Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29474 miejsce

Śmierdząca moralność z Zachodu

Ostatnie dni to doniesienia o kolejnych europejskich politykach, którzy zamierzają zbojkotować Euro 2012 (a przynajmniej mecze na Ukrainie, w tym finałowe spotkanie). Moralność zachodnioeuropejskich decydentów wydaje się być jednak zgniła.

Miesiące poprzedzające pekińskie igrzyska w 2008 roku przepełnione były dyskusjami na temat łamania praw człowieka w Chinach. Jednym z punktów zapalnych było krwawe stłumienie tybetańskich protestów, a także doniesienia o śmierci wielu robotników, którzy zmuszani byli do pracy w nieludzkich warunkach. Pojawiły się także pomysły bojkotu: od nie przyjazdu władz państwowych na ceremonię otwarcia, po wycofanie sportowców z tej imprezy (najradykalniejszy ze sposobów sprzeciwu). Ostatecznie najbardziej prominentni politycy europejscy nie zdecydowali się pokazać swojego niezadowolenia wobec łamania praw człowieka w Chinach i niemal w komplecie stawili się na uroczystości otwarcia pekińskich igrzysk. Zwyciężył pragmatyzm, choć decydenci tłumaczyli, że sportu nie powinno mieszać się do polityki. Doskonale wiadomo jednak, że chodziło o pieniądze. Inaczej postąpiły np. polskie władze, gdyż zarówno ówczesny prezydent jak i premier otwarcie igrzysk sobie odpuścili.

Dziś mamy do czynienia w pewnym sensie z podobną sytuacją. Na Ukrainie urządzane są polityczne procesy, a prezydent Janukowycz skupia w swoich rękach niemal całą władzę. Wyrok więzienia odsiaduje była premier Julia Tymoszenko, a także były minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko. Liderka opozycji oraz silny gracz ukraińskiej sceny politycznej (przynajmniej do momentu osadzenia w zakładzie karnym). Na Wiktora Juszczenkę szukać niczego nie trzeba, bo z polityki wykluczył się sam. Pozostaje Witalij Kliczko, którego nie sposób "znokautować" i Arsenij Jaceniuk, lider Frontu Zmian, którego Janukowycz na razie nie obawia się. Może się jednak bardzo zdziwić, bo zarówno od niego, jak i od Kliczki, może otrzymać groźne ciosy. To jednak temat na inny wywód.

Skala łamania praw człowieka w tych dwóch przypadkach jest oczywiście nieporównywalna. Analizując obecną sytuację, można mieć wrażenie, że silniejsze głosy bojkotu pojawiają się przy okazji ukraińskiego przypadku (choć z dokładnymi rozstrzygnięciami musimy poczekać do czerwca, bowiem rozwój takich sytuacji bywa bardzo dynamiczny). Jeśli wielu z europejskich polityków nie przyjedzie na mecze swoich drużyn i zbojkotuje finał turnieju, będzie to zwykły "pic na wodę". Każdy potrafi afiszować się swoją moralnością i walką o ideały, jeśli chodzi o polityczne apele wobec państw, z którymi może sobie pozwolić na ostre słowa i czyny (bez narażenia na straty polityczno-ekonomiczne). Prawdziwą odwagą byłoby zagranie na nosie władzom chińskim, na co jednak zachodnioeuropejscy decydenci zdobyć się nie potrafili (z małymi wyjątkami). I choćby dlatego ich ewentualny bojkot i słowa o pięknych ideałach i walce o prawa człowieka, będą dla mnie tylko pustymi frazesami. Akurat Nas, Polaków, nie powinno to jednak dziwić. Historia żywym tego dowodem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Masz racje Łukaszu; różne kryteria oceny "moralności" państw wynikają z ekonomii. Ukraina nie infiltruje gospodarki światowej tak, jak Chiny. Dlatego święte oburzenie w sprawie pani Tymoszenko ma zadziałać na sumienia polityków, jak chlor na sanitariaty: wybielić i odsmrodzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.