
Początki konkursów telefonicznych były trudne, zadawano zbyt trudne pytania i zadania, a w konkursach mogli uczestniczyć tylko dorośli. Jednak szybko się to zmieniło - zaczęto zadawać pytania na poziomie szkoły podstawowej. I wtedy ruszyła lawina. Organizatorów było stać na fundowanie z części zysków nagród, nawet samochodów. Jednak dalszy rozwój tego typu konkursów, także audiotele, ograniczała konieczność kontaktu telefonicznego. Dopiero gdy do kontaktu zastosowano SMS-y dające pewną anonimowość, ruszyło szaleństwo masowych połączeń.
Nie miało to większego znaczenia dopóki organizatorzy dla zysku wykorzystywali nasze najniższe instynkty, jednak na tym nie poprzestali. Włączyli nas w ocenianie czyjegoś talentu, zdolności, czy urody. No i stało się, nawet o wygranej w konkursie Eurowizji zaczęli decydować nie znawcy i specjaliści, ale nie zawsze szczęśliwie anonimowi nadawcy SMS-ów.
Każdy chce zarobić. We wszystkich konkursach i telewizyjnych show - takich jak wybory „Miss Polonia”, „Taniec z gwiazdami”, „Jak oni śpiewają”, "Gwiazdy tańczą na lodzie”, „Fabryka gwiazd”, „Mam talent”, „You Can Dance” i innych - oprócz nie do końca specjalistycznych jury, o wygranej lub przegranej zaczęli decydować nadawcy SMS-ów. To oni otrzymali decydujący głos w sprawie wyboru zwycięzców tych konkursów.
Masowi nadawcy SMS-ów to niestety przede wszystkim dzieciarnia, którą trudno podejrzewać o bezinteresowną fachową ocenę. Kierują się przede wszystkim przekorą, głosują na najsłabszych uczestników, nieraz najmniej urodziwych i o wątpliwym talencie. Showmenów, którzy w jakiś sposób zdobyli ich sympatię. Ratują ich przed odpadnięcia z konkursu. Tym samym zmieniają, niestety, każde show w żałosną karykaturę obiektywnego konkursu.
Tak, tak masowi nadawcy SMS-ów są potęgą, mogą tworzyć nową rzeczywistość, nowe kariery a nawet udzielać pomocy tym, którzy tej pomocy potrzebują, ale mimo wszystko szkoda, że są tak mało obiektywni.
Autor: Wincenty Sadowski
Tekst pierwotnie opublikowany na stronie
mmszczecin.pl
WS