Facebook Google+ Twitter

Smoleńsk polskiej polityki

Samolot "polskiej polityki", za sterami którego znajdują się polscy politycy, nieuchronnie zmierza ku katastrofie.

Czerwiec roku 1989. Komunistyczna wieża kontrolna zezwala na próbny start "Polskiej Polityki". Załoga składająca się po części z personelu obozu socjalistycznego, pozornie brata się z kadetami wyłonionymi z ruchu solidarnościowego. Po nabraniu niezbędnego do przejęcia sterów doświadczenia, świeżo przeszkolona kadra odbywa 27 października 1991 roku pierwszy w pełni samodzielny lot. Główny pilot Lech Wałęsa rozsiada się wygodnie w swym fotelu i ku uciesze tłumów podnosi samolot do lotu. Wyprawa rozpoczyna się w burzy oklasków i optymizmu, lecz wkrótce nieostrożnie kierowana maszyna wlatuje w wir niezadowolenia.

W obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa, dowodzenie przejmuje Aleksander Kwaśniewski - doświadczony pilot, mający na swym koncie praktyki w znienawidzonym Socjalistycznym Obozie Szkolenia Pilotów. Pomimo niezadowolenia części załogi, nowy kapitan wypełnia rzetelnie swe obowiązki, chociaż silnie daje mu się we znaki choroba nabyta na jednym z rejsów do Filipin. Zmęczenie infekcją okazuje się być nielitościwie dokuczliwe, jednak kapitan Alexander pełni swą funkcję do końca kontraktu.

Po jego wygaśnięciu, stanowisko pierwszego pilota przejmuje Lech Kaczyński. Wszelkie zawiłości dotyczące sprzętu i kursu, skrupulatnie omawia z drugim pilotem Jarosławem. Wkrótce jednak samolot wpada w turbulencje i do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację zostaje pociągnięty wspomniany kapitański sufler. Jego miejsce zajmuje Donald, lecz współpraca - jeśli o takowej może być mowa - zakrawa na patologię. W efekcie, w niezmiernie przykrych, bolesnych i gwałtownych okolicznościach, dowódca Kaczyński zostaje oderwany od steru, a jego miejsce zajmuje dobrze znany mu Bronisław.

Mimo, iż twarz drugiego pilota Donalda pogrążona jest w smutku, jest on pełen nadziei na owocną współpracę z nowym kapitanem. Jest tak rzeczywiście, choć niedługo później zatraca się świadomość tego, kto jest głównym dowodzącym "Polskiej Polityki". Część kadry tęskniącej w sposób skrajny za gwałtownie oderwanym od steru byłym szefem, wszczyna zamieszki na pokładzie samolotu.
W cieniu wiszącego w kokpicie krzyża, dochodzi do impulsywnych kłótni i przepychanek. Sami piloci wydają się być zadowoleni z tego faktu, gdyż realna uwaga skupia się na sporze, a nie na prowadzeniu samolotu (które - jak się wydaje - nie jest ich mocną stroną).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Pani Jadwigo,myślę podobnie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Autorze - Jeszcze tak nie było, żeby nie mogło być gorzej. Wylądujemy ślizgiem w dołku na bagnie, a potem pobiegniemy po łopatę, żeby się z dołka wykopać: jesteśmy jedynym w świecie wielomilionowym zbiorowiskiem osobników z syndromem Munchausena i potrafimy wszystko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.