Facebook Google+ Twitter

Śmierć rewizjonisty

Śmierć niepokornego historyka przykuwa uwagę. Jej związek z poglądami denata jest zbyt silny. Dariusz Ratajczak zginął w czerwcu br. Żył 48 lat.

 / Fot. Serwis WiKNie wiadomo, jak umarł. Policja sprawdza, czy zwłoki długo leżały w samochodzie, przeglądane są filmy z monitoringu centrum handlowego. Przypadkowo natknąłem się na jego nekrolog. W wyszukiwarce pierwszy pojawił się tytuł "Kłamca nie ma już siły".

Artykuł, który ukazał się w Gazecie Wyborczej nie pozostawia wątpliwości: granica między śmiercią cywilną a skonaniem w realu bywa ledwie zauważalna a banicja znosi wiele barier: najgorszą jest ludzka wrażliwość, która chroni słabszych i wrażliwszych. Takim był Dariusz.

Co się dzieje z człowiekiem, gdy społeczeństwo się od niego odwraca?

Historyk nigdy nie negował holokaustu, ale przyprawiono mu gębę rewizjonisty. Miał wątpliwości, co do rozmiarów żydowskiej tragedii i sposobu unicestwienia tak ogromnej masy ludzi. Wydaje się nieistotne jak zamordowano oraz o ile mniej ludzi pozbawiono życia. Nagłe zniknięcie całego narodu nie wymaga - zdaniem laików - wielkiego tłumaczenia: obłęd jest zdolny do wszystkiego. Szaleństwo, które zmiotło z ziemi całe populacje ogarnęło Pol-pota, Stalina i Hitlera. Kto wie, kogo jeszcze w przyszłości?

Czytaj więcej: Przyjaźni Niemcy, agresywni Słowianie. I Żydzi

Nasz bohater był dociekliwym naukowcem. Nie dość, że sam miał pewne wątpliwości, to jeszcze - z poczucia naukowego obowiązku - powoływał się na badaczy, którzy je podzielali. Włączanie rewizjonistów w dyskurs historyczny, nawet w imię rzetelności badawczej, rozsierdzało strażników ideologii holokaustu.

Za fasadą rewizjonizmu krył się dużo gorszy grzech. Kompetencja i łatwość komunikacji z czytelnikiem. To zagrażało. W 1999 roku w zbiorze esejów polityczno-historycznych pt. "Tematy niebezpieczne" historyk przedstawił nie tylko poglądy na holokaust. Zajmował się też finansowaniem rewolucji bolszewickiej (bank Loeb-Kun), duchowymi inspiracjami nazizmu (teoretyk rasizmu Eichmann był półżydem - wypominał) i nadreprezentacją żydowskich komunistów w powojennej Polsce. To wystarczyło, by przyklejono mu etykietę antysemity. Zasłużył na nią - twierdzi Dorota Wodecka-Lasota. - Kara, jaka go spotkała, to zdrowy objaw społeczny - dodaje prof. Andrzej Zoll.

Syna broni ojciec: dlaczego nie konfrontować opinii historycznych?

Choć jego zaangażowanie dydaktyczne i naukowe (W 1997 obronił pracę doktorską p.t. Zagadnienie postaw ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków WSR-ów w Katowicach i w Opolu w latach 1945-1955; jego promotorem był prof. Stanisław Nicieja) zdobyło uznanie nie wybaczono mu wywoływania kontrowersyjnych tematów.

Czytaj więcej: Spękane sąsiedztwo: dwugłos o antypolonizmie Maćka Stuhra

Gehenna Dariusza Ratajczaka zaczęła się wraz z publikacją serii obraźliwych artykułów prasowych. Kiedy znajduję jakieś zajęcie dzwonią redaktorzy - skarżył się. W tym klimacie znajomi zaczęli się od niego odsuwać. Kto chce być na celowniku największej gazety w kraju?

