Facebook Google+ Twitter

Śmierć polskich żołnierzy - bezcenne?

"Rzeczpospolita" namawia do pomocy rodzinom żołnierzy poległych podczas misji w Iraku i Afganistanie. Czy jednak dziennik nie wykorzystuje w ten sposób nośnego społecznie tematu do autopromocji?

"Rzeczpospolita" z 18 grudnia 2007 r. namawia do pomocy rodzinom żołnierzy poległych podczas misji w Iraku i Afganistanie. Na ten szczytny cel hojni czytelnicy przeznaczą po złotówce od każdego egzemplarza gazety, tak więc uzbiera się tego ponad 100 tysięcy złotych. Zanim jednak pobiegniesz do kiosku i do nich dołączysz, powodowany jakże słuszną ideą pomocy bliźniemu, zastanów się głębiej nad sensem takiej akcji. Wspomniane rodziny na pewno spotkała straszna tragedia i każdy im z tego powodu współczuje. Ja współczuję im także dlatego, że śmierć ich bliskich wykorzystuje się medialnie i marketingowo.

Nie wolno zapominać, że to nie nasz kraj napadnięto, ale to my zostaliśmy wyzwolicielami/agresorami (niepotrzebne skreślić) na własną prośbę. Od dawna przekazywano nam też informacje, że nikt naszych żołnierzy nie zmusza do wyjazdu na te misje (mowa o Iraku i Afganistanie), ale zgłaszają się oni dobrowolnie. Pobudki takich decyzji bywają różne, ale w wywiadach z żołnierzami nie raz mogliśmy usłyszeć, że nie chodzi im tylko o ratowanie pokoju, ale po prostu o wyższy żołd. Każdy czytelnik "Rzeczpospolitej" płaci codziennie ten żołd tysiącom naszych żołnierzy. Z naszych podatków rodziny ofiar otrzymują też renty, które wypłacane będą zapewne jeszcze przez wiele lat. Jeśli chcesz, możesz teraz dorzucić do tego złotówkę z gazety.

Dlaczego jednak "Rzeczpospolita" nie zaproponowała również pomocy afgańskim rodzinom ofiar masakry ludności cywilnej w Afganistanie, o którą są podejrzewani nasi żołnierze? Czy te rodziny cierpią mniej? A może otrzymają odszkodowania i renty z naszych podatków? Nie, one po prostu nie czytają polskich gazet... Pozwoliłem sobie na celową złośliwość, gdyż nie podoba mi się jak "Rzeczpospolita" wykorzystuje tragedię wojny i manipuluje nie tylko swoimi czytelnikami, ale całą opinią publiczną. Moje wątpliwości budzi też sam sposób przeprowadzenia całej akcji.

Od kilku dni mogliśmy w telewizji oglądać spot, w którym odczytywane są w tempie karabinu maszynowego sylaby układające się ostatecznie w słowo „tata”. Spot był bardzo sugestywny, któż bowiem nie pochyli się nad losem małych dzieci, których ojców zabito na wojnie. Wzruszające... i perfidne. Trudno też uwierzyć, by sam termin akcji był przypadkowy. W te dni, przygotowując się do najbardziej rodzinnych w polskiej tradycji Świąt, jesteśmy hojniejsi, bardziej skorzy do współczucia i zainteresowani losem innych. Cynik powiedziałby, że aż szkoda, iż żaden kolejny polski żołnierz akurat teraz nie zginął - ależ dałby tym wsparcie marketingowe!

Jeśli mimo obejrzenia reklamy nie kupiliście specjalnego wydania "Rzeczpospolitej", to co powinno Was do tego skłonić? Autorytety! Dla zapewnienia czystości intencji nie tylko zaangażowano Fundację Świętego Mikołaja, która została partnerem całego przedsięwzięcia, ale też zadbano o poparcie osób powszechnie znanych i szanowanych. Nie wnikam w intencje tych deklaracji i to, czy któraś z osób mogła się poczuć wykorzystana.
Każdy ma prawo popierać rzeczy, które wydają mu się słuszne. Nie mogę jednak zrozumieć, jak politycy odpowiedzialni za wysłanie naszych wojsk lub popierający nasze misje, mogą z czystym sumieniem opowiadać się za tą akcją. Czyżby wyrzuty sumienia? [Zobacz listę poparcia] "Rzeczpospolita" pozwala także Tobie, bez kupowania gazety, oddać swój głos na tę akcję (niestety, nie przeciw). Na stronach internetowych pisma udostępniono specjalny formularz, jednak liczba głosów poparcia nie przekracza dwustu (dane z 18.12.2007 godz. 19:00).

Czy celem "Rzeczpospolitej" była naprawdę pomoc rodzinom ofiar, czy też zostały one tylko wykorzystane w przedsięwzięciu marketingowym, nazwanym - o, ironio! - akcją charytatywną? Dlaczego gazeta po prostu nie przekazała części wpływów dla rodzin zabitych żołnierzy, zamiast tego serwując nam spoty reklamowe (czyżby bezpłatne?) i żerując na naszych uczuciach?

Wciąż za mało wiemy o kulisach naszej obecności w Iraku i Afganistanie, o tym, dlaczego nasi żołnierze tam giną i co przeżywają ich rodziny w kraju. Trudno jednak temu się dziwić, skoro poważny i szanowany dziennik zajmuje się przedświątecznymi promocjami, zamiast dostarczaniem ważnych społecznie informacji.

Media mają we współczesnym świecie ogromną władzę i wciąż jeszcze zaufanie obywateli. Zbyt często jednak zapominamy, że ta (czwarta) władza - jak każda inna - nie jest wolna od grzechów i słabości, a jej cele i metody mogą budzić nasz sprzeciw.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

plus za odwagę! niewiele osób potrafi postawić takie niewygodne i niepoprawne pytania jak Ty. Tak jak piszesz każdy żołnierz jadący na misję ma świadomość, że może zginąć i jedzie tam dobrowolnie, a rodziny otrzymują wsparcie finansowe. A akcja może sprawiać wrażenie jakby bliscy zostali bez żadnej pomocy i środków do życia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ coraz częściej "wjeżdża sie na plecach" poszkodowanych w sobie tylko znanych ukrytych celach na forum publicum.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.