Facebook Google+ Twitter

Smashing Pumpkins i inni na festynie w Dour

Sprawdziłam w tym roku zespoły, których polska publiczność podziwiała będzie na katowickich festiwalach w sierpniu, żeby już przygotować ją na te spotkania. A przy okazji zbadałam nieznane rejony i dałam się porwać elektronicznym nocom.

 / Fot. f. beckerPonieważ lineup Doura był specyficzny i momentami trudno było uciec przed reggae, nie odczuwałam też tej wielkiej tragedii w wybieraniu zespołów (no, tylko czasami) i pozwoliłam sobie na sprawdzenie tych, którzy lada moment pokażą się w Polsce. Może pomoże wam to rozstrzygać wasze osobiste dramaty przy rozgryzaniu lineupu Offa i Taurona chociażby.

Tauron Nowa Muzyka - 22-25 sierpnia, Kato:
Venetian Snares i BadBadNotGood - odsyłam do wcześniejszej relacji
Amon Tobin czyli Two Fingers - wypoci z was krew i łzy, a i tak nie będziecie do końca przekonani, czy wasz układ taneczny pasował do tej bezlitosnej, nieprzewidywalnej i bezustannie zmieniającej się muzyki. No tak, słuchajcie uważnie "Stunt Rythms" i dajcie się porwać wielokrotnie głośniejszej wersji oprawionej w kakofonię świateł. A może do nas przywiezie jeszcze jakieś specjalne wizualne atrakcje?

 / Fot. F. BeckerZebra Katz - z gatunku naprawdę fajnych hip-hopów, para wysportowanych i pięknych artystów: ona głównie tańczy pociągające tańce i mu dośpiewuje, on robi werbalny show i rozlewa szampan na fanki. Z resztą, posłuchajcie dobrze "Ima Read" i dodajcie sobie znacznie taneczniejsze bity do tego - mniej więcej wulgarno-ironiczna maniera koncertu zostanie wam przekazana.

Darkstar - dobrze im zrobił nowy wokalista, i dobrze zrobiła im "News from Nowhere", której nieco katarynkowe, zabawkowe brzmienia odmieniają teraz całościowo koncertowe granie brytyjskiego składu - niektórych utworów nie poznacie tak od razu. Zdecydowanie wyciszający, dopracowany, śliczny koncert, w którym znalazły się i staroci z "North", i właśnie świeże kawałki z najnowszej płyty. Acz żałuję do dziś, że wybrałam ich zamiast Amenra...

Off Festival 1-4 sierpnia, Kato:

The Smashing Pumpkins - w słodkiej oprawie festynowego klimatu na głównej scenie, niedziela, strefa VIP inaczej strefa lokalsów, rodziny z dziećmi, popijanie szampana przy plastikowych stolikach, a tu Corgan na scenie, z brand-new gitarzystką w mini, gra swoje klasyki, szlagiery, a nawet nie swoje klasyki i szlagiery (straszne! zagrał "Space Oddity" już jako trzeci utwór, ludzie śpiewali pożerając kiełbaski, a brzmiało to stoćkroć gorzej, niż wszystkim znana wersja nagrana przez kosmonautę na statku kosmicznym, czyli w ogóle co za porównanie! Nie daj Boże, by i nam chciał tak w Polsce dogadzać cudzym, bo Offowicze takiej zniewagi nie odpuszczą). Brzmiało to poprawnie i jak to mój kolega powiedział: "Eee, no, nie są najgorszym headlinerem". I tak sobie myślę, że to w sumie oddaje wszystko - zespół wraca po naprawdę słabym czasie i gra przeciętniacko i bez werwy, wszyscy idą, bo są legendą, i to jest opinia słuchacza takiego koncertu. Nikomu nie życzę podobnych powrotów.

 / Fot. F. BeckerThee Oh Sees - widziani już na Primaverze w maju i znów na Dourze - czyli że zrzekłam się przygody z Kate Nash.... I było cudownie po raz drugi, zapomnieli co prawda już tradycyjnie, że mają jeszcze chwilę, choć z drugiej strony dawali z siebie tyle, że scena zmieniała się powoli w jezioro ich potu. Cudownie było ich oglądać z pierwszego rzędu, tego szalonego basistę o kompletnie wyobcowanej twarzy, pochłoniętego przez swoje psychodeliczne pasaże, które nigdy się nie kończą (ten facet ma naprawdę przewalone), wokalistę, który wije się przy mikrofonie i robi z twarzą cuda, czy drugą wokalistkę, która ot stoi tam, wygląda jak pani przy zmywaku, oswojona już z dziwactwami swoich kolegów ze sceny. Muzycznie grupa ta jest nie do skrytykowania, to fenomenalne kawałki świetnie radzące sobie z unikalną mieszanką punkowości z krautrockowością, gdzieś ta psychodela majaczy w tle, a energii dla całego tańczącego namiotu aż nadto wydzielają. Plus tańczący ochroniarze - niech wam to da do myślenia.