Potem nastąpiło wykluczenie z grona pracowników uczelni. "8 kwietnia zbiera się w trybie natychmiastowym Rada Wydziału Pedagogiczno-Historycznego Uniwersytetu Opolskiego, która "spontanicznie" mnie potępia - opowiada Ratajczak. Wyłamuje się tylko prof. Joanna Rostropowicz, która przytomnie zauważa: "nie mogę potępić Ratajczaka, bo tej książki nie czytałam. Odnoszę wrażenie, że nikt z obecnych jej nie przeczytał. Kim są, do cholery, ci rewizjoniści holokaustu?".

"Rostropowicz ma rację, ale co tam - kazali potępiać to potępiamy."

Wilczy bilet zamknął przed nim drzwi kolejnych pracowni. Nie poznawali go przyjaciele na ulicy. Nie miał z czego żyć. Niemal żebrał ojca o pomoc. Znany adwokat opolski (broniący w PRL m.in. braci Kowalczyków oskarżonych o wysadzenie auli WSP w Opolu, współpracownik solidarnościowej opozycji) Cyryl Ratajczak prosił o wstawiennictwo za synem abp. Nossola, Schetynę (przyjaciel z dzieciństwa) i urzędników MEN.

Czytaj więcej: Kogo wyklnie Michnik?

"Doktor" przez rok pracował na zmywaku za granicą. Po powrocie do Polski zatrudnił się jako stróż z miesięczną pensją 500 zł. Zlicytowano mu mieszkanie. Rodzina nie zdołała zebrać kwoty 9 tysięcy złotych na wykup lokalu. Mimo to historyk nie przestał "demaskować kłamstw" wyolbrzymiających tragedię żydowską, której zresztą nigdy nie negował. Był uparty.

Wykluczenie akademika legalizuje Prof. Janusz Czapiński. Jest przekonany, że Ratajczak powinien się przekwalifikować i wyprowadzić. - Im więcej osób mu odmówi, tym mniejsze ma szanse, że go ktoś przyjmie. Spirala ostracyzmu zacieśnia się. Dlatego powinien wyjechać za granicę i tam szukać pracy.

Czapiński przyznaje między wierszami, że historyk jest zaszczuwany: - Będzie osobą anonimową, miejscowi się nim nie zainteresują, nie podążą za nim żadne media.

Złamaną karierę wciąż śledzi Wyborcza. Przytłaczające detale gęstnieją wokół postaci głównego bohatera, żaden szczegół nie uchodzi uwagi autorki relacji z pokazowego "procesu".

"Maj 1999 r. Prokurator Lidia Sieradzka kieruje do sądu akt oskarżenia. Powołuje się na artykuł 55 ustawy o IPN (kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom nazistowskim, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech)."

Czytaj więcej: Prof. Shoeps: Jestem Żydem i mam prawo do swojego punktu widzenia

"Styczeń 2000 r. Ratajczak czeka na orzeczenie komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Opolskiego."

"2001. Sąd Rejonowy w Opolu umarza postępowanie, bo uznaje, że to, co napisał Ratajczak, nie jest przestępstwem z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną. Prokuratura domaga się powtórzenia procesu."

"Syn wie?" - pyta Ratajczaka wykonawca innego wyroku, który zapadł na Czerskiej, redaktor Wodecka-Lasota.

- Że jestem kłamcą oświęcimskim? Tak. Przeczytał kilka lat temu w internecie. Zapytał, czy to prawda. Odpowiedziałem, że jestem rewizjonistą historycznym, nie dociekał, co to znaczy. Kiedyś z nim porozmawiam, wydaje mi się jeszcze za mały."

Co mógł czuć ojciec nastolatka torturowany tak wyrafinowanym szantażem? Co motywowało autorkę tragicznej biografii? Chodziło o ukaranie lub złamanie "uparciucha"? Może całe to obsesyjne osaczanie "niepokornego blogera" - bliskie w mrocznej narracji Kafkowskim procesom - jest masowym ostrzeżeniem przed stawianiem ryzykownej - acz powszechnej dziś - tezy, że Żydzi nadużywają holokaustu. Do tego zmierzał historyk. Stawia ją wielu intelektualistów z Normanem Finkielsteinem na czele. Nawet dyskutuje się ją w Izraelu.

