Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

71623 miejsce

Śmierć optymistom!

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2009-05-01 12:04

Czy warto być optymistą? Z prof. Wiesławem Łukaszewskim - psychologiem, wykładowcą Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej - rozmawia Gabriela Pewińska

Potrafiłby Pan wyleczyć człowieka z pesymizmu?
Nie wiem, czy nie zrobiłbym mu w ten sposób krzywdy. Ludzie patrzący z nadzieją w przyszłość traktowani są w Polsce trochę jak dewianci, podejrzewa się ich często, że żyją w jakimś obłędzie, że są niespełna rozumu. Bo jaki człowiek może się cieszyć tym, co jest dookoła? Jak może oczekiwać, że będzie dobrze bez powodu? Dobrze już było. Lepiej nie będzie.

I nie ma na czarne myśli żadnej terapii?
Powiedziałbym, że można jedynie ograniczyć taką namiętność do pesymizmu. Ale czy z tego od razu zrodzi się optymizm, trudno powiedzieć. Pewnie nie. Natomiast nie jest tak, że pesymizm to jakieś fatalistyczne piętno, którego nie można się pozbyć. Zanim jednak zaczniemy się z pesymizmu leczyć, pamiętajmy, że są sytuacje, gdy pesymiści lepiej wychodzą na swoim pesymizmie, niż optymiści na optymizmie.

Jak to?
Jest taki pesymizm, nazywany strategicznym. Strategiczny pesymista bierze pod uwagę wysokie prawdopodobieństwo porażki i to mobilizuje go do działania. Zasada jest prosta: może mi się nie udać, zatem włożę więcej pracy w to, żeby się udało. Ludzie często lekceważą zadania łatwe. Serio traktują te trudne. Myślę, że nasz optymizm i pesymizm bardzo często wynika z tego, czy zadania wydają się nam łatwiejsze czy trudniejsze. Optymiści często lekceważą stojące przed nimi zadania. Mówią po prostu: jakoś będzie, damy radę, wyjdziemy z tego i idą spać. Natomiast ci marudni biorą się do pracy, więcej we wszystko wkładają serca, bo boją się porażki i nie chcą jej doświadczać.

I nigdy nie przepisałby Pan optymizmu na receptę?

Gdyby ktoś do mnie przyszedł i poprosił o trochę optymizmu jak o syrop na kaszel, spytałbym go, do czego mu ten optymizm jest potrzebny? Jeśli chce dzięki niemu mieć lepsze samopoczucie, to wtedy posłałbym go na kurs pozytywnego myślenia. Bo taki kurs nic innego nie poprawia, ale samopoczucie owszem. Natomiast, gdyby ktoś pragnął być większym optymistą, bo wydaje mu się, że dzięki temu więcej w życiu zrobi, to zastanawiałbym się, czy jednak nie powinien zachować w sobie resztek pesymizmu. Na koniec zaproponowałbym mu, by po prostu został realistą.

To po co nam ten optymizm właściwie? W książce "Co nas napawa optymizmem" wybitni intelektualiści z całego świata mówią o swoich optymistycznych wizjach. Niektóre są zaskakujące. Bo czy świadomość, że bilet na Marsa będzie kiedyś dobrem powszechnym, może nas, zwykłych ludzi, pocieszyć?
To nie jest tak zupełnie pozbawione sensu. Pławimy się w cudzej chwale. Przyłączamy się do sukcesów innych. Piłkarze wygrywają, a my czujemy się zwycięzcami. Kiedy profesor Wolszczan odkrył planety, to czuliśmy się tak, jakbyśmy to my je odkryli. Kiedy Amerykanie lecieli w kosmos, to i my lecieliśmy z nimi. Ten bilet na Marsa... Oczywiście, zwykły człowiek z ulicy miewa bardziej przyziemne powody do nadziei. Na przykład takie, że mógłby mieć więcej w kieszeni. Ale jedno nie wyklucza drugiego. Ten, kto chciałby mieć parę złotych więcej, na wieść, że ktoś ląduje na Marsie, prawdopodobnie na swój sposób będzie członkiem tej lądującej ekipy. To bardzo efektywny mechanizm wyzwalania optymizmu.


Cały wywiad przeczytasz na polskatimes.pl.
JS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.