 / Fot. F. BeckerMykki Blanco - oj jak ja na to czekałam w kompletnej niepewności. I jak cudownie się było zaskoczyć: wychodzi najpierw Psycho Egiptian, który ładnie rapuje na zakąskę do zgrzebnych bitów. Potem jest show Boy Child, niesamowity taneczny spektakl z nagością, świetlistymi gadżetami, przecudna i zaskakująca rzecz, ładnie wprowadzająca w klimaty queerowe, które później Mykki głównie wyśpiewuje, ubrany obowiązkowo w bokserki i białe pończochy na pasie. Nie, nie o wygląd i spektakl rzecz się wyłącznie rozbija - to naprawdę świetny przykład hip-hopu.  / Fot. F. Becker



Tyle z najbliższych koncertowych rekomendacji. A teraz w telegraficznym skrócie rozliczenie z resztą:

Pozytywne emocje:
- Darwin Deez- nie spodziewałam się, że strzał w ciemno, bo nie znam tych uroczych nowojorczyków, na scenie o wątpliwej kombinacji muzycznej (Jupiler), będzie aż tak udany. A tutaj cukierkowo słodkie, dobrze zagrane kawałki z gatunku typowych indie, odrobinę lo-fi stylu, no i zmotywowany zespół, który zgodził się (jestem przekonana, że to pomysł Darwina był) tańczyć dokładnie co trzy kawałki układy żywcem wzięte z jakichś tandetnych amerykańskich, college'owych seriali z lat 90-tych. Fajne, lekko poetyckie teksty, ale takie bez pretensjonalności, opinia "ekstrawagancji" (tak przedstawił ich konferansjer, ekhm, raczej wyłącznie na tamtejsze warunki), oj solidna dawka pozytywnego gitarowego grania. Bardzo to ładne było 60-minut z zegarkiem w ręku. Apropo, tutaj pojawia się kwestia komarzej selekcji -magazyn Moustique, festiwalowa codzienna broszura, wybrał specjalnie dla niezdecydowanych swoje typy koncertowe - wiele z nich naprawdę warta uwagi, więc jeśli wybierzecie się na Doura i formuła się nie zmieni, a macie jakieś wątpliwości, podążajcie za "NoBullShit!selection" znaczkiem.

 / Fot. F. Becker- Dan Deacon - ukradli mi kawałek Torche, ale trudno się nie dać ponieść tej szalonej kakofonii, jaką produkują dwaj perkusiści, pracujący jak szaleni za swoimi zestawami, i ten niepozorny lider ala James Murphy, facet z brzuchem w okularach, który produkuje cudowny hałas, a jego utwory nigdy się nie kończą. Jeśli lubicie elektroniczny hałas, gdzieś na granicy eksperymentu i miłego dla ucha indie, to szybko go pokochacie. A do tego te wszystkie atrakcje - tym razem budowaliśmy tunel dookoła sali. Oj się działo.

- Electric Electric - pamiętacie taki zespół, który dawno dawno temu zagrał super koncert na Offie i nazywał się So So Modern? Oj poniosło nas wtedy. Podobna sprawa była z tym składem - keyboardy, syntezatory, perkusje (żywa i elektroniczna) były instrumentami, w które Francuzi bezlitośnie walili, krzesząc z nich hałas, do którego nogi same się rwały. Chaotyczne, szalone granie dla fanów No Age, Battles i Dana Deacona chociażby.

- Otto von Schirach - kompletny wariat, no ale kim może być farbowany Prus, tak naprawdę pochodzący ze słonecznego Miami? Zagrał opętańczy show doskonały do tańczenia (bardzo dobry idm opatrzony połamaną estetyką breakore'ów, wiem, tragiczne są te etykiety i nic nie mówią), zwłaszcza jeśli lubicie eksperymentalnie, nie gardzicie techno, a najlepiej braliście jakieś narkotyki (żarcik). Koleś ma też sporą charyzmę i niedorzeczne ubrania, a jego wezwania "Fuck the Triangle" i inne równie wyrafinowane teksty obłędnie w to wszystko się wpasowały. Świetny koncert.


Nieporozumienia:

Devendra B - olał publiczność, przyszedł 20 minut po czasie, zagrał tylko tyle, co mu zostało, i to zdecydowanie na pół gwizdka, w tym chowając się za kower, no straszna skucha z tym koncertem, tym bardziej, że z namiotu aż się wylewało, a przecież dourczycy wolą chodzić na inne koncerty! Więc skoro już przyszli Cię słuchać, Panie Banhart, to kimkolwiek są, trzeba im pokazać 150% normy. A tutaj jakieś słabe 25, i to dopiero w połowie tego króciutkiego koncertu. Tak się nie robi.

Petite Noir, ale czego się tu spodziewać po kopii Editors skrzyżowanej z Bloc Party?

Ponieważ koncertów zobaczonych było naprawdę dużo (prawie dobiłam do 60-tki), pozostaje poprzestać na tych wynurzeniach już teraz. Poszukujących odsyłam na youtube i w inne miejsca, gdzie znajdziecie muzykę, o której mowa, i przekonacie się, czy to wasze klimaty. Tymczasem jest moment na zebranie sił i już niebawem, już za moment startujemy z Off Festivalem!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.