Czytaj więcej: Co to jest antysystem?

Prof. psychologii Wiesław Łukaszewski apelował publicznie, by dożywotnio wyrzucić Ratajczaka z zawodu nauczycielskiego. Dzisiaj sędziwy akademik, po dwóch zawałach, broni historyka. Mówi: tacy ludzie jak on są społeczeństwom potrzebni. Bo ferment, jaki wywołują, uruchamia mechanizm społecznego dyskursu, rodzi poruszenie intelektualne i moralne. Dr Peter Raina ocenia warsztat kolegi: - To jeden z najzdolniejszych.

- Pan jest Miłosierdziem i pamięć o tym pozwala nam przetrwać ból i stratę, po odejściu bliskiej nam osoby. Zwłaszcza gdy śmierć zabiera nagle, sięga po ludzi młodych - pożegnał "rewizjonistę" ksiądz Józef Tarnawa. Wczoraj odbył się pogrzeb. Dariusz Ratajczak przez 11 lat był pracownikiem Uniwersytetu Opolskiego. Nie wiadomo czy na cmentarzu pojawili się jego koledzy.

Artykuł Wodeckiej-Lasoty nie zniknął z internetu. Dalej nosi tytuł "Kłamca nie ma już siły". Nie ma. Odszedł nie pokajawszy się za swoje poglądy. Jego zwłoki znaleziono w samochodzie, na parkingu przy Centrum Handlowym "Karolinka" w Opolu.

Czytaj więcej: Edward Snowden w otchłani totalitaryzmu. Którego?

Zmarły broni się ze swojego blogu:

"Zatrzymujemy się zatem przed bramą z napisem „tajemnica”, której wyważenie jest dla profanów prawie niemożliwe. W tym miejscu „oficjalny historyk” (na przykład Powstania Styczniowego, II Wojny Światowej, schyłkowego PRL-u) zrazu bezradnie rozkłada ręce i po chwili - jak na dworaka przystało - zaczyna łgać, posiłkując się naskórkowymi źródłami wypracowanymi przez mieszkańców „domu za bramą” - to jest właściwych spiskowców. W ten sposób sam staje się - mizerną wprawdzie, bo jedzącą okruchy z pańskiego stołu - cząstką misterium nieprawości. Natomiast badacz niepokorny stara się mimo wszystko dotrzeć do źródeł nieoficjalnych (ma się rozumieć: prawdziwie nieoficjalnych) i pośrednich, a nade wszystko logicznie (indukcyjnie) wnioskować z faktów. Wtedy przy okazji ustala swój los: wyśmiany, poniżony i obsobaczony kończy w starannie przygotowanym koszu na śmieci." (Blog Dariusza Ratajczaka).

Synkowi Dariusza powiedziałbym: "Miałeś wielkiego, krnąbrnego ojca. Może popełniał błędy. Ale był odważny i pozostał wierny swojemu sumieniu." Artykuł z W24 przesłałem jego rodzinie wraz z kondolencjami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.06.2010 17:07

Powiadają, że prawda w oczy kole... Wielu to się nie podobało i jak to u nas w kraju bywa, historię upolityczniano, a żydzi ślizgali się na holokauście. Nawet statystyki osób zamordowanych w obozach, same mówią za siebie..... Brawo, świetny artykuł 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dariusz Ratajczak był nierozumiany przez otoczenie. Dochodził prawdy, z to nie zawsze podoba się ludziom (wolą się nie narażać na brak akceptacji). Myślę że miał rację, o czym świadczy zmiana poglądu prof. Wiesław Łukaszewskiego. Syn może być dumny ze swojego ojca. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.