Pozycja materiału w rankingach:
Na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim piłkarska reprezentacja Polski wygrała z Belgią 2:0, zapewniając sobie pierwszy w historii awans do mistrzostw Europy! Bohaterem spotkania był po raz kolejny Ebi Smolarek, strzelec dwóch goli i diament w kadrze Leo Beenhakkera.
Od wczesnych godzin porannych przywdziani w biało-czerwone barwy fani zjeżdżali do Chorzowa. Wiedzieli, że 17 listopada będzie dla polskiego futbolu dniem historycznym. 47 tysięcy kibiców zasiadło na trybunach Stadionu Śląskiego, a miliony przed telewizorami, by na własne oczy zobaczyć ostatni przystanek kadry w drodze do Euro 2008.
się do zmasowanych ataków od samego początku spotkania. Co więcej, pierwszy strzał na bramkę oddali Belgowie, ale problemów z interwencją nie miał Artur Boruc. Następnie do głosu doszli biało-czerwoni. W 22. minucie z narożnika pola karnego piłkę nad poprzeczką posłał Jacek Krzynówek, a kilka chwil później jego "wyczyn" po fatalnie wykonanym rzucie wolnym powtórzył Michał Żewłakow. O wiele bliżej objęcia prowadzenia po stałym fragmencie byli rywale. W 32. minucie Jacek Bąk obejrzał żółtą kartkę za faul na Kevinie Mirallasie, po czym piekielnie mocne uderzenie Jana Verthogena końcówkami palców fantastycznie wybronił Boruc.
Belgowie przenieśli ciężar gry na naszą połowę, nie pozwalając podopiecznym Beenhakkera na szybkie wyprowadzenie piłki. Polacy zmuszeni byli więc do konstruowania ataku pozycyjnego, co nigdy nie było ich mocną stroną. Wolnym rozgrywaniem akcji biało-czerwoni uśpili jednak czujność rywali. W 44. minucie zbyt lekkie podanie jednego z Belgów do własnego bramkarza wykorzystał Euzebiusz Smolarek, mijając Stijna Stijnena i spokojnie kierując piłkę do pustej bramki. Ebi gola mógł zdobyć już chwilę wcześniej, lecz po świetnej akcji Radosława Sobolewskiego strzelił zbyt lekko.
Po przerwie Wojciecha Łobodzińskiego zastąpił rozpoczynający mecz na ławce rezerwowych Jakub Błaszczykowski. Napompowani uwagami Beenhakkera w szatni Polacy grali tymczasem swoje, by w 50. minucie ponownie wywołać wybuch nieopisanej euforii na Stadionie Śląskim. Niedokładnie wybita przez obrońcę piłka trafiła do Krzynówka, którego mocne uderzenie obronił Stijnen, ale wobec technicznej dobitki Smolarka był już bezradny. Po dwóch trafieniach przed rokiem z Portugalią i fantastycznym hat-tricku w październikowym starciu z Kazachstanem, Ebi znów wyrastał na bohatera reprezentacji. Wyśniony awans do mistrzostw Europy z każdą chwilą stawał się coraz bliższy.
Świadomi stosunkowo bezpiecznej przewagi Polacy cofnęli się nieco do defensywy, uważnie kontrolując poczynania zamroczonych bolesnymi ciosami przeciwników. Powolna, chwilami wręcz senna gra była bowiem równoznaczna spokojnemu wyczekiwaniu końcowego gwizdka i wielkiej radości, która miała po nim nastąpić. Leo Beenhakker decydował się tymczasem na kolejne zmiany. Najpierw w miejsce Macieja Żurawskiego na boisku pojawił się Rafał Murawski, a w 85. minucie cały stadion skandował nazwisko opuszczającego plac bitwy herosa - Ebiego Smolarka, którego zastąpił powracający do składu reprezentacji Kamil Kosowski.
