się nieprzerwany strumień negatywów – ludzie ile można?
Po co się ciągle umartwiać i smucić? Gdzie w tym jakikolwiek sens?

Uruchamiacie teraz nowy cykl „biznes od kuchni” Skąd wziął się pomysł i co chcecie przez to osiągnąć?
DB: Pomysł wziął się z naszych problemów. Prowadzimy firmę i szukamy dla niej optymalnych rozwiązań. Wielu rzeczy nie wiemy, a nikt nas za rękę nie prowadzi. Szukaliśmy w Internecie jakiś podpowiedzi i jedyne co znaleźliśmy to szczątkowe informacje rozporszone w wielu miejscach. Stwierdziliśmy, że sami musimy przygotować coś na kształt podręcznika.

JNG: Zaczynamy od tego co nam najbliższe: czyli od firmy w Internecie. Paru rzeczy nauczyliśmy się sami, ale przede wszystkim udało nam się zorganizować prawdziwych fachowców zarówno z dziedziny tworzenia stron, portali czy sklepów internetowych, ale również ekspertów z dziedziny e-marketingu i ePRu.
To jednak nie wszystko. Dla naszego portalu będą wypowiadać się osoby z wieloletnim doświadczeniem w biznesie i zarabiający naprawdę spore sumy. Chcemy połączyć ich wypowiedzi i stworzyć, wspomniany już przez Dawida, podręcznik, który będzie nowatorsko i szeroko opisywał wiele zagadnień związanych z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej.

DB: Zresztą… to nie będzie zwykły podręcznik, który podpowiada, gdzie złożyć dokumenty itp. Takich są dziesiątki. Nam chodzi o stworzenie takich pogawędek, które będą przekazywały zarówno miekką jak i twardą wiedzę odnośnie takich dziedzin jak zarządzanie, logistyka, reklama i promocja, relacje klienta, zaufanie na rynku, modele kooperacji… i wiele, wiele więcej.
Według badań bardzo wielu Polaków, zdecydowana większość, myśli o założeniu własnej działalności gospodarczej. Pytanie: jak się za to zabrać? I tu pojawia się problem. Niewielu decyduje się na rzut na głęboką wodę.
Nasze kompendium ma to zmienić.

JNG: Chcielibyśmy, żeby był to tygiel, gdzie będą się różne idee zderzały i inspirowały ludzi do działania.

Hasłem nowego cyklu jest „Razem możemy więcej” Co chcecie przez to przekazać?
JNG: Mamy na myśli prosty fakt, że samemu jest ciężej. Wiemy, że jest wielu ludzi, którzy chcieliby założyć własną firmę, ale ich na to nie stać. My mamy pomysł jak to zrobić bez specjalnych nakładów. Wiemy, że to bardzo ważne, bo sami stworzyliśmy Smaki z Polski nie mając żadnej poważnej sumy.
Jako redaktor naczelny portalu powiem, że mamy już naprawdę dużą widownie i świetny, profesjonalny zespół. Dlaczego wszyscy nie mielibyśmy korzystać ze Smaków? Przecież chodzi o to, żeby wszyscy wygrywali, bo tylko taka działalność ma sens.

DB: Założmy, że ktoś sam tworzy zabawki dla dzieci i chce je potem sprzedawać w Internecie. Musi wydać pieniądze na domenę, hosting, serwer, stworzenie sklepu i strony – choćby wizytówki – e-marketing czy e-PR, dosłowną reklamę, pozycjonowanie… Nie mówiąc już o ZUSie i podatkach… Z czasem okazuje się, że koszty są naprawdę wysokie i bez jakiejś dotacji lub samodzielnie zgromadzonego kapitału właściwie nie ma co zaczynać. Zysk pojawi się za jakiś czas, a przez pierwsze 3 do 6ciu miesięcy właściwie same wydatki. Każdemu by się odechciało…
Przecież tu nie chodzi o to, żeby pieniądze wydawać i inwestować, tylko, żeby sprzedawać i zarabiać. Podobnie zresztą w reklamie: nie chodzi o to, żeby mieć śliczne reklamy za niewiadomo ile, ale o to by klient nas znalazł i coś u nas kupił.

JG: Zostając z przykładem osoby, która chce sprzedawać ręcznie robione zabawki. Po co masz to robić samamu? Po co od początku ponosić wszystkie potrzebne, choć nie zawsze uzasadnione, koszty?
Przyłącz się do nas! Nikt z nas samemu nie jest w stanie konkurować z korporacjami, które przeznaczają miliony na kampanie reklamowe. Razem naprawdę możemy więcej, mamy większe szanse.
Na portalu Smaki z Polski każdy może zrobić swoją wizytówkę i wielu już z takiej oferty skorzystało – wystarczy sprawdzić naszą zakładkę „Partnerzy”. Można przecież opisywać swoje produkty i w naszym sklepie je sprzedawać. Nie musicie ponosić osobnych kosztów tego wszystkiego. Możliwości jest bardzo wiele. Nasz portal nie ma żadnych ograniczeń co do form współpracy, czy to zleceniowej (nieporównywalnie tańszej niż na własną rękę) czy takiej polegającej na wymianie, bo przecież my sami o tym decydujemy. Wystarczy się odezwać i porozmawiać.

DB: Chodzi o to, że razem możemy wiele osiągnąć, dojść dalej i więcej zarobić. Wiem, że wśród rodaków panuje atmosfera podejrzliwości i braku zaufania, ale to trzeba w sobie przerobić. Jak mówił wcześniej Kuba, razem naprawdę możemy więcej!

Czy jest coś co doradzilibyście osobom, które przymierzają się do otwarcia własnej firmy?
DB: Pomimo tego, że nasze doświadczenie jest niewielkie i wiele jeszcze przed nami, możemy powiedzieć jedno: do dzieła! Przede wszystkim otwartość, zaangażowanie, gotowość do współpracy i uczciwość. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie.

JNG: Nie zapominajcie też czytać Smaków z Polski. Pamiętajcie, apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.