Trudno opisać to, co działo się w Chorzowie (i zapewne w całej Polsce) po ostatnim gwizdku sędziego. Eksplozja szczęścia na trybunach, piłkarze rzucający się w ramiona to sobie, to Beenhakkerowi, jakże wymowne dźwięki "We are the champions", blask sztucznych ogni i świadomość dokonania czegoś, co wcześniej nie udało się nikomu. Dwie bramki genialnego Ebiego, bohatera eliminacji (łącznie dziewięć goli), zapewniły biało-czerwonym pierwszy w historii awans do mistrzostw Europy! - Jeszcze to do mnie nie dociera - powiedział po meczu Jacek Krzynówek. I nie dotrze jeszcze długo, podobnie jak do milionów Polaków, a gdy już dotrze, trwać będzie w pamięci kibiców zawsze.Zobacz także:
Artykuły
(270)
Galerie
(24)
Średnia ocen
(4.57)
Wiek: 22 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: http://krzysztofbaraniak.weebly.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Przemysław Trubalski 18.11.2007 16:08
Błaszczykowski to as w tali Leo! W pierwszej połowie Łobodziński miał kilka wejść, ale nic z nich nie wynikało. Wejście Błaszczykowskiego naprawdę ożywiło prawą stronę. Pierwsze dwie akcje w jego wykonaniu i robiło się gorąco. To zresztą on wrzucał w pole karne w sytuacji, po której padła druga bramka. Świetny chłopak, jeden z niewielu zawodników w polskiej kadrze, który nie boi się podejmować walki jeden na jednego. Myślę, że dobry występ zaliczył też Żurawski. Niewiele go widać, ale jego gra ma przełożenie na całą drużynę. Natomiast największym leniem w tej kadrze jest Kosowski, który myśli, że samym talentem zdziała wszystko. Jeśli dopiero wprowadzony, wypoczęty Kosowski przegrywa pojedynek biegowy z obrońcą, który wypluł już płuca po 80 minutach gry, to co on robi w kadrze?
Michał Tuszyński 18.11.2007 15:10
Dzięki za sprostowanie, moj błąd, panowie mi sie pomylili :)
Marika Przybył 18.11.2007 14:44
Krzysiu, ja też wierzę w to, że do Mistrzostw będzie lepiej i Leo porządnie przygotuje zespół, ale po prostu wczorajszy mecz (a pierwsza połowa w szczególności) nie nastrajał do optymizmu. I tyle. Jak ktoś już wcześniej mówił - sam Ebi i Krzynówek nie wystarczą, bo w drużynie gra jeszcze dziewiątka innych osób.
Niedźwiedź - potwierdzam za Krzysztofem. To był Kosowski, nie Błaszczykowski. (Swoją drogą, co jak co, ale wolnego tempa biegania Błaszczykowskiemu zarzucić nie można).
Paweł Mazur 18.11.2007 14:42
Zresztą przypomnijcie sobie pierwszy mecz z Belgami, to była droga przez mękę. I było to przecież po meczu z Portugalią, też się wszyscy spodziewali cudów. Zresztą rzut okiem na historię. Zwycięzców się nie sądzi.
Krzysztof Baraniak 18.11.2007 14:17
Do piłki biegł Kosowski...
Marika, ten mecz trzeba było po prostu wygrać, niekoniecznie po pięknej czy choćby dobrej grze. Piłkarze i sam Leo dobrze wiedzą, że w pierwszej połowie grali bardzo słabo. Po strzeleniu drugiej bramki potrafili natomiast konsekwentnie czekać do końcowego gwizdka sędziego, jednocześnie nie pozwalając Belgom dosłownie na nic. Przez kilkadziesiąt minut goście praktycznie nie zagrozili poważniej bramce Boruca! To też się chwali naszym piłkarzom. Do Euro sporo czasu, nie ma co teraz prowadzić dywagacji na temat wczorajszej gry Polaków w konteście występu na mistrzostwach. Leo będzie wiedział co z nimi zrobić.
Michał Tuszyński 18.11.2007 14:13
To było po drugiej bramce.. Wtedy Kompany prześcignął naszego - wydaje mi się że do piłki biegł Błaszczykowski... ktoś jeszcze pamięta tę sytuację?
Paweł Mazur 18.11.2007 13:53
ee dlaczego nie moge edytowac swojego posta tylko usunac? A i mowa chyba o Kosowskim ktorym miał sam na sam, ale jego start do piłki i bieg był tragiczny
Paweł Mazur 18.11.2007 13:51
Mariko, spokojnie. Każdej drużynie zdarzają się słabsze mecze. To jest norma. Tutaj problemem jest doprowadzenie do sytuacji, że Polska stała się drużyną turniejową. Grająca z meczu na mecz lepiej. Po prostu.
Michał Tuszyński 18.11.2007 13:41
Mariko, akurat Leo odwala kawał dobrej roboty - nasze orły bywają bardziej kapryśne od niektórych gwiazdek popu i ich zdyscyplinowanie to też sztuka. Jak dla mnie nie może być tak, że w zasadzie na boisku skutecznie grają Smolarek, Krzynówek i Boruc. Ja doskonale wiem, że bez wsparcia reszty drużyny i ich podań Ebi i Jacek nie zdołaliby doprowadzić do tych akcji... Ale jak patrze na takiego Błaszczykowskiego który w świetnej sytuacji nie może dobiec do piłki to mi ręce opadają...
Bieg Lwa. I półmaraton w podpoznańskim Tarnowie Podgórnym
(odsłon: